14
Obrona Zasmyk
W kwietniu 1943 roku oddział AK Henryka Nadratowskiego ps."Znicz" założył bazę we wsi Zasmyki na Wołyniu. Pojawienie się tego małego, ale uzbrojonego oddziału odstraszyło UPA przed atakiem na wieś. Po "krwawej niedzieli" 11 lipca, w Zasmykach szybko pojawili się ludzie ocaleli z pogromów, przywożąc wieści o straszliwych rzeziach, jakich dopuszczało się tak UPA, jak i ich ukraińscy sąsiedzi. Do wsi przybyło wówczas dwóch oficerów AK: Władysław Czermiński „Jastrząb” oraz Michał Fijałka, który przyjął pseudonim „Sokół".
Obrona Zasmyk
Obaj oficerowie zorganizowali oddziały i rozpoczęli pośpieszne ćwiczenia, starając się zmienić zgłaszających się ochotników w zdyscyplinowanych żołnierzy. Ustalono drabiny służbowe, wprowadzono warty na krańcach wsi. Broń palną kupowano od Węgrów i Niemców, werbowano także myśliwych i kłusowników. Otaczające Zasmyki patrole UPA starano się zmylić co do liczebności sił partyzanckich, organizując szybkie przemarsze w pobliżu ukraińskich wsi, by raportowały one w tym samym czasie o przybyciu „wroga". Dzielono siły i kilkakrotnie maszerowano w tym samym miejscu, co sprawiało wrażenie, że w Zasmykach stacjonuje załoga licząca setki żołnierzy. Warty i patrole nosiły wystrugane z drewna karabiny. Polscy rolnicy w rozmowach z Ukraińcami opisywali ogromne siły partyzanckie, skupione w wiosce, liczące setki żołnierzy uzbrojonych w działa i karabiny maszynowe. Wszystko to dawało „Sokołowi" i „Jastrzębiowi" czas na wyszkolenie żołnierzy, zdobycie broni i amunicji oraz nawiązanie kontaktu z innymi grupami samoobrony.
Obrona Zasmyk
Pod koniec sierpnia UPA wysłała do Zasmyk ultimatum, domagając się złożenia przez Polaków broni do 1 września. „Jastrząb" i „Sokół" nie udzielili na nie odpowiedzi. 29 sierpnia do wsi przedostał się ukraiński gospodarz, który usłyszał o planach rzezi, jaką UPA chciało zgotować Polakom. Dzięki temu rolnikowi samoobrona dowiedziała się dokładnie, gdzie znajdują się siły wroga. „Jastrząb" postanowił zaatakować w nocy z zaskoczenia. Michał Fijałka miał opanować po cichu gajówkę, wokół której obozowały siły UPA, a następnie dać znak do ataku pozostałym partyzantom. Oddział Władysława Czermińskiego miał w tym czasie okrążyć pozycje ukraińskie i uderzyć niespodziewanie na zgromadzonych tam ukraińskich nacjonalistów i „rezunów". Ukraińcy byli kompletnie zaskoczeni. Mimo czterokrotnej przewagi liczebnej zostali rozbici i uciekli w panice z pola walki, pozostawiając na nim dwudziestu zabitych oraz znaczną ilość broni i sprzętu wojskowego. Ze strony polskiej poległ jeden żołnierz, Stanisław Romankiewicz „Zając". 
Obrona Zasmyk
Kolejne tygodnie przyniosły kolejne walki. Oddziały „Jastrzębia" i „Sokoła" cały czas prowadziły patrole i ewakuowały polską ludność cywilną z najbardziej zagrożonych wsi. Zasmyki w „fortecę" kopiąc rowy strzeleckie, budując strażnice i przygotowując łączność. Polacy uratowali również czeską wieś Kupiczów, która była oblężona przez UPA. Odtąd AK działała ramię w ramię z czeską organizacją „Aktyw", razem broniąc ludności cywilnej przed ukraińskimi nacjonalistami. W jesieni 1943 roku doszło w sumie do kilkunastu potyczek z UPA, w większości wygranych przez żołnierzy „Sokoła" i „Jastrzębia".
Pod koniec grudnia ukraińscy nacjonaliści zgromadzili w okolicach Zasmyk przeszło tysiąc żołnierzy pod dowództwem Jurija Stelmaszczuka ps. „Rudyj". Do nich dołączyło około półtora tysiąca „rezunów", bandytów, którzy liczyli na rabunek. Razem siły te dysponowały prawie pięciokrotną przewagą liczebną nad polskimi oddziałami. UPA miała dokładny i przemyślany plan ataku: najpierw odciągnięto grupy AK pozorowanym atakiem na czeski Kupiczów. Gdy oddział „Jastrzębia" dotarł do wioski, UPA szybko się wycofało. W tym samym czasie do Radomla koło Zasmyk podjechały wozy z żołnierzami przebranymi w niemieckie mundury. Oddział samoobrony postanowił przepuścić wroga bez walki. Wtedy upowcy otworzyli bez ostrzeżenia ogień do cywili. Spalono dom, w którym schroniło się 36 osób. Jednocześnie z lasów kilka sotni uderzyło na znajdujące się wokół Zasmyk polskie wsie. Mieszkańcy rzucili się do ucieczki, zaskoczeni żołnierze samoobrony próbowali stawiać opór. Ukraińcy nie skupiali się na walce, ale na rabunku i mordowaniu cywilów.
Oddziały polskie broniące Kupiczowa, dowiedziały się o walkach w rejonie Zasmyk i ruszyły z pomocą. Dowódca UPA przewidział to i zorganizował zasadzkę na drodze oddziałów AK. Została jednak ona wykryta przez partyzantów i rozbita w błyskawicznym uderzeniu, bez żadnych strat po stronie polskiej. Po szaleńczej jeździe saniami przez śniegi oddziały AK dotarły do Janówki, gdzie wciąż trwała wymiana ognia, wychodząc na skrzydło oddziałów UPA. W tym samym momencie kolejny oddział samoobrony ze wsi Zielona, przychodząc z pomocą Janówce, zaatakował Ukraińców od tyłu. W szeregach UPA doszło do zamieszania, które wykorzystali Polacy, uderzając ze wszystkich stron. Większość oddziałów wroga rzuciło się do ucieczki, tylko garstka wycofywała się w porządku, zabierając z pola walki rannych. Ostatecznie atak został odparty, choć zapłacono za to życiem kilkunastu żołnierzy samoobrony. Z rąk „rezunów" zginęło ponad 50 cywilnych mieszkańców polskich wsi, w większości kobiet i dzieci. Straty UPA sięgnęły około setki zabitych, których pochowano w zbiorowej mogile.
Obrona Zasmyk
UPA po klęsce wycofała się z rejonu Kowla. W tym czasie AK wydało rozkaz sformowania i koncentracji 27 Wołyńskiej Dywizji AK. Oddziały partyzanckie z całego regionu ściągały w lasy na zachód od Zasmyk, pozostawiając we wsiach oddziały samoobrony. 19 stycznia grupa wartowników w Zasmykach zauważyła zbliżającą się od strony Kowla tyralierę żołnierzy. Gdy otworzyli ogień, odpowiedział im grad pocisków z broni maszynowej. Zasmyki zostały zaatakowane przez frontową kompanię Wehrmachtu. Samoobrona, dowodzona przez ppor. „Znicza" została zmuszona do wycofania się. Szczególne przerażenie wśród Polaków budziło niemieckie automatyczne działko 20 mm, o ogromnej sile ognia. Niemcy podpalili część wsi i wdarli się między zabudowania. Tam jednak ich atak został powstrzymany przez przychodzące z pomocą kolejne oddziały samoobrony. Nastąpiły ciężkie walki o zasmycki cmentarz i centrum wsi. W tym czasie Niemcy, poza podpalaniem kolejnych gospodarstw, schwytali i rozstrzelali kilkunastu cywilnych mieszkańców. Obrony wioski nie mogły wesprzeć oddziały partyzanckie AK, znajdujące się w pobliżu, w związku z bezwzględnym zakazem ujawniania miejsca koncentracji jednostek. Żołnierze samoobrony byli skazani na samotną walkę. Po kilku godzinach wymiany ognia, coraz cięższej dla gorzej uzbrojonych Polaków, sytuacja stawała się rozpaczliwa. Niemcy opanowali kościół i ustawili na wieży karabin maszynowy, zyskując doskonałe pole obstrzału. Sytuację uratowała grupa samoobrony z Radomla. Żołnierze pod dowództwem sierżanta „Brudnego" wsparli samoobronę, wychodząc na skrzydło Wehrmachtu. W gwałtownej wymianie ognia Niemcy stracili kilkunastu ludzi i stanowisko karabinu maszynowego. Rozpoczęli odwrót, wycofując się w ciągu pół godziny z Zasmyk. Wieś ocalała, a broniący jej żołnierze nabrali przekonania, że są w stanie pokonać nawet Wehrmacht. Była to ostatnia bitwa samoobrony Zasmyk.
Obrona Zasmyk
https://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/rzeczpospolita-zasmycka/
0.079291105270386