Wiedza
6 m
0
Dzień 29 maja 2006 roku rozpoczął się w dystrykcie Porong zupełnie zwyczajnie, aż do momentu, gdy z pola ryżowego w pobliżu wioski Siring zaczęły unosić się kłęby gęstej pary. Zaledwie trzydzieści kilometrów na południe od Surabaji, w gęsto zaludnionym regionie Jawy Wschodniej, ziemia nagle pękła. Na powierzchnię zaczęła wydobywać się toksyczna, wrząca mieszanina wody, piasku, gazu i gliny. Zjawisko to, nazwane później Lusi, początkowo przypominało kilka niegroźnych gejzerów. Szybko jednak przerodziło się w bezlitosny, pulsujący krater, z którego pod olbrzymim ciśnieniem wyrzucane były tysiące ton gorącej mazi. Temperatura wypływu wahała się od 60 do 100 stopni Celsjusza. Nie była to po prostu wielka kałuża, lecz dynamiczny system geologiczny, który nie znajdował się pod jakąkolwiek kontrolą. Z każdą godziną krater pochłaniał kolejne metry kwadratowe lądu, zalewając uprawy, drogi i zabudowania. To był początek jednej z najdziwniejszych i najdłużej trwających katastrof przemysłowych w nowożytnej historii.
W szczytowym okresie wulkan wypluwał z siebie niewyobrażalną ilość materiału. Szacuje się, że na powierzchnię trafiało nawet 180 000 metrów sześciennych błota każdej doby. Taka objętość wystarczyłaby do zasypania kilkudziesięciu, często używanych w porównianiach, basenów olimpijskich w zaledwie dobę. Masa ta, ciężka i niepowstrzymana, zaczęła pełznąć w stronę ludzkich osad. Błoto pochłonęło ostatecznie obszar około 700 hektarów. Pod grubą, schnącą warstwą szarej mazi zniknęło piętnaście wsi. Przepadły dziesiątki fabryk, szkół, meczetów i dróg. Zniszczeniu uległa kluczowa infrastruktura, w tym autostrada oraz gazociąg, którego eksplozja, wywołana osiadaniem gruntu, pochłonęła kilkanaście ofiar. Z dnia na dzień od 30 000 do nawet 60 000 ludzi straciło dach nad głową, źródło utrzymania i całe swoje dotychczasowe życie. Byli zmuszeni uciekać przed żywiołem, który nie uderzył gwałtownie jak tsunami, ale pożerał ich świat powoli, systematycznie i bez litości.
Bezpośrednią iskrą, która najprawdopodobniej uwolniła ten podziemny koszmar, były prace wiertnicze. Zaledwie dwieście metrów od miejsca pierwszej erupcji spółka PT Lapindo Brantas wierciła głęboki na niemal trzy kilometry otwór poszukiwawczy za gazem ziemnym, oznaczony jako Banjar Panji-1. Analizy dokumentacji technicznej ujawniły poważne zaniedbania. W uproszczeniu, wiertnicy zignorowali kluczowe procedury bezpieczeństwa. Nie zastosowano pełnego stalowego orurowania do odpowiedniej głębokości, które chroniłoby ściany odwiertu. Kiedy 26 maja doszło do utraty płuczki wiertniczej, a w głębi ziemi gwałtownie wzrosło ciśnienie, rozgrzane płyny i gazy znalazły najsłabszy punkt. Pozbawione stalowej bariery, rozerwały warstwy iłowe, tworząc szczeliny, którymi potężna mieszanina błota przebiła się na powierzchnię. Z technicznego punktu widzenia był to klasyczny, choć gigantyczny w skutkach, niekontrolowany wypływ z odwiertu. Oczywiście korporacja nie zamierzała łatwo przyznać się do błędu, który kosztował miliardy dolarów. Dwa dni przed wybuchem Lusi, około 250 kilometrów dalej, w rejonie Yogyakarty, doszło do tragicznego trzęsienia ziemi o magnitudzie 6,3. To zdarzenie stało się dla firmy Lapindo Brantas idealnym alibi. Prawnicy i powiązani ze spółką eksperci natychmiast sformułowali tezę, że to wstrząsy sejsmiczne, a nie błędy ludzkie, obudziły uśpiony, naturalny wulkan. Zaczęła się zacięta batalia naukowa. Jednakże niezależni badacze z najlepszych uczelni na świecie szybko obalili tę teorię. Udowodnili, że siła wstrząsów w Sidoarjo była zdecydowanie zbyt mała, aby wywołać tak masywne upłynnienie skał. Co więcej, miejsce i czas erupcji zbyt precyzyjnie pokrywały się z awarią na wiertni. Mimo twardych dowodów naukowych spór ten przez lata zaciemniał obraz sytuacji i pozwalał winnym grać na zwłokę.
Walka z wypływającym błotem przypominała zmagania z mitycznym potworem. Władze i inżynierowie chwytali się najbardziej rozpaczliwych metod. Najsłynniejszą z nich było zrzucenie do głównego krateru tysięcy ciężkich, betonowych kul połączonych stalowymi linami. Miały one zadziałać jak gigantyczna zatyczka. Eksperyment ten, szeroko relacjonowany przez media, zakończył się całkowitym fiaskiem. Kule zniknęły w czeluściach wulkanu, nie wpływając w zauważalny sposób na ciśnienie erupcji, a wręcz komplikując podziemne kanały przepływu. Skupiono się więc na budowie wysokich wałów ziemnych i zbiorników retencyjnych. Tworzono kolejne bariery, które jednak regularnie pękały pod naporem ciężkiej mazi. To była syzyfowa praca. Każda nowa tama jedynie kupowała czas, podczas gdy wulkan z nieubłaganą konsekwencją powiększał swoje terytorium. Z perspektywy ewakuowanych mieszkańców wyglądało to tak, jakby państwo próbowało zatrzymać powódź za pomocą worków z piaskiem, podczas gdy z nieba wciąż lała się woda. Skutki tego zjawiska wykraczały daleko poza samą geologię, dotykając najwyższych szczebli indonezyjskiej polityki. Spółka Lapindo Brantas była częścią imperium finansowego Aburizala Bakrie, jednego z najpotężniejszych oligarchów w kraju, lidera partii politycznej i ministra. Te powiązania sprawiły, że odpowiedzialność za katastrofę uległa politycznemu rozmyciu. Rząd zmuszono do zaangażowania środków publicznych w wypłaty odszkodowań. Sam proces rekompensat był dla ofiar upokarzający. Firma zobowiązała się do wypłat ratalnych, co w praktyce oznaczało lata oczekiwania w tymczasowych obozowiskach. Ludzie, którzy z dnia na dzień stracili dorobek pokoleń, musieli organizować protesty, nosząc na szczytach błotnych wałów wielkie kukły oligarchy. Sprawiedliwość była powolna, a podział stref odpowiedzialności arbitralny. Winni nigdy nie ponieśli adekwatnych konsekwencji karnych, a ich biznesowe imperium, mimo gigantycznych strat wizerunkowych, przetrwało kryzys.
Z biegiem lat błoto zmieniło nie tylko ląd, ale i okoliczne wody. Setki tysięcy ton mazi odprowadzano do rzeki Porong, a stamtąd do morza. Błoto z Lusi jest niezwykle słone, jego zasolenie sięga 40 promili. Zrzuty te drastycznie zmieniły środowisko rzeczne i przybrzeżne. Woda stała się mętna, a u ujścia rzeki narosła z czasem nowa wyspa z osadów, nazywana dzisiaj wyspą Lusi. Choć powołano specjalną agencję do zarządzania kryzysem, ostatecznie ją rozwiązano w 2017 roku, przenosząc obowiązki na standardowe państwowe urzędy. Wulkan pozostaje aktywny do dziś, choć jego aktywność spadła do poziomu od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy metrów sześciennych na dobę. Miejsce tragedii stało się wręcz surrealistyczną atrakcją tak zwanej mrocznej turystyki. Przyjeżdżają tu wycieczki, by z punktów widokowych na wałach obserwować dymiące jezioro. Z kolei naukowcy badają, czy to bogate w krzemionkę błoto można wykorzystać komercyjnie w budownictwie. Lusi pozostaje jednak przede wszystkim ponurym pomnikiem technicznej arogancji. Gorąca maź wciąż bulgocze, dobitnie przypominając, że zyski z wydobycia surowców bywają wyłącznie prywatne, ale koszty tragicznych w skutkach błędów zawsze ponoszą zwykli ludzie, zmuszeni do budowania życia na nowo, na brzegach wrzącego oceanu.
Źródła:
https://www.environmentandsociety.org/arcadia/sidoarjo-mudflow-and-muddiness-environmental-disaster
https://reliefweb.int/report/indonesia/indonesia-sidoarjo-mudflow-victims-must-be-provided-adequate-rehabilitation-and
https://theconversation.com/a-mud-volcano-has-been-erupting-for-ten-years-and-scientists-are-still-undecided-what-caused-it-80827
https://www.newmandala.org/stuck-in-the-mud-in-the-shadow-of-bakrie/
https://www.insideindonesia.org/archive/articles/un-natural-disaster
https://reliefweb.int/report/indonesia/indonesia-house-slammed-over-mudflow-disaster-decision
http://dergipark.org.tr/en/doi/10.18596/jotcsa.1093763
https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/2514848618788359
https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1755-1315/1608/1/012048
https://www.environmentandsociety.org/arcadia/sidoarjo-mudflow-and-muddiness-environmental-disaster
https://reliefweb.int/report/indonesia/indonesia-sidoarjo-mudflow-victims-must-be-provided-adequate-rehabilitation-and
https://theconversation.com/a-mud-volcano-has-been-erupting-for-ten-years-and-scientists-are-still-undecided-what-caused-it-80827
https://www.newmandala.org/stuck-in-the-mud-in-the-shadow-of-bakrie/
https://www.insideindonesia.org/archive/articles/un-natural-disaster
https://reliefweb.int/report/indonesia/indonesia-house-slammed-over-mudflow-disaster-decision
http://dergipark.org.tr/en/doi/10.18596/jotcsa.1093763
https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/2514848618788359
https://iopscience.iop.org/article/10.1088/1755-1315/1608/1/012048
Moje poprzednie dzidy tekstowe zebrane w tabelce:
https://docs.google.com/spreadsheets/d/1_xflbnZnBjrdtMrPkx_njuPTsdNkrUwk5bL0pWhTfc4/edit?gid=0#gid=0
A jak chcesz mi się do flaszki dołożyć, to możesz tutaj, ale się nie dopominam, pod paroma postami była sugestia więc uległem :D
https://buycoffee.to/strefa-milczenia
I założyłem też fejsbuczynę o tej samej nazwie co kawka, pojawiają się tam też powoli teksty, których nie ma tutaj