19
Deweloperuchy i polityka
Witajcie,
są takie zmiany w polityce, które wchodzą z hukiem, a są też takie, które przechodzą praktycznie po cichu… i właśnie te drugie potrafią najmocniej uderzyć ludzi po kieszeni.

Jedną z takich zmian jest ustawa o planach ogólnych. Mało kto o tym mówi, a moim zdaniem za kilka lat wszyscy odczują skutki przy cenach działek, domów i mieszkań.

O co chodzi?

Każda gmina będzie musiała stworzyć tzw. plan ogólny. Czyli wielką mapę mówiącą:

tu rolne,
tu przemysł,
tu można rozwijać zabudowę,
a tu raczej zapomnij.

I teraz najważniejsze.

Do tej pory system działał mniej więcej tak:
rolnik miał pole 20 km od miasta → sprzedawał kawałek ziemi → ktoś kupował działkę 1000 m² → występował o warunki zabudowy → odrolnienie → budowa domu.

I właśnie dzięki temu zwykły człowiek mógł jeszcze kupić działkę w normalnych pieniądzach. Bez deweloperskiej marży, bez VAT-u, bez ceny z kosmosu.

Czy obecny system miał wady? Oczywiście, że miał.
Polska jest pełna chaosu urbanistycznego:

domy budowane szczerym polem,
brak chodników,
brak kanalizacji,
gminy później muszą ciągnąć drogi i media za gigantyczne pieniądze.

I właśnie dlatego państwo chce to uporządkować.

Problem w tym, że skutkiem ubocznym może być bardzo mocne ograniczenie dostępności gruntów pod budowę dla zwykłych ludzi.

Bo po wejściu planów ogólnych warunki zabudowy będą mogły być wydawane praktycznie tylko na terenach oznaczonych jako OUZ — obszary uzupełnienia zabudowy.

A tych terenów prawdopodobnie będzie mało.

Dlaczego?
Bo gminy same też nie chcą rozlewania zabudowy, bo później muszą utrzymywać:

drogi,
szkoły,
wodociągi,
kanalizację,
transport.

Czyli wyobraźcie sobie prosty mechanizm.

Dzisiaj wokół dużego miasta mogło być potencjalnie 10 tysięcy działek, które z czasem dało się przekształcić pod domy.

Po planie ogólnym może zostać 2 tysiące.

Co się dzieje, kiedy nagle ograniczasz podaż?
Ceny lecą w górę.

I teraz najlepsze.

Rolnik może mieć nawet 100 hektarów pod dużym miastem, ale jeśli plan ogólny oznaczy teren jako stricte rolny, to nagle ta ziemia praktycznie wypada z gry pod zwykłe budownictwo mieszkaniowe.

Czy dalej będzie można budować?
Tak.
Ale dużo trudniej niż dziś.

Jeżeli teren ma miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego — wszystko działa normalnie.

Problem w tym, że uchwalanie nowych MPZP jest długie, kosztowne i skomplikowane. A prywatna osoba z jedną działką raczej nie będzie w stanie przepchnąć zmiany planu dla siebie.

I tutaj wjeżdża nowe narzędzie: Zintegrowany Plan Inwestycyjny.

Brzmi pięknie i nowocześnie, ale w praktyce działa mniej więcej tak:

Deweloper chce postawić osiedle za 20-50 mln.
Gmina mówi:
„Dobra, ale zróbcie nam jeszcze drogę, chodnik, orlika albo kawałek infrastruktury”.

Duży deweloper to udźwignie.
Kowalski z jedną działką? Nawet nie siada do tego stołu.

I teraz najważniejszy mechanizm ekonomiczny:
deweloper nie finansuje takich rzeczy charytatywnie.

Jeżeli musi wydać dodatkowy milion na infrastrukturę, to po prostu wrzuci ten koszt w cenę mieszkań i domów.

Finalnie zapłaci kupujący.

Efekt końcowy może wyglądać mniej więcej tak:

mniej gruntów dostępnych dla zwykłych ludzi,
większa przewaga dużych graczy,
coraz trudniejsza budowa „swojego domu”,
coraz droższe działki, domy i mieszkania.

I moim zdaniem to jest jedna z tych zmian, których skutków większość ludzi jeszcze kompletnie nie rozumie.

Za kilka lat wszyscy będą się zastanawiać, dlaczego działka 20 km od miasta kosztuje tyle co mieszkanie w centrum.

No właśnie między innymi dlatego. 

Jeżeli posiadacie działkę rolną to biegiem do urzędu, może jeszcze uda się wystąpić o WZ na starych przepisach...mam nadzieję, że post pomoże chociaż jednej osobie

Pozdro, wypierdalam
0.092151880264282