4
Ile tak naprawdę zarabia lekarz, a ile tak naprawdę wynosi średnia i mediana Polsce?
Te pytania pozornie nie są ze sobą ściśle połączone, ale w istocie mamy w Polsce system który nieco komplikuje wszelakie obliczenia dochodów.
Wszyscy znamy model “zatrudnienia” B2B. W przypadku tego modelu zatrudnienia teoretycznie jesteśmy firmą, a nasz pracodawca jest równorzędnym partnerem biznesowym. Korzyści są obopólne: pracodawca nie musi przestrzegać kodeksu pracy, a Ty możesz sobie optymalizować podatki i ZUS lub brać inne zlecenia.
2B opłaca się praktycznie zawsze. W najgorszym razie, na liniówce wychodzimy na zero, a jeśli wrzucimy coś w koszty to od razu zyskujemy zwrot VAT. Jedyna wada to kwestia urlopów, L4 i innych - ale to już zależy od umowy jaką podpisaliśmy z kontrahentem. Im większa kwota, tym łatwiej o optymalizacje, więc większość dobrze zarabiających zawodów koncentruje się na modelu b2b.
Skoro tak, to na b2b zarobki będą większe - jednak statystyka na to nie wskazuje. https://www.kozminski.edu.pl/pl/review/zarobki-jednoosobowych-firm-ponizej-sredniej-krajowej-wyniki-badania
Dlaczego?
Jednoosobowa działalność gospodarcza to pierwszy, podstawowy etap optymalizacji. Mamy ryczałt, liniówkę. Dość łatwo to policzyć. Jednak jak pamiętamy - model B2B służy optymalizacji podatkowej.
Każdy kto na serio jest w modelu B2B z wyboru, nie dlatego że “sief areczkowi kazał być psiedsiembiorcom” zaczyna patrzeć dalej i oczywistym wyborem jest spółka. Druga opcja to fundacje, ale spółka jest bardziej oczywista.
Zalety spółki:
1. Spółka nie płaci ZUS
2. Spółka z o. o. ogranicza odpowiedzialność majątkową do majątku spółki
3. Kontrakty ze spółkami są niepodważalnie traktowane jak kontrakty B2B i nikt nie mówi na nie śmieciówki
4. Są sposoby wyciągania pieniędzy ze spółki z bardzo niskim opodatkowaniem
5. Spółka oczywiście może ponosić koszty
Wady są właściwie dwie:
6. Trzeba mieć wspólnika
7. Jest trochę więcej formalności: statut, raporty, księgowość
W zasadzie o ile b2b opłaca się nawet na minimalnej, jeśli mamy podobne warunki jak w przypadku umowy o pracę, to raczej nie będzie sensu na minimalnej zakładać spółki. Jednak, gdy te zarobki trochę podskoczą pojawia się spółka. I tu pojawia się problem ze statystyką - jednoosobowe działalności gospodarcze można liczyć, ale nikt nie liczy spółki jako ekwiwalentu zatrudnienia.
No, a czemu lekarze?
I tu jest zabawna sprawa, bo dla lekarza spółka niesie jedną zasadniczą korzyść - ograniczoną odpowiedzialność. Praktycznie oczywistą oczywistością jest, że lekarz musi działać w ramach spółki.
Dlatego o zarobkach rzędu 1,6 mln rocznie dowiedzieliśmy się od nieopierzonego rezydenta, który jeszcze spółki nie założył. Gdyby spółkę posiadał, Panamerka byłaby na spółkę, oszczędności zainwestowane w fundacji rodzinnej, a sam lekarz z kamienną twarzą wpisałby w oświadczeniu majątkowym, że nie posiada samochodu i spłaca kredyt na mieszkanie. Na Der Onecie zrobiliby zbiórkę na biedaka, a Gazeta Wyborcza opisałaby jego poświęcenie, ciężką pracę i ambicje.
Dlatego kwoty jakie są wyprowadzone z NFZ bezpośrednio do kieszeni lekarzy będą absurdalnie zaniżone. Aferka wybija nie tam, gdzie potężne pieniądze są mielone na kontraktach ze spółkami, ale na tych, którzy sobie spokojnie ciułali.
Już mamy przykład: neurochirurdzy mieli na kontrakcie jako spółka 26k za godzinę. Jest to bardzo symboliczna kwota bo nasz rezydent zarabiał 130k miesięcznie - czyli raptem 5 godzin pracy takiego neurochirurga.
Jeszcze raz napiszę. Kacprzyk miesięcznie zarabiał tyle ile neurochirurg w 5 godzin.
Te pytania pozornie nie są ze sobą ściśle połączone, ale w istocie mamy w Polsce system który nieco komplikuje wszelakie obliczenia dochodów.
Wszyscy znamy model “zatrudnienia” B2B. W przypadku tego modelu zatrudnienia teoretycznie jesteśmy firmą, a nasz pracodawca jest równorzędnym partnerem biznesowym. Korzyści są obopólne: pracodawca nie musi przestrzegać kodeksu pracy, a Ty możesz sobie optymalizować podatki i ZUS lub brać inne zlecenia.
2B opłaca się praktycznie zawsze. W najgorszym razie, na liniówce wychodzimy na zero, a jeśli wrzucimy coś w koszty to od razu zyskujemy zwrot VAT. Jedyna wada to kwestia urlopów, L4 i innych - ale to już zależy od umowy jaką podpisaliśmy z kontrahentem. Im większa kwota, tym łatwiej o optymalizacje, więc większość dobrze zarabiających zawodów koncentruje się na modelu b2b.
Skoro tak, to na b2b zarobki będą większe - jednak statystyka na to nie wskazuje. https://www.kozminski.edu.pl/pl/review/zarobki-jednoosobowych-firm-ponizej-sredniej-krajowej-wyniki-badania
Dlaczego?
Jednoosobowa działalność gospodarcza to pierwszy, podstawowy etap optymalizacji. Mamy ryczałt, liniówkę. Dość łatwo to policzyć. Jednak jak pamiętamy - model B2B służy optymalizacji podatkowej.
Każdy kto na serio jest w modelu B2B z wyboru, nie dlatego że “sief areczkowi kazał być psiedsiembiorcom” zaczyna patrzeć dalej i oczywistym wyborem jest spółka. Druga opcja to fundacje, ale spółka jest bardziej oczywista.
Zalety spółki:
1. Spółka nie płaci ZUS
2. Spółka z o. o. ogranicza odpowiedzialność majątkową do majątku spółki
3. Kontrakty ze spółkami są niepodważalnie traktowane jak kontrakty B2B i nikt nie mówi na nie śmieciówki
4. Są sposoby wyciągania pieniędzy ze spółki z bardzo niskim opodatkowaniem
5. Spółka oczywiście może ponosić koszty
Wady są właściwie dwie:
6. Trzeba mieć wspólnika
7. Jest trochę więcej formalności: statut, raporty, księgowość
W zasadzie o ile b2b opłaca się nawet na minimalnej, jeśli mamy podobne warunki jak w przypadku umowy o pracę, to raczej nie będzie sensu na minimalnej zakładać spółki. Jednak, gdy te zarobki trochę podskoczą pojawia się spółka. I tu pojawia się problem ze statystyką - jednoosobowe działalności gospodarcze można liczyć, ale nikt nie liczy spółki jako ekwiwalentu zatrudnienia.
No, a czemu lekarze?
I tu jest zabawna sprawa, bo dla lekarza spółka niesie jedną zasadniczą korzyść - ograniczoną odpowiedzialność. Praktycznie oczywistą oczywistością jest, że lekarz musi działać w ramach spółki.
Dlatego o zarobkach rzędu 1,6 mln rocznie dowiedzieliśmy się od nieopierzonego rezydenta, który jeszcze spółki nie założył. Gdyby spółkę posiadał, Panamerka byłaby na spółkę, oszczędności zainwestowane w fundacji rodzinnej, a sam lekarz z kamienną twarzą wpisałby w oświadczeniu majątkowym, że nie posiada samochodu i spłaca kredyt na mieszkanie. Na Der Onecie zrobiliby zbiórkę na biedaka, a Gazeta Wyborcza opisałaby jego poświęcenie, ciężką pracę i ambicje.
Dlatego kwoty jakie są wyprowadzone z NFZ bezpośrednio do kieszeni lekarzy będą absurdalnie zaniżone. Aferka wybija nie tam, gdzie potężne pieniądze są mielone na kontraktach ze spółkami, ale na tych, którzy sobie spokojnie ciułali.
Już mamy przykład: neurochirurdzy mieli na kontrakcie jako spółka 26k za godzinę. Jest to bardzo symboliczna kwota bo nasz rezydent zarabiał 130k miesięcznie - czyli raptem 5 godzin pracy takiego neurochirurga.
Jeszcze raz napiszę. Kacprzyk miesięcznie zarabiał tyle ile neurochirurg w 5 godzin.