Dyskusje ogólne
2 m
20
Kiedyś gazeta mogła pisać bzdury dla jednych, a inna gazeta mogła pisać bzdury dla drugich. Zwolennicy jednej kupowali swoją gazetę, zwolennicy drugiej swoją. Był w tym oczywiście interes polityczny, ideologiczny czy zwyczajnie komercyjny, ale istniała pewna granica: żeby zarobić, trzeba było przekonać własnego czytelnika, żeby kupił gazetę.
Internet zmienił tę zasadę.
Dzisiaj nie trzeba już przekonać człowieka, żeby przeczytał artykuł, z którym się zgadza. Wystarczy, że przekona się go, żeby go znienawidził. Tekst może być kompletną bzdurą, ale jeśli wywoła oburzenie, śmiech, strach albo poczucie moralnej wyższości, zaczyna żyć własnym życiem. Jedni klikają, żeby przyklasnąć, drudzy, żeby zaprotestować. Obie grupy komentują, udostępniają i wdają się w kłótnie.
I obie generują ruch.
To tworzy zupełnie nowy model biznesowy. Dawniej media zarabiały na tym, że jedna grupa kupowała ich produkt. Dzisiaj platforma może zarabiać na konflikcie obu grup jednocześnie. Nie musi więc sprzedawać jednej stronie swoich poglądów. Wystarczy, że sprzeda obu stronom możliwość wzajemnego oburzania się.
Problem nie polega więc wyłącznie na tym, że w Internecie jest dużo głupich treści. Problem polega na tym, że głupia, emocjonalna i konfliktowa treść może być ekonomicznie bardziej wartościowa niż spokojna i rzeczowa.
A jeżeli system wynagradza przede wszystkim emocję, to z czasem zaczyna jej produkować coraz więcej. W efekcie sztuczne podziały przestają być tylko efektem ubocznym Internetu. Stają się jego produktem.
Być może powinniśmy zapytać: kto i w jaki sposób zarabia na tym, że jesteśmy podzieleni?
Internet zmienił tę zasadę.
Dzisiaj nie trzeba już przekonać człowieka, żeby przeczytał artykuł, z którym się zgadza. Wystarczy, że przekona się go, żeby go znienawidził. Tekst może być kompletną bzdurą, ale jeśli wywoła oburzenie, śmiech, strach albo poczucie moralnej wyższości, zaczyna żyć własnym życiem. Jedni klikają, żeby przyklasnąć, drudzy, żeby zaprotestować. Obie grupy komentują, udostępniają i wdają się w kłótnie.
I obie generują ruch.
To tworzy zupełnie nowy model biznesowy. Dawniej media zarabiały na tym, że jedna grupa kupowała ich produkt. Dzisiaj platforma może zarabiać na konflikcie obu grup jednocześnie. Nie musi więc sprzedawać jednej stronie swoich poglądów. Wystarczy, że sprzeda obu stronom możliwość wzajemnego oburzania się.
Problem nie polega więc wyłącznie na tym, że w Internecie jest dużo głupich treści. Problem polega na tym, że głupia, emocjonalna i konfliktowa treść może być ekonomicznie bardziej wartościowa niż spokojna i rzeczowa.
A jeżeli system wynagradza przede wszystkim emocję, to z czasem zaczyna jej produkować coraz więcej. W efekcie sztuczne podziały przestają być tylko efektem ubocznym Internetu. Stają się jego produktem.
Być może powinniśmy zapytać: kto i w jaki sposób zarabia na tym, że jesteśmy podzieleni?