Hobby
4 m
1
Drogie dzidki. Wrzuciłem kilka materiałów dotyczących moich poszukiwań z wykrywaczem. Parę osób pytało o taki merytoryczny materiał na początek. A więc jestem :) będzie to pewnie trochę przydługie, ale jak już mnie namówiliście to zrobię sobie taki mini pamiętniczek. No i pewnie postaram się pokazać perspektywę kto może się w tym odnaleźć, a kto się szybko znudzi.
Opowiem o tym, jak się na to zajawiłem, od czego zacząłem itp. Postaram się obalić trochę mitów które mogą same pojawić się w głowie, gdy o tym myślimy.
Mam też trochę planu na kolejne dzidy. Jedną o przepisach dotyczących poszukiwań, a drugą niezbędnym sprzęcie, bo sam wykrywacz (czy też detektor) to nie wszystko, a brak sprzętu może popsuć zabawę.
No ale lecimy od początku. Skąd się wziął u mnie pomysł na poszukiwanie z wykrywaczem? Od zawsze kiedy jestem poza domem, to zwracam uwagę na szczegóły. Kiedy idę zrobić moją codzienną porcję kroków, to patrzę pod nogi. Rzucają mi się w oczy nietypowe kolory, oraz kształty. Praktycznie 4 na 5 dni kiedy jestem poza domem znajdę jakieś pieniążek. Czasem jeden grosz, czasem 20, a czasem złotówkę (dwójki i piątki ekstremalnie rzadko, sukinsyny nie chcą tego gubić). Chyba dwa razy znalazłem nawet jakiś pierścionek za srebra. I kilka papierowych pieniążków. Takie skrzywienie, które trochę pewnie w całym tym projekcie mi pomaga.
Druga sprawa to YouTube. Jakieś 8 lat temu trafiłem na kanał Odyna. Facet rzucił robotę w jakieś śląskiej hucie czy kopalni, zapakował się w starego Volkswagena T4 i zaczął nagrywać filmiki jak to sobie chodzi po plażach z wykrywaczem i znajduje różne fanty. Moją najważniejszą bolączką w życiu jest to że muszę pracować ;) więc skrupulatnie odliczam dni do mojej zaplanowanej wcześniejszej emerytury (jakieś 4050 dni, łącznie 97.000 godzin). Tak więc cholernie mu zazdrościłem tej wolności i codziennego robienia na co tylko ma ochotę. Kanał stopniowo coraz mocniej skręcał w stronę wykrywania i poszukiwań, a VanLife robiło się tłem. Tego typu kanałów jest dosyć dużo ale w zasadzie tylko on chodzi po plażach i robi to tak bardziej rekreacyjnie. Większość pozostałych poszukiwaczy chodzi po lasach, polach itp. i szuka zabytków i innych historycznych rzeczy. Tak więc on zainspirował mnie najmocniej.
W tym roku, jakoś w okolicy świąt Wielkiej Nocy spamujące wszędzie temu wyświetliło mi akurat reklamę wykrywacza. Wykrywacza za 14 zł (przecenionego że 120). Planowałem wypad na majówkę nad morze, więc niewiele się zastanawiając kupiłem taki najzwyklejszy podstawowy chiński wykrywacz, bez wyświetlacza a jedynie wskazówką która miota się na lewo i prawo pewnie tylko dla ozdoby. Jeszcze przed wyjazdem poszukałem trochę na moim ogródku. Pomyślałem że wykopię parę starych gwoździ i może trafię jakąś monetę z PRL (nie chciałem szukać zabytków - to bardzo ważne, bo do tego potrzebne byłoby pozwolenie, nawet do szukania we własnym ogródku).
Opowiem o tym, jak się na to zajawiłem, od czego zacząłem itp. Postaram się obalić trochę mitów które mogą same pojawić się w głowie, gdy o tym myślimy.
Mam też trochę planu na kolejne dzidy. Jedną o przepisach dotyczących poszukiwań, a drugą niezbędnym sprzęcie, bo sam wykrywacz (czy też detektor) to nie wszystko, a brak sprzętu może popsuć zabawę.
No ale lecimy od początku. Skąd się wziął u mnie pomysł na poszukiwanie z wykrywaczem? Od zawsze kiedy jestem poza domem, to zwracam uwagę na szczegóły. Kiedy idę zrobić moją codzienną porcję kroków, to patrzę pod nogi. Rzucają mi się w oczy nietypowe kolory, oraz kształty. Praktycznie 4 na 5 dni kiedy jestem poza domem znajdę jakieś pieniążek. Czasem jeden grosz, czasem 20, a czasem złotówkę (dwójki i piątki ekstremalnie rzadko, sukinsyny nie chcą tego gubić). Chyba dwa razy znalazłem nawet jakiś pierścionek za srebra. I kilka papierowych pieniążków. Takie skrzywienie, które trochę pewnie w całym tym projekcie mi pomaga.
Druga sprawa to YouTube. Jakieś 8 lat temu trafiłem na kanał Odyna. Facet rzucił robotę w jakieś śląskiej hucie czy kopalni, zapakował się w starego Volkswagena T4 i zaczął nagrywać filmiki jak to sobie chodzi po plażach z wykrywaczem i znajduje różne fanty. Moją najważniejszą bolączką w życiu jest to że muszę pracować ;) więc skrupulatnie odliczam dni do mojej zaplanowanej wcześniejszej emerytury (jakieś 4050 dni, łącznie 97.000 godzin). Tak więc cholernie mu zazdrościłem tej wolności i codziennego robienia na co tylko ma ochotę. Kanał stopniowo coraz mocniej skręcał w stronę wykrywania i poszukiwań, a VanLife robiło się tłem. Tego typu kanałów jest dosyć dużo ale w zasadzie tylko on chodzi po plażach i robi to tak bardziej rekreacyjnie. Większość pozostałych poszukiwaczy chodzi po lasach, polach itp. i szuka zabytków i innych historycznych rzeczy. Tak więc on zainspirował mnie najmocniej.
W tym roku, jakoś w okolicy świąt Wielkiej Nocy spamujące wszędzie temu wyświetliło mi akurat reklamę wykrywacza. Wykrywacza za 14 zł (przecenionego że 120). Planowałem wypad na majówkę nad morze, więc niewiele się zastanawiając kupiłem taki najzwyklejszy podstawowy chiński wykrywacz, bez wyświetlacza a jedynie wskazówką która miota się na lewo i prawo pewnie tylko dla ozdoby. Jeszcze przed wyjazdem poszukałem trochę na moim ogródku. Pomyślałem że wykopię parę starych gwoździ i może trafię jakąś monetę z PRL (nie chciałem szukać zabytków - to bardzo ważne, bo do tego potrzebne byłoby pozwolenie, nawet do szukania we własnym ogródku).
Wykopałem tych gwoździ z 10, pojechałem nad morze i wylazłem na plażę. 30 kwietnia, cały rok po sezonie i jeszcze przed pierwszym słonecznym dniem. Piasek był tak mocno przeczesany i przesiany jak mąka na ciasto. W jakieś półtorej godziny znalazłem dwa kapsle. I praktycznie na sam koniec, nawet bez sygnału, bo leżała praktycznie na wierzchu znalazłem ją - moją pierwszą złotówkę :) W tym czasie pierwszych poszukiwań praktycznie co minutę przykładałem do zegarka wykrywacz żeby sprawdzić czy na pewno działa i czy na pewno wykrywa :D Drugi raz poszedłem na plażę w dniu wyjazdu, 3 maja po całkiem ciepłej majówce. Było już zdecydowanie lepiej. Znalazłem jakieś 7-8 monet, może z 1 zł w sumie. Dodatkowo oczywiście ze 20-30 kapsli, sreberek po cukierkach i szpilek do plażowych namiotów. Drugi raz nad morze pojechałem na długi weekend czerwcowy. Tam się już naprawdę obłowiłem :) znalazłem w dwa wypady łącznie jakieś 10 zł :)
Chiński wykrywacz był banalnie prosty w obsłudze. Przekręcasz wszystkie trzy pokrętła na maksa i szukasz. Nie łapał głębokich sygnałów. Wszystko było max 10-15 cm w głąb piasku. Idealne rozwiązanie, żeby sprawdzić czy to na pewno dla mnie. Jak to dokładnie wygląda. Czego się spodziewać i co można znaleźć. Było trochę zwodniczych sygnałów mokrego, przeżelazowanego piasku, czasem musiałem grzebać 5 minut w jakimś miejscu zanim się poddałem bo nic tam nie było.
Dlaczego kupiłem najzwyklejszy badziew zamiast wypożyczyć lepszy wykrywacz? Po pierwsze - cena. Wypożyczenie wykrywacza to jakieś przeszło 100 może raczej 150 zł za dzień. Jeśli jedziesz na 3-4 dni nad morze to kosztuje cię to już 6 stów. To połowa całkiem fajnego nowego wykrywacza. Druga sprawa - to poziom skomplikowania. Nowe lepsze wykrywacze są teoretycznie całkiem proste, ja uważam jednak, że gdybym na początek miał coś innego niż chińskie "włącz i idź" to jest duża szansa że bym się poddał.
I teraz najważniejsze - moje wnioski:
To jest hobby, nie zajęcie zarobkowe. Jeśli chcesz zarobić, to lepiej wyjdziesz zbierając butelki po śmietnikach i oddając je do automatu.
To jest żmudne. Jeśli się zdecydujesz, to musisz być gotów na wykopanie na przykład 40 śmieci pod rząd. Rzeczy wartościowe wypadają ekstremalnie rzadko. Często bywa tak że przez godzinę jesteś do przodu 5 groszy. Albo nic.
To wymaga podstawowej znajomości przepisów z tym związanych. Nadmorskie plaże i publiczne kąpieliska nie wymagają pozwoleń. Ale wszystkie tereny prywatne, a nawet kąpieliska zarządzane przez firmy, osiry itp. już wymagają pozwolenia. Szerzej o tym będzie w drugiej lub trzeciej części.
To jest dość brudne zajęcie. Pamiętaj, że grzebiesz się w piasku lub w ziemi.
To zajęcie albo na wczesne poranki, albo na późne wieczory. Nad morzem pewnie około 17:00, a na lokalnych plażach pewnie 18:30-19:00 to czas kiedy plaże pustoszeją i można tam spokojnie szukać.
To w dalszym ciągu dość oryginalne zajęcie. Wiele osób zagaduje, zdecydowanie przyjaźnie. Jeśli szukamy w miejscu gdzie jest trochę ludzi, to często podąża za nami grupka dzieciaków które zaglądają przez ramię. Komentarze typu "O właśnie to zgubiłem złoty pierścionek" są na porządku dziennym.
To trochę zajęcie dla społeczników. Oczyszczasz miejsca publiczne nie tyle że śmieci, a z przedmiotów naprawdę niebezpiecznych. Zardzewiały gwóźdź wykopany z plaży to mniejsza szansa że ktoś wbije go sobie w nogę.
To zajęcie powtarzalne. Po 2 miesiącach chodzisz już w te same miejsca i szukasz na tych samych plażach i wodach.
To chyba tyle na początek. Może jutro dam radę napisać trochę o tych przepisach i źródłach. Jeśli macie jakieś pytania to walcie śmiało :) załączam jakieś fotki których wcze
śniej nie było.
Chiński wykrywacz był banalnie prosty w obsłudze. Przekręcasz wszystkie trzy pokrętła na maksa i szukasz. Nie łapał głębokich sygnałów. Wszystko było max 10-15 cm w głąb piasku. Idealne rozwiązanie, żeby sprawdzić czy to na pewno dla mnie. Jak to dokładnie wygląda. Czego się spodziewać i co można znaleźć. Było trochę zwodniczych sygnałów mokrego, przeżelazowanego piasku, czasem musiałem grzebać 5 minut w jakimś miejscu zanim się poddałem bo nic tam nie było.
Dlaczego kupiłem najzwyklejszy badziew zamiast wypożyczyć lepszy wykrywacz? Po pierwsze - cena. Wypożyczenie wykrywacza to jakieś przeszło 100 może raczej 150 zł za dzień. Jeśli jedziesz na 3-4 dni nad morze to kosztuje cię to już 6 stów. To połowa całkiem fajnego nowego wykrywacza. Druga sprawa - to poziom skomplikowania. Nowe lepsze wykrywacze są teoretycznie całkiem proste, ja uważam jednak, że gdybym na początek miał coś innego niż chińskie "włącz i idź" to jest duża szansa że bym się poddał.
I teraz najważniejsze - moje wnioski:
To jest hobby, nie zajęcie zarobkowe. Jeśli chcesz zarobić, to lepiej wyjdziesz zbierając butelki po śmietnikach i oddając je do automatu.
To jest żmudne. Jeśli się zdecydujesz, to musisz być gotów na wykopanie na przykład 40 śmieci pod rząd. Rzeczy wartościowe wypadają ekstremalnie rzadko. Często bywa tak że przez godzinę jesteś do przodu 5 groszy. Albo nic.
To wymaga podstawowej znajomości przepisów z tym związanych. Nadmorskie plaże i publiczne kąpieliska nie wymagają pozwoleń. Ale wszystkie tereny prywatne, a nawet kąpieliska zarządzane przez firmy, osiry itp. już wymagają pozwolenia. Szerzej o tym będzie w drugiej lub trzeciej części.
To jest dość brudne zajęcie. Pamiętaj, że grzebiesz się w piasku lub w ziemi.
To zajęcie albo na wczesne poranki, albo na późne wieczory. Nad morzem pewnie około 17:00, a na lokalnych plażach pewnie 18:30-19:00 to czas kiedy plaże pustoszeją i można tam spokojnie szukać.
To w dalszym ciągu dość oryginalne zajęcie. Wiele osób zagaduje, zdecydowanie przyjaźnie. Jeśli szukamy w miejscu gdzie jest trochę ludzi, to często podąża za nami grupka dzieciaków które zaglądają przez ramię. Komentarze typu "O właśnie to zgubiłem złoty pierścionek" są na porządku dziennym.
To trochę zajęcie dla społeczników. Oczyszczasz miejsca publiczne nie tyle że śmieci, a z przedmiotów naprawdę niebezpiecznych. Zardzewiały gwóźdź wykopany z plaży to mniejsza szansa że ktoś wbije go sobie w nogę.
To zajęcie powtarzalne. Po 2 miesiącach chodzisz już w te same miejsca i szukasz na tych samych plażach i wodach.
To chyba tyle na początek. Może jutro dam radę napisać trochę o tych przepisach i źródłach. Jeśli macie jakieś pytania to walcie śmiało :) załączam jakieś fotki których wcze
śniej nie było.