6
Nukleosynteza gwiezdna
Przed przystąpieniem do lektury zalecam zapoznać się z częścią pierwszą.
https://m.jbzd.com.pl/obr/4484906/neutrony-i-nukleosynteza-pierwotna
Po tych pierwszych minutach, kiedy opadł kurz po nukleosyntezie pierwotnej, we Wszechświecie zapanowała jebana stypa, a jedyną rozrywką było patrzenie, jak atomy wodoru obmacują się po ciemku.
Mamy wodór, mamy hel, śladowe ilości litu, ale chuj z litem, i... w sumie to tyle. Ciemno, zimno i pusto.
Ta faza trwała przez jakieś 100 do 200 milionów lat. W nauce nazywamy to „Wiekami Ciemnymi” Ale w tym całym marazmie działał jeden, cichy i kurewsko uparty zawodnik: Grawitacja.
Przed przystąpieniem do lektury zalecam zapoznać się z częścią pierwszą.
https://m.jbzd.com.pl/obr/4484906/neutrony-i-nukleosynteza-pierwotna
Po tych pierwszych minutach, kiedy opadł kurz po nukleosyntezie pierwotnej, we Wszechświecie zapanowała jebana stypa, a jedyną rozrywką było patrzenie, jak atomy wodoru obmacują się po ciemku.
Mamy wodór, mamy hel, śladowe ilości litu, ale chuj z litem, i... w sumie to tyle. Ciemno, zimno i pusto.
Ta faza trwała przez jakieś 100 do 200 milionów lat. W nauce nazywamy to „Wiekami Ciemnymi” Ale w tym całym marazmie działał jeden, cichy i kurewsko uparty zawodnik: Grawitacja.
Grawitacja ma jedna prostą zasadę, jak widzi masę to mówi dej.
Przez te miliony lat grawitacja po cichu i z morderczą precyzją zbierała te rozproszone chmury wodoru i helu w coraz większe i ciasne skupiska. Zaciskała pętlę wokół tych atomów tak mocno, że gaz zaczął trzeć o siebie, wkurwiać się i drastycznie podnosić temperaturę. To już nie była grzeczna piwnica. To był grawitacyjny gwałt na materii, który doprowadził do tego, że środek takiej chmury zaczął przypominać piekło na sterydach.I tu dochodzimy do punktu krytycznego. Kiedy grawitacja dopchnęła te atomy do ściany, a temperatura skoczyła do kilkunastu milionów stopni, wodór powiedział „dość”. Ścisk był tak nieludzki, że jądra wodoru, które normalnie się nienawidzą, zostały zmuszone do ruchańska, czyli fuzji jądrowej. Zapaliły się pierwsze gwiazdy. To one przerwały tę nudną chujnię i stały się nowymi, dojebanymi reaktorami, w których neutrony i protony znowu mogły zacząć budować coś konkretnego.
Kolejny był węgiel ale wielki wybuch go nie zrobił, bo nie miał czasu. W gwiazdach też jest problem: jak zderzysz dwa jądra helu dostajesz Beryl-8 który jest tak niestabilny, że rozpada się szybciej niż obietnice polityka (w 0,0000000000000001 sekundy)
To jest to słynne wąskie gardło – beryl rozpada się z powrotem na hel niemal natychmiast, co powinno zablokować produkcję węgla i tlenu na amen. Żebyśmy w ogóle istnieli, w ten drgający, berylowy ochłap musi z gigantyczną siłą przypierdolić trzecie jądro helu, i to w tym ułamku sekundy, zanim beryl zniknie. To statystyczny cud, zwany procesem 3-alfa, bez którego tablica Mendelejewa kończyłaby się na helu.
Przez te miliony lat grawitacja po cichu i z morderczą precyzją zbierała te rozproszone chmury wodoru i helu w coraz większe i ciasne skupiska. Zaciskała pętlę wokół tych atomów tak mocno, że gaz zaczął trzeć o siebie, wkurwiać się i drastycznie podnosić temperaturę. To już nie była grzeczna piwnica. To był grawitacyjny gwałt na materii, który doprowadził do tego, że środek takiej chmury zaczął przypominać piekło na sterydach.I tu dochodzimy do punktu krytycznego. Kiedy grawitacja dopchnęła te atomy do ściany, a temperatura skoczyła do kilkunastu milionów stopni, wodór powiedział „dość”. Ścisk był tak nieludzki, że jądra wodoru, które normalnie się nienawidzą, zostały zmuszone do ruchańska, czyli fuzji jądrowej. Zapaliły się pierwsze gwiazdy. To one przerwały tę nudną chujnię i stały się nowymi, dojebanymi reaktorami, w których neutrony i protony znowu mogły zacząć budować coś konkretnego.
Kolejny był węgiel ale wielki wybuch go nie zrobił, bo nie miał czasu. W gwiazdach też jest problem: jak zderzysz dwa jądra helu dostajesz Beryl-8 który jest tak niestabilny, że rozpada się szybciej niż obietnice polityka (w 0,0000000000000001 sekundy)
To jest to słynne wąskie gardło – beryl rozpada się z powrotem na hel niemal natychmiast, co powinno zablokować produkcję węgla i tlenu na amen. Żebyśmy w ogóle istnieli, w ten drgający, berylowy ochłap musi z gigantyczną siłą przypierdolić trzecie jądro helu, i to w tym ułamku sekundy, zanim beryl zniknie. To statystyczny cud, zwany procesem 3-alfa, bez którego tablica Mendelejewa kończyłaby się na helu.
Tutaj warto przypomnieć, że gwiazda to w rzeczywistości walka dwóch potęg. Grawitacja chce wszystko zgnieść do jednego punktu, a energia z fuzji (wybuchy jadrowe) rozpycha ją na zewnątrz. Dopóki jest paliwo, jest remis.
Gdy gwiazda przepali cały hel, wpada w amok i podbija stawkę do miliardów stopni, lepiąc z węgla neon, tlen i krzem – czyli fundamenty twoich gnatów i wszystkiego, co możesz kopnąć. Ta gwiezdna linia produkcyjna zapierdala aż do momentu, gdy w sercu wykluje się żelazo. I tu zaczyna się dramat, bo żelazo to energetyczny pasożyt. Jest tak stabilne, że nie da się z niego wycisnąć już ani grama energii. W tym momencie gwiezdny reaktor zdycha, a grawitacja, która tylko czekała na ten moment, w ułamku sekundy miażdży całą tę konstrukcję, przygotowując grunt pod atomowe pierdolnięcie.
Gdy gwiazda przepali cały hel, wpada w amok i podbija stawkę do miliardów stopni, lepiąc z węgla neon, tlen i krzem – czyli fundamenty twoich gnatów i wszystkiego, co możesz kopnąć. Ta gwiezdna linia produkcyjna zapierdala aż do momentu, gdy w sercu wykluje się żelazo. I tu zaczyna się dramat, bo żelazo to energetyczny pasożyt. Jest tak stabilne, że nie da się z niego wycisnąć już ani grama energii. W tym momencie gwiezdny reaktor zdycha, a grawitacja, która tylko czekała na ten moment, w ułamku sekundy miażdży całą tę konstrukcję, przygotowując grunt pod atomowe pierdolnięcie.
Kiedy grawitacja ostatecznie miażdży żelazne serce gwiazdy, następuje finał. Jądro zapada się w ułamku sekundy do gęstości tak abstrakcyjnej, że gdybyś chciał mieć taką masę w domu, musiałbyś upchnąć wszystkie samochody jakie kiedykolwiek zjechały z taśm produkcyjnych w objętości pudełka zapałek.
Warstwy zewnętrzne gwiazdy, które dotąd jakoś się trzymały, nagle tracą grunt pod nogami i lecą do środka z prędkością 70 tysięcy kilometrów na sekundę. Ale tam spotykają ścianę – jądro jest już tak twarde, że materia odbija się od niego jak pijany wujek od zamkniętych drzwi monopolowego.
BUM. Następuje Supernowa.
Energia tego pierdolnięcia jest tak gargantuiczna, że przez kilka tygodni ta jedna gwiazda potrafi świecić jaśniej niż cała jej galaktyka. W tym absolutnym, gęstym piekle, gdzie temperatura skacze do miliardów stopni, neutrony znowu mają swoje pięć minut chwały.
Jest ich tam taka sraka, że wbijają się w jądra żelaza z częstotliwością godną karabinu maszynowego. Jądra nie mają czasu „odetchnąć” ani się rozpaść – puchną w ułamku sekundy, tworząc to, czego gwiazda nie potrafiła ulepić przez miliony lat spokojnego życia: złoto, srebro, platynę i uran.
Tak, Twój złoty łańcuch to w rzeczywistości pamiątka po największym kosmicznym jebnięciu w historii twojej części wszechświata.
Cały ten drogocenny, radioaktywny i życiodajny syf zostaje wystrzelony w próżnię jako gwiezdny pył, który przez eony dryfuje w kosmosie jak śmieci na Bałtyku. Z tego właśnie pyłu, miliardy lat później, grawitacja ulepiła ziemię, twoja piwnice i ciebie.
Warstwy zewnętrzne gwiazdy, które dotąd jakoś się trzymały, nagle tracą grunt pod nogami i lecą do środka z prędkością 70 tysięcy kilometrów na sekundę. Ale tam spotykają ścianę – jądro jest już tak twarde, że materia odbija się od niego jak pijany wujek od zamkniętych drzwi monopolowego.
BUM. Następuje Supernowa.
Energia tego pierdolnięcia jest tak gargantuiczna, że przez kilka tygodni ta jedna gwiazda potrafi świecić jaśniej niż cała jej galaktyka. W tym absolutnym, gęstym piekle, gdzie temperatura skacze do miliardów stopni, neutrony znowu mają swoje pięć minut chwały.
Jest ich tam taka sraka, że wbijają się w jądra żelaza z częstotliwością godną karabinu maszynowego. Jądra nie mają czasu „odetchnąć” ani się rozpaść – puchną w ułamku sekundy, tworząc to, czego gwiazda nie potrafiła ulepić przez miliony lat spokojnego życia: złoto, srebro, platynę i uran.
Tak, Twój złoty łańcuch to w rzeczywistości pamiątka po największym kosmicznym jebnięciu w historii twojej części wszechświata.
Cały ten drogocenny, radioaktywny i życiodajny syf zostaje wystrzelony w próżnię jako gwiezdny pył, który przez eony dryfuje w kosmosie jak śmieci na Bałtyku. Z tego właśnie pyłu, miliardy lat później, grawitacja ulepiła ziemię, twoja piwnice i ciebie.
Twoje ciało to w ponad 90% odpady z międzygalaktycznego wysypiska. Węgiel w Twoich komórkach, żelazo pompujące tlen w Twojej krwi i wapń w Twoich gnatach widziały śmierć gigantycznych słońc i piekło, przy którym wnętrze pieca hutniczego to basen z chłodną wodą.
Jesteśmy dosłownie dziećmi gigantycznej, starożytnej katastrofy, które teraz siedzą na kawałku skały zawieszonym w próżni i kłócą się w internecie o to, który z nas ma wypierdalać.
Więc jak następnym razem poczujesz się mało ważny albo ktoś powie Ci, że jesteś nikim, przypomnij sobie, że wszechświat musiał spektakularnie ostatecznie rozpierdolić kilka potężnych gwiazd i przeorać samą strukturę rzeczywistości, żebyś ty mógł teraz siedzieć, dłubać w dupie i czytać ten tekst.
Do niektórych ciężkich pierwiastków jeszcze wrócę
Pozdrawiam
Jesteśmy dosłownie dziećmi gigantycznej, starożytnej katastrofy, które teraz siedzą na kawałku skały zawieszonym w próżni i kłócą się w internecie o to, który z nas ma wypierdalać.
Więc jak następnym razem poczujesz się mało ważny albo ktoś powie Ci, że jesteś nikim, przypomnij sobie, że wszechświat musiał spektakularnie ostatecznie rozpierdolić kilka potężnych gwiazd i przeorać samą strukturę rzeczywistości, żebyś ty mógł teraz siedzieć, dłubać w dupie i czytać ten tekst.
Do niektórych ciężkich pierwiastków jeszcze wrócę
Pozdrawiam