Naklejki kaucyjne. Polska myśl techniczna znowu weszła cała na biało. Kiedy byłem młody, chodziłem z ojcem na targowisko wymieniać kasety VHS. Później była konsola, przeróbki, laser, płyty, które niekoniecznie kosztowały tyle, ile powinny. O spirytusie w plastikowych butelkach, sprzedawanym gdzieś „po znajomości”, nawet nie ma co się za długo rozpisywać. Nie piszę tego z dumą. Piszę, bo to jest kawałek naszej zbiorowej instrukcji obsługi rzeczywistości. W Polsce wiele systemów zderza się z jednym pytaniem: „dobra, a jak to obejść?”. Czasem z biedy. Czasem z wygody. Czasem dla sportu. Potrzeba bywa matką wynalazków, ale u nas kombinowanie ma chyba własny PESEL. System kaucyjny miał być prosty: kupujesz napój, płacisz kaucję, oddajesz opakowanie, odzyskujesz pieniądze. Teoria prosta. Praktyka? Internet już pokazuje naklejki, które mają robić z przypadkowego opakowania mały bankomat. I teraz uczciwie: jako człowiek potrafię zauważyć pomysłowość. Jako policjant — nie mogę jej popierać. To, że coś wygląda jak „spryt”, nie znaczy, że przestaje być wprowadzeniem kogoś w błąd dla pieniędzy. A na to są już paragrafy i trzeba liczyć się z konsekwencjami. Nawet jeśli komuś wydaje się, że „to tylko 50 groszy”. Tu nigdy nie chodzi tylko o 50 groszy. Chodzi o mechanizm. Jeśli system da się oszukać, znajdzie się ktoś, kto spróbuje. Jeśli da się zrobić z tego żart, ktoś zrobi z tego trend. Jeśli da się nagrać tutorial, ktoś wrzuci go do sieci szybciej, niż instytucje zdążą napisać pierwsze ostrzeżenie. I to jest rzecz, której w służbie trzeba się uczyć cały czas. Dobry policjant to nie tylko ktoś, kto wykuł szkołę, zna przepisy i potrafi poprawnie wypełnić dokumenty. To też ktoś, kto próbuje nadążyć za tym, co realnie dzieje się na ulicy i w internecie. Za memami, trendami, nowymi sposobami kombinowania, drobnymi oszustwami, które najpierw wyglądają jak żart, a później robią się masowe. Niestety kombinatorzy często są pół kroku przed nami. Nie dlatego, że są mądrzejsi od wszystkich. Raczej dlatego, że nie czekają na szkolenie, procedurę i oficjalny komunikat. Testują od razu. Rynek, automat, sklep, lukę w systemie i cierpliwość ludzi. Można się z tego śmiać. Sam mam do tego dystans. Tylko na końcu za ten „spryt” zawsze ktoś płaci: sklep, operator systemu, producent, uczciwy klient albo wszyscy po trochu. Polska myśl techniczna jest piękna. Szkoda, że tak często zaczyna się od pytania: „a da się to przekręcić?”.| 21 komentarzy na LinkedIn