Pewnego dnia Lew, król zwierząt, wezwał do siebie na naradę wszystkie zwierzęta nad którymi miał władzę i mówi:
- Słuchajcie, część z was mnie zwyczajnie wkurwia, ale mam dzisiaj mega kaca, nie chce mi się myśleć za dużo, ani przypominać waszych nazw, więc dam krótki opis i macie się dostosować, bo śmierć.
Wszystkie zwierzęta zadrżały, nikt nie wiedział na kogo padnie.
- Na początek - Powiedział Lew - Te takie pedalskie, kolorowe ptaki. Won!
Wtedy wszystkie papugi zaczęły pośpiesznie odlatywać.
- Dobra... Dalej te takie długie bez nóg, jak sznurki z zębami.
Wszystkie węże zaczęły panicznie uciekać.
- I na koniec te paskudnie, obślizłe, wstrętne, zielone pokraki z wyłupiastymi oczami. Bleehhh, aż mi się żygać od nich chce!
No i cisza, nic się nie dzieje, każdy kątem oka zerka w stronę sadzawki z wodą. Żaba spojrzała na krokodyla i mówi:
- Słyszałeś? Wypierdalaj!
- Słuchajcie, część z was mnie zwyczajnie wkurwia, ale mam dzisiaj mega kaca, nie chce mi się myśleć za dużo, ani przypominać waszych nazw, więc dam krótki opis i macie się dostosować, bo śmierć.
Wszystkie zwierzęta zadrżały, nikt nie wiedział na kogo padnie.
- Na początek - Powiedział Lew - Te takie pedalskie, kolorowe ptaki. Won!
Wtedy wszystkie papugi zaczęły pośpiesznie odlatywać.
- Dobra... Dalej te takie długie bez nóg, jak sznurki z zębami.
Wszystkie węże zaczęły panicznie uciekać.
- I na koniec te paskudnie, obślizłe, wstrętne, zielone pokraki z wyłupiastymi oczami. Bleehhh, aż mi się żygać od nich chce!
No i cisza, nic się nie dzieje, każdy kątem oka zerka w stronę sadzawki z wodą. Żaba spojrzała na krokodyla i mówi:
- Słyszałeś? Wypierdalaj!