W nocy z 27 na 28 maja 1947 r. w pociągu z Poznania do Leszna jeden z pasażerów zauważył młodą Polkę w towarzystwie kilkunastu czerwonoarmistów.
Oni byli pijani, ona przerażona. Szeptem poprosiła o pomoc, wyjaśniając, że Sowieci wiozą ją wbrew woli. Na najbliższej stacji pasażer wezwał Straż Ochrony Kolei.
Dwaj strażnicy udali się do Rosjan, ale gdy ci kazali im się wynosić, uprzedzili Milicję w Lesznie. Wiadomo było, co sojusznicy zrobili tysiącom polskich kobiet.
Gdy pociąg dotarł do stacji końcowej, dyżurny milicjant poszedł z interwencją, ale zobaczył wycelowaną w siebie broń. Zawiadomił więc miejscowy garnizon.
Pluton alarmowy pod dowództwem ppor. Jerzego Przerwy, młodego, ale odznaczonego weterana Operacji Berlińskiej, zastał Sowietów już w budynku dworca.
Przerwa kazał otoczyć stację, a potem udał się do czerwonoarmistów z żądaniem uwolnienia kobiety. Tamci byli pijani i aroganccy i któryś sięgnął po broń.
Pluton podporucznika odpowiedział ogniem, zabijając trzech, w tym majora i kapitana, i raniąc pięciu. Bez strat własnych. Na razie, gdyż incydent był polityczny.
Według towarzyszy z Warszawy oraz patrzących im na ręce Sowietów, niesubordynowani żołdacy dokonali oto zamachu na sojuszników eskortujących podejrzaną.
Sprawę dostał miejscowy UB, który potwierdził polską wersję. Przekazano ją więc Informacji Wojskowej, a ta nie zawiodła towarzyszy z Warszawy ani sojuszników.
Jej śledztwo uwieńczył proces zorganizowany w koszarach w Lesznie. Jednodniowy, bo wina Polaków była oczywista. Pokazowy, bo miał być ostrzeżeniem.
Pasażer, od którego wszystko się zaczęło, dostał 12 lat. Milicjant z Leszna 10, i tyle samo jeden z ludzi ppor. Przerwy. Oficer i trzej żołnierze usłyszeli wyroki śmierci.
W osobnym procesie na więzienie skazano też funkcjonariuszy SOK. Jedną karę śmierci Bierut zamienił na 15 lat, 10-letni wyrok żołnierza darował całkowicie.
Ale kilka dni później Przerwę i jego ludzi rozstrzelano w poznańskim więzieniu i zakopano w nieznanym miejscu. Kobietę z pociągu, Zofię Rojuk, wysłano na Syberię.
A Lidia Przerwa, ciężarna wdowa po podporuczniku, wyjechała z miasta zaraz po mordzie sądowym na mężu i nigdy więcej o niej nie słyszano.
Oni byli pijani, ona przerażona. Szeptem poprosiła o pomoc, wyjaśniając, że Sowieci wiozą ją wbrew woli. Na najbliższej stacji pasażer wezwał Straż Ochrony Kolei.
Dwaj strażnicy udali się do Rosjan, ale gdy ci kazali im się wynosić, uprzedzili Milicję w Lesznie. Wiadomo było, co sojusznicy zrobili tysiącom polskich kobiet.
Gdy pociąg dotarł do stacji końcowej, dyżurny milicjant poszedł z interwencją, ale zobaczył wycelowaną w siebie broń. Zawiadomił więc miejscowy garnizon.
Pluton alarmowy pod dowództwem ppor. Jerzego Przerwy, młodego, ale odznaczonego weterana Operacji Berlińskiej, zastał Sowietów już w budynku dworca.
Przerwa kazał otoczyć stację, a potem udał się do czerwonoarmistów z żądaniem uwolnienia kobiety. Tamci byli pijani i aroganccy i któryś sięgnął po broń.
Pluton podporucznika odpowiedział ogniem, zabijając trzech, w tym majora i kapitana, i raniąc pięciu. Bez strat własnych. Na razie, gdyż incydent był polityczny.
Według towarzyszy z Warszawy oraz patrzących im na ręce Sowietów, niesubordynowani żołdacy dokonali oto zamachu na sojuszników eskortujących podejrzaną.
Sprawę dostał miejscowy UB, który potwierdził polską wersję. Przekazano ją więc Informacji Wojskowej, a ta nie zawiodła towarzyszy z Warszawy ani sojuszników.
Jej śledztwo uwieńczył proces zorganizowany w koszarach w Lesznie. Jednodniowy, bo wina Polaków była oczywista. Pokazowy, bo miał być ostrzeżeniem.
Pasażer, od którego wszystko się zaczęło, dostał 12 lat. Milicjant z Leszna 10, i tyle samo jeden z ludzi ppor. Przerwy. Oficer i trzej żołnierze usłyszeli wyroki śmierci.
W osobnym procesie na więzienie skazano też funkcjonariuszy SOK. Jedną karę śmierci Bierut zamienił na 15 lat, 10-letni wyrok żołnierza darował całkowicie.
Ale kilka dni później Przerwę i jego ludzi rozstrzelano w poznańskim więzieniu i zakopano w nieznanym miejscu. Kobietę z pociągu, Zofię Rojuk, wysłano na Syberię.
A Lidia Przerwa, ciężarna wdowa po podporuczniku, wyjechała z miasta zaraz po mordzie sądowym na mężu i nigdy więcej o niej nie słyszano.