60
Afera „Argentina Casting”, czyli jak zostać gwiazdą (ale tylko w kartotece).
Główny bohater: Gianfranco Gaspar Núñez (lat 30, z Rosario). Obecnie przebywa na przymusowych wakacjach w areszcie Federalnej Policji Argentyńskiej w ramach akcji „Casting na Więźnia”. Spoiler: Rolę dostał bez przesłuchań.
Na czym polegał ten „biznesplan”?
Gianfranco założył na Instagramie profile typu „Argentina Casting” (w skrócie „AC”) i wabił młode kobiety wizją wielkiej kariery w branży dla dorosłych.
Obiecanki cacanki:
Obiecywał górę zielonych, międzynarodową sławę i zarzekał się, że nagrania trafią wyłącznie do widzów za granicą. No, taki eksport talentów.
A jak wyszło w praniu?
Cóż, Gianfranco okazał się być kiepskim księgowym, ale za to „pomysłowym” dystrybutorem:
Nagrywał, płacił grosze (albo wcale), montował i... sprzedawał wszystko na własnym podwórku w Argentynie, głównie przez grupy na Telegramie.
Do tej pory policja namierzyła już ponad 150 filmów. Talent-show pełną gębą.
Aktualny stan gry:
Służby urządziły sobie rajd po Rosario, Buenos Aires i Misiones. Nasz „łowca talentów” ma teraz na głowie:
-Osiem zarzutów o handel ludźmi w celu eksploatacji seksualnej (wersja deluxe, czyli z obciążeniami).
-Promowanie prostytucji.
Efekt uboczny: Lista kobiet, które dały się nabrać, wyciekła do sieci. Wiele z nich – w tym matki i osoby w związkach – musiało uciekać aż do Hiszpanii lub USA, żeby uniknąć sąsiedzkich plotek i „sławy”, której wcale nie chciały.
Morał: Jeśli ktoś na Instagramie obiecuje Ci Hollywood w zamian za nagrania „tylko na eksport”, to najprawdopodobniej jedyne, co wyeksportujesz, to swoje bezpieczeństwo i szacunek bliskich i rodziny XD.
Główny bohater: Gianfranco Gaspar Núñez (lat 30, z Rosario). Obecnie przebywa na przymusowych wakacjach w areszcie Federalnej Policji Argentyńskiej w ramach akcji „Casting na Więźnia”. Spoiler: Rolę dostał bez przesłuchań.
Na czym polegał ten „biznesplan”?
Gianfranco założył na Instagramie profile typu „Argentina Casting” (w skrócie „AC”) i wabił młode kobiety wizją wielkiej kariery w branży dla dorosłych.
Obiecanki cacanki:
Obiecywał górę zielonych, międzynarodową sławę i zarzekał się, że nagrania trafią wyłącznie do widzów za granicą. No, taki eksport talentów.
A jak wyszło w praniu?
Cóż, Gianfranco okazał się być kiepskim księgowym, ale za to „pomysłowym” dystrybutorem:
Nagrywał, płacił grosze (albo wcale), montował i... sprzedawał wszystko na własnym podwórku w Argentynie, głównie przez grupy na Telegramie.
Do tej pory policja namierzyła już ponad 150 filmów. Talent-show pełną gębą.
Aktualny stan gry:
Służby urządziły sobie rajd po Rosario, Buenos Aires i Misiones. Nasz „łowca talentów” ma teraz na głowie:
-Osiem zarzutów o handel ludźmi w celu eksploatacji seksualnej (wersja deluxe, czyli z obciążeniami).
-Promowanie prostytucji.
Efekt uboczny: Lista kobiet, które dały się nabrać, wyciekła do sieci. Wiele z nich – w tym matki i osoby w związkach – musiało uciekać aż do Hiszpanii lub USA, żeby uniknąć sąsiedzkich plotek i „sławy”, której wcale nie chciały.
Morał: Jeśli ktoś na Instagramie obiecuje Ci Hollywood w zamian za nagrania „tylko na eksport”, to najprawdopodobniej jedyne, co wyeksportujesz, to swoje bezpieczeństwo i szacunek bliskich i rodziny XD.