1
Kiedy człowiek, po dekadach życia na tej planecie niczym więzień pośród innych, ograniczony czterema ścianami rzeczywistości, w końcu opuszcza Ziemię – jedyną granicą, jaka mu pozostaje, jest jego własna wyobraźnia. Wyobraźnia tak odległa, a jednocześnie tak bliska, wskazująca mu drogę ku gwiazdom. Drogę, której naprawdę szuka – by odnaleźć samego siebie w bezmiarze istnienia, które się przed nim rozpościera. Będzie podróżował obok niezliczonych słońc i niezliczonych form życia: na ich powierzchniach, w ich oceanach, a może nawet w ich rozpalonych jądrach. A może poleci jeszcze dalej – ku kresowi czasu i przestrzeni, ku granicom samej wyobraźni. By dogonić to, co zawsze czuł, że go ściga: boski bezmiar Istoty, która od setek tysięcy lat czekała właśnie na niego. Na tę jedną duszę, która odważy się przekroczyć wszystko, co znane, by odnaleźć to, co wieczne. By osiągnąć to samo, co jego mityczny Bóg – nieskończoność i wolność w nieskończoności. By wyrwać się z życia materialnego i wkroczyć w życie boskie. Stać się iskrą świadomości dryfującą po wszechświecie bez granic, bez ciała, bez przymusu. Tylko on i bezmiar – wieczny dialog pomiędzy stworzeniem a stwórcą, który być może zawsze był nim samym.
0.11797118186951