Tego dnia nie musiałem siedzieć na uczelni do późnego wieczoru i puścili nas wcześniej zzajęć na uczelni. Była pierwsza po południu. Przychodzę na przystanek, a tam widzę kilka babć z mojej wsi, do której wracam. Podchodzę do nich i się witam. Ogólnie te tutaj to najbardziej moherowe Mohery jakie można spotkać, od ubioru po zachowania. No ale wyjątkowo miłe starsze panie, a czekając dłuższy czas na autobus do domu, to nawet czas minie prowadząc z nimi debaty. No więc gadamy sobie dłuższą chwilę. One pytają jak tam na studiach, ja odpowiadam, że jakoś żyję. Ja pytam jak im mija życie, a one odpowiadają, że jakoś żyją. No gadamy sobie dłużej, aż tu nagle widzę, że podchodzi grupka Julek, i to najbardziej julkowych Julek, jakie można sobie wyobrazić. Kilka z nich znałem ze studiów, bo uczęszczały na inny kierunek. Nagle konwersacja staje się jakby rzadsza. Już widzę, jak pani Janina spogląda na tamtą grupę pstrokato farbowanych dziewczyn. Patrzę jej w oczy a w nich jakby kombo obrzydzenia i nienawiści, ale po chwili znowu wraca do rozmowy. Ta schodzi na jej wnuczkę, Sylwię, która ostatnio zaczęła się wpasowywać do subkultury alternatywek, czym strasznie zasmucała rzekomo swoją babcię. Potem jednak zaczyna mówić, że to tylko taka faza i młodzieńcza głupota, a po pewnym czasie jej to minie. Nagle za sobą usłyszałem głośny śmiech Julek. Obejrzałem się przez ramię by zobaczyć, że co poniektóre patrzą w naszą stronę, a jednym uchem nawet komentują cichaczem naszą rozmowę. Sam nie wiem, dlaczego jeszcze nie zacząłem podejrzewać, że coś się z tego rozkręci. Pani Janina zaczęła kontynuować dalej temat swojej wnuczki, tylko teraz bardziej porusza kwestie jej idolki, niejakiej JullyX, Staruszka tutaj zaczyna się odpalać, że skoro taka kurtyzana jak ona jest czyjąkolwiek idolką, to czarno widzi przyszłość młodego pokolenia. No i wtedy się zaczęło. W naszym kierunku wrzasnęła niejaka Magda, którą kojrzayłem z kierunku jezyków obcych, żeby pani Janina się odczepiła od JullyX, bo to bohaterka, dzielna kobieta i na pewno lepsza od Wielebnego Rydzyka-Fizyka, który w odróżnieniu do niej posiada mrowie zarzutów korupcyjnych i innych afer związanych z duchownymi. Już wiedziałem, że będzie dym. Twarze pani Janiny i jej przyjaciółek przybrały kolor bardziej czerwony niż najczerwieńsza z radzieckich flag. Przysiągłbym,że chyba całe miasto musiało słyszeć mowę w obronie Wielebnego Rydzyka-Fizyka, że to wszystko bezczelne pomówienia i spisek premiera Pluska, by zniszczyć ostoje polskości jaką zapewnia Wielebny, po czym zaczynają ponownie jechać po JullyX, wyciągając ostatnią aferę i jej pobyt na wyspie Einsteina. No i się zaczęło. Julki rzuciły się na Mohery szybciej niż byłem w stanie odstąpić na bok. Zostałem uwięziony między nimi starając się uspokoić zwaśnione strony. Próbowałem, ale jedyne co osiągnąłem to limo pod okiem i sztuczna szczęka wbita w mój tyłek. Dałem sobie spokój, szczególnie, gdy zza rogu wyłonił się autobus. Postanowiłem, że mam to gdzieś i wracam do domu zanim dostanę więcej obrażeń, więc po prostu sobie poszedłem i odjechałem zostawiajac to wszystko za sobą, bo co może się stać? Jak miało się okazać potem zaczęło być tylko gorzej. To czego byłem świadkiem było tylko deklaracją wojenną.
Parę dni później po tym incydencie, ponownie szedłem na autobus. Po raz kolejny mogłem wcześniej wrócić do domu. Spodziewałem się że znowu spotkam staruszki oczekujące z zakupami na powóz do wsi, ale tym razem rozgladam sie i widze, że przystanek jest pusty. “Troche dziwne” - pomyślałem, nie znajdując chociażby jednej babci, które praktycznie codziennie stały na przystanku czekając na swój autobus do domu. Nagle jednak zobaczyłem ją, panią Eugenię, która kryła się za rogiem i machała do mnie. Nie myśląc więcej poszedłem w ich kierunku, a gdy tam dotarłem, natychmiast chwyciło mnie za kurtkę mrowie starych kobiecych rąk chowając mnie za rogiem, jak się okazało nie kryła się tam tylko pani Eugenia, tylko kurde aż dziesięć emerytek śmiejące się nikczemnie. Ja siwiec spytałem o co chodzi, lecz w ramach odpowiedzi, pani Eugenia tylko wskazała za osłonę bym popatrzył. Patrzyłem na przystanek do którego nagle zaczęły podchodzić tamte dziewczyny z wczoraj chichrające się i gadając o czymś. Nie wiem, nie mam słuchu supermana. Nagle pani Eugenia szepnęła do pani Janiny, że “wróble przyleciały do gniazda”. Na te słowa pani Janina wyciągnęła urządzenie przypominające typowego kontrolera do dronów i faktycznie nad głową wzleciał niewielki dron, który miał do siebie przywiązać balon napełniony czymś, ale nie wiedziałem czym. Zabawka wzleciała nad moją głową i poleciała w kierunku przystanku, gdzie stały Julki. Nagle poczułem znajomy odór gnojówki przez który zacząłem kojarzyć fakty. W pierwszej chwili chciałem je powstrzymać, ale natychmiast tego zaniechałem wiedząc, że guzik zrobię. Dron leciał w stronę niczego nie świadomych dziewczyn, które po prostu sobie stały i czekały na przystanku. W końcu urządzenie znalazło się centralnie nad nimi. Wtedy pani Janina przycisnęła jakiś guzik, przez co zabawka wypuściła balonik. jak ja już tym dziewczynom współczułem. No i się stało. Balon uderzył o kostkę brukową uwalniając zawartość w postaci gnojówki. jak nie zaatakowało brutalnie mych nozdrzy odorem odzwierzęcym, po czym jeszcze mi uszy maltretował krzykami julek połączonym z gromkim śmiechem Moherów, które wyglądały zza kryjówki wskazując na julki, które zaczęły się odgrażać, a potem ruszyły w kierunku staruszek by znowu robić imbę. Tym razem stałem z boku i nie miałem ochoty się wtrącać i poszedłem sobie na następny przystanek, ponieważ teraz cały rynek śmierdział oborą. To czego byłem świadkiem miało się okazać dopiero wstępną deklaracją wojenną, jak ogarnęła najpierw miasto, a potem całą gminę.
Od teraz każda Julka w obrębie miasta i okolic regularnie zaczęła prowadzić czynną walkę przeciwko każdej napotkanej staruszce i vice versa. Czasami były to regularne ustawki jak między kibicami, lecz zwykle były to regularne akcje sabotażowe mające na celu jak najbardziej uprzykrzyć drugiej stronie życie. Czasami były to niewielkie akty terroru, jak zajęcie miejsca w autobusie, na przystanku, wykupienie wszystkich farb do włosów, tworzenie specjalnie jak najdłuższej kolejki w sklepach, drogeriach i aptekach, byle by to trwało o wiele dłużej i jeszcze bardziej zirytować tą staruszkę czy Julkę, która czekała godzinę jak nie dwie by kupić tą jedną rzecz. Z czasem coraz częściej zaczęto stosować broń biochemiczną na miejsca strategiczne, jak kawiarenki, a nawet kościół. No właśnie Kościół. Kościół do tej pory zachowywał neutralność, a przynajmniej do czasu, gdy ksiądz Teofil nie dostawał grubych kobert za odprawienie mszy w intencji “Uduchowionych Obrończyń Tradycji i Wiary”, ale i to miało swoje granice. Proboszcz w końcu miał dość obrywania rykoszetem w tej wojnie, w postaci posmarowanych fekaliami ławek i innych śmieci, które zmuszały go do dodatkowych wydatków na sprzątaczy. Tak oto ksiądz Teofil postanowił zakończyć krąg nienawiści zwołując szczyt pokojowy, który miał się odbyć w najbliższej remizie OSP, gdzie pojawiły się delegacje Julek i Moherów oraz także postronni ludzie, w tym również i ja, będący ciekawi czy coś z tego wyniknie. Rozmowy były napięte ale wszystko wydawało się zmierzać w pozytywnym kierunku. Niestety wszyscy byliśmy w błędzie, ponieważ po chwili ogłoszono przerwę obiadową, podczas której delegacja julek przyniosła tacę z dzbanami na herbatę. Przewodząca delegacją Magda stwierdziła że jako akt dobrej woli zapraszają na ich herbatę z Tajlandii. Oj już wiedziałem, że już będzie po pokoju. Mohery z poczatku trochę nieufne postanowiły jednak dać szansę gestowi. Wszystkie staruszki dostały swoje filiżanki. Już miały wziąć łyk, gdy wtedy jedna z nich, pani Łucja, która miała zawsze najlepszy węch wyczułą coś dziwnego i zapytała się co jest w tej herbacie. Wszystkie staruszki jak najszybciej odłożyły filiżanki. Julki zaczęły się tłumaczyć, że to specjalna mieszanka ze wschodnioazjatyckich owoców i odmian herbaty, ale babcie tylko utwierdzały się w fakcie, że te chcą je otruć. Nagle wtedy jednak podczas ksiądz Teofil, który spragniony zauważył filiżankę z herbatą i postanowił jej spróbować, nieświadomy tego że to przez nią staruszki z Julkami się kłócą. Było za późno gdy pani Janina to zauważyła i chciała go chronić, lecz już wziął potężnego łyka. Proboszcz wtedy nagle upuścił filiżankę na podłodze bijąc ją, po czym chwycił się za brzuch jęcząc z bólu, a następnie zaczął biec w kierunku łazienki. Było jednak za późno. Z donośnym odgłosem pierda jego sutanna przybrała odcień gleby, po czym padł na ziemię dokonując dalszego aktu rozwolnienia ku przerażeniu wszystkich, którzy spojrzeli na również przerażone Julki swoim czynem zdajac sobie sprawe, że przesadziły ze środkami na przeczyszczenie. Ksiądz Teofil został zabrany karetką na pogotowie z ciężkim przypadkiem sraczki do szpitala, a wraz z nim wszelkie nadzieje na pokój wraz z którym rozgorzała kolejna bijatyka między zwaśnionymi stronami.
Minęło trochę czasu od nieudanego zamachu na delegację Moherów. Nigdy jak do tej pory sytuacja nie była tak napięta. W końcu postanowiono porzucić wszelkie subtelności podjęto decyzje o zmasowanej ofensywie, czytaj, wielkiej ustawce pomiędzy dwiema armiami zorganizowanej za miastem. Byłem tam wraz z całkiem niemała grupa gapiów, która chciała zobaczyć to wydarzenie. Siedzieliśmy na skraju lasu na wzniesieniu i przyglądaliśmy się jak z lewej strony nachodzą hordy Julek oraz stojący u ich boków Oskarki i inni pantoflarze, którym ich dziewczyny kazały przybyć na walkę jak ich “księżniczki” kazały by zapewnić sobie przewagę. Nawet zauważyłem dużą ilość konkursów z siłowni, którym alternatywki dawały tylne lico, kilku nawet znałem z uczelni, w tym pewnego Mokebe, którzy przyjechał z Nigerii na Erasmusa. Na twarzach wielu Julek malował się szelmowski zachwyt wiedząc, że wygraną miały w garści, lecz nie trwało to długo. Oto z prawej strony przybyły zastępy emerytek u których boku szły nie mniej liczne oddziały najemne ich wnuków, w większości typowych sebiksów z charakteru. Widać było, że nie tylko młodsze baby będą grać nieczysto by wygrać. Nadeszła ta chwila. Przywódczynie obydwu grup zaczęli wygłaszać jakieś swoje wielkie przemowy do swych wojowników, którzy skandowali niczym dzikie plemiona żądne krwi przed bitwą. A my tylko sobie siedzieliśmy i obstawialiśmy zakłady kto wygra. Nawet znalazło się parę biznesmenów, którzy łazili i sprzedawali przekąski i napoje obserwującym. W końcu jedna ze staruszek wyciągnęła coś ala róg i zaczęła w niego dąć, na czego dźwięk zastępy Moherów wraz z najemnikami ruszał do przodu. Julki przy dźwiękach najnowszego albumu Taylor Swift zaczął szarżować ze swoimi sługusami do boju. Wałki, parasolki, pałki, lewarki, paski i inne podręczne przyrządy przeznaczone do walki uniesione zostały ku górze po czym zaczęły się ze sobą krzyżować w zaciętej walce. Bitwa w chwilę się zaczęła i równie szybka chwilę rozpętała na dobre. Mohery doświadczone życiem walczyły zaciekle, lecz Julkom nie brakowało woli walki. Oskarki i inni pantoflarze prędko wykonali taktyczny odwrót w starciu z dresami co nie jedną walke już stoczyli. Ci co mieli dość odwagi lub prędzej głupoty prędko padli na glebę zbierając wpierdol stulecia. Inna sytuacja była w przypadku napakowanych koksów z siłowni, którym już walka nie była obca biorąc na siebie i nawet siedmiu sebiksów na raz, ale jak się okazało to był tylko procent, ponieważ większość i tak było tylko typowymi sterydowymi pakerami, którzy mocni są tylko w gębie. Mokebe był jednym z nich, ale zamiast odwrotu wyciągnął po kosę i zaczął grozić dresom. Oj to był błąd, ponieważ Seby nagle zza dupy wyciągnęli maczety. Tym razem to nie on miał największe ostrze. No do swojej Afryki nie wróci w kawałku, to na pewno. W końcu po prawie godzinie walk zaczęło mi się trochę nudzić i myślałem czy nie iść, aż dostrzegłem panią Janinę, która stanęła naprzeciw Magdy. Wiedzieliśmy, że będzie teraz pojedynek bossów. Pani Janina już nastroszyłą się przygotowujac swoją poteżna parasolkę, wielka jak ten miecz Gutsa z Berserka, w czasie, gdy magda z drugiej strony odstawiała pokazówkę kręcąc starymi torebkami gucci niczym jakims nunczako czy inny pierun. Zaczęły przez chwilekrążyć w wokołu parząc na sibie z jadem i narastającym gniewem. Wiedziałem że to będzie dobre, więc patrzyłem na tą dwójkę. W końcu obydwie ruszyły w swojastronez wyjątkowo głośnym okrzykiem. Już sprzymierzyły nawzajem do pierwszego ciosu.
Ostateczna bijatyka juz miałą sieroztrzygnać. Aż tu nagle ktoś krzyknął; “Bagiety! Bagiety jadą!”. No i chuj i no cześć, koniec zabawy. Faktycznie po chwili wszyscy usłyszeli syreny pojazdów policemajstrów, którzy jechali spacyfikować te pseudo zamieszki. Czym prędzej pożegnaliśmy w stronę lasu i zaczęliśmy się chować po krzakach i koronach drzew. Zarówno Julki jak i Mohery ze swoimi przydupasami również zaczęli ratować się ucieczką znikając w lesie zabierając ze sobą rannych kamratów by również szukać azylu w lesie mając nadzieję, że gestapowcy nie będą chcieli zbierać kleszczy w leśnych ostępach. W taki też oto sposób Wielka Bitwa Julkowo-Moherowa zakończyła się obopólnym remisem, a moim przypadku wygranej pięciuset złotych ponieważ właśnie remis obstawiłem.
Od tego dnia minęło z jakieś pół roku a mimo to działania zbrojne nie ustały i trwają nadal w najlepsze. Po interwencji sił pacyfikacyjno-rozjemczych, konflikt ani razu nie eskalował do pełnoskalowych działań zbrojnych. Obydwie trony postanowiły pozostać przy drobnych działalnościach wywrotowych przeciw wrogiej stronie. Wszystko byłoby nawet do przyjęcia, lecz niestety konflikt zaczął oddziaływać również na osoby postronne uprzykrzając nasze życie. I nie, nie da się do tego przyzwyczaić. Kolejne próby doprowadzenia do pertraktacji nie przyniosły skutku, więc wszyscy nadal odczuwają skutki ekonomiczno-społeczno-polityczne. Nawet przestało to być śmieszne a zaczęło wnerwiać. Nikt nie wie jak to się skończy, o ile się to w ogóle skończy. Jedno jest jednak pewne. Kobiety to mściwe i zawzięte stworzenia.
Od tego dnia minęło z jakieś pół roku a mimo to działania zbrojne nie ustały i trwają nadal w najlepsze. Po interwencji sił pacyfikacyjno-rozjemczych, konflikt ani razu nie eskalował do pełnoskalowych działań zbrojnych. Obydwie trony postanowiły pozostać przy drobnych działalnościach wywrotowych przeciw wrogiej stronie. Wszystko byłoby nawet do przyjęcia, lecz niestety konflikt zaczął oddziaływać również na osoby postronne uprzykrzając nasze życie. I nie, nie da się do tego przyzwyczaić. Kolejne próby doprowadzenia do pertraktacji nie przyniosły skutku, więc wszyscy nadal odczuwają skutki ekonomiczno-społeczno-polityczne. Nawet przestało to być śmieszne a zaczęło wnerwiać. Nikt nie wie jak to się skończy, o ile się to w ogóle skończy. Jedno jest jednak pewne. Kobiety to mściwe i zawzięte stworzenia.