Dyskusje ogólne
3 m
47
Siema wszystkim.
Z Wami da się (wbrew pozorom) niekiedy normalnie pogadać, albo ktoś takie wysrywy przeczyta i po prostu nie wyzwie od złamasa.
Wczoraj zmarł mój Teściu. Naprawdę, nie sądziłem nigdy, że przeżyję tak czyjaś śmierć. Zmarli już kilka/kilkanaście lat temu moi dziadkowie, chuj wie, co się dzieje z moim ojcem... A tu umiera Ojciec moje Żony i co? Coś we mnie pęka.
Naprawdę był to człowiek, który mimo swego inwalidztwa (w dzieciństwie maszyna rolnicza ucięła mu nogę prawie do kolana) nigdy się nie skarżył, że ma źle, że coś jest nie tak... Fakt, był momentami aż za bardzo wkurwiony na PO/KO, a zbyt wpatrzony w pislam, ale wbrew pozorom, często dało się z nim podyskutować na tematy polityczne jak i wszelakie inne, opowiastki o swoich młodzieńczych latach w jego wykonaniu to było coś, czego już mi zawsze będzie brakowało. Moje dzieci chyba dzisiaj zrozumiały, a jutro w trakcie pogrzebu na pewno już to do nich dotrze, że jedyny ich Dziadek odszedł, nie zabierze już wnuka na ryby, nie powie, że wnuczka jest mądra i ładna pannica... Powiem Wam, że kurwa jest mi tak cholernie przykro, jak jeszcze nigdy w życiu...
We wrześniu Teściu miał mieć w szczepiony rozrusznik serca. W zeszłym tygodniu odbierałem go ze szpitala po zabiegu ablacji. I mimo że wiem, że NFZ i w ogóle zabiegi rządzą się swoimi prawami, to mam trochę żal, że jednak w naszym pięknym kraju przez kolejki itd tak po prostu umierają ludzie, którzy mogliby jeszcze żyć i wnosić coś dobrego do życia swoich bliskich.
A jutro ostatnie pożegnanie i jedynie co będzie można zrobić, poza modlitwą, to odwiedzać "Heniutka" na cmentarzu...
Wypierdalam już, bo spodziewam się, że i tak jakiś ułom napisze swoje mądrości. I nie, nie mam problemu z tym, że ktoś jest niewierzący. Za to tym, którzy są wierzący, będę wdzięczny za krótką modlitwę - i to najbardziej za moją Żonę, bo ona się kompletnie rozsypała po śmierci swojego Ojca, który był naprawdę Ojcem i Tatą, jakiego można każdemu życzyć.
I którego już do końca życia będzie brakować :(
Z Wami da się (wbrew pozorom) niekiedy normalnie pogadać, albo ktoś takie wysrywy przeczyta i po prostu nie wyzwie od złamasa.
Wczoraj zmarł mój Teściu. Naprawdę, nie sądziłem nigdy, że przeżyję tak czyjaś śmierć. Zmarli już kilka/kilkanaście lat temu moi dziadkowie, chuj wie, co się dzieje z moim ojcem... A tu umiera Ojciec moje Żony i co? Coś we mnie pęka.
Naprawdę był to człowiek, który mimo swego inwalidztwa (w dzieciństwie maszyna rolnicza ucięła mu nogę prawie do kolana) nigdy się nie skarżył, że ma źle, że coś jest nie tak... Fakt, był momentami aż za bardzo wkurwiony na PO/KO, a zbyt wpatrzony w pislam, ale wbrew pozorom, często dało się z nim podyskutować na tematy polityczne jak i wszelakie inne, opowiastki o swoich młodzieńczych latach w jego wykonaniu to było coś, czego już mi zawsze będzie brakowało. Moje dzieci chyba dzisiaj zrozumiały, a jutro w trakcie pogrzebu na pewno już to do nich dotrze, że jedyny ich Dziadek odszedł, nie zabierze już wnuka na ryby, nie powie, że wnuczka jest mądra i ładna pannica... Powiem Wam, że kurwa jest mi tak cholernie przykro, jak jeszcze nigdy w życiu...
We wrześniu Teściu miał mieć w szczepiony rozrusznik serca. W zeszłym tygodniu odbierałem go ze szpitala po zabiegu ablacji. I mimo że wiem, że NFZ i w ogóle zabiegi rządzą się swoimi prawami, to mam trochę żal, że jednak w naszym pięknym kraju przez kolejki itd tak po prostu umierają ludzie, którzy mogliby jeszcze żyć i wnosić coś dobrego do życia swoich bliskich.
A jutro ostatnie pożegnanie i jedynie co będzie można zrobić, poza modlitwą, to odwiedzać "Heniutka" na cmentarzu...
Wypierdalam już, bo spodziewam się, że i tak jakiś ułom napisze swoje mądrości. I nie, nie mam problemu z tym, że ktoś jest niewierzący. Za to tym, którzy są wierzący, będę wdzięczny za krótką modlitwę - i to najbardziej za moją Żonę, bo ona się kompletnie rozsypała po śmierci swojego Ojca, który był naprawdę Ojcem i Tatą, jakiego można każdemu życzyć.
I którego już do końca życia będzie brakować :(