Muszę się Wam do czegoś przyznać. Trochę to wstydliwa sprawa i zasadniczo nie myślałem, że kiedykolwiek Wam o tym powiem. No ale okej.
Byłem kiedyś z samego rana na jednym z siedlisk. Porobić zdjęcia, obejrzeć wszystko, dogadać szczegóły z właścicielką. Właścicielka - wyjątkowo piękna kobieta, koło trzydziestki, totalnie mój typ.
Naturalna, prześliczna, po prostu fantastyczna. Oprowadzała mnie po siedlisku, pokazywała ogród, dom, wnętrza, zabudowania. A ja szedłem za nią i patrzyłem. Śledziłem niemal każdy jej ruch.
I już wtedy w głowie układałem sobie plan...
Wiedziałem, że nie powinienem nawet o tym myśleć. Że jestem tam służbowo. Że to absolutnie nie wypada. Ale nie mogłem się opanować. Czułem, że jeszcze chwila i po prostu nie dam rady.
Trzymałem się jednak dzielnie.
W końcu wróciliśmy do domu. Był wczesny poranek, a ona szykowała się do pracy. Poprosiła mnie, żebym chwilę poczekał w salonie, bo musi wziąć prysznic, ubrać się i zaraz wróci.
Usiadłem więc na sofie.
Po chwili usłyszałem, jak wchodzi do łazienki. Zamknęły się drzwi. Chwilę później usłyszałem jak zrzuca ubranie i otwiera drzwi kabiny prysznicowej, a następnie szum odkręconej wody.
I wtedy nie wytrzymałem.
Wstałem z sofy. Rozejrzałem się, czy na pewno nikt mnie nie widzi. Po cichu otworzyłem drzwi, wyszedłem do ogrodu i…
ogołociłem jej prawie cały krzak agrestu.
Żarłem ten agrest jak opętany. Garściami. Prosto z krzaka. Jeden za drugim. Nie mogłem przestać. Był słodki jak miód. Zostawiłem dosłownie jakieś niedobitki, po czym wróciłem do salonu, usiadłem na sofie i czekałem, jak gdyby nigdy nic.
Umowę oczywiście podpisaliśmy. Siedlisko później udało nam się sprzedać. Właścicielka była zadowolona ze współpracy.
Ale do dziś nie wie, kto wtedy opierdolił jej prawie cały agrest.
No trudno, jestem tylko facetem...
Byłem kiedyś z samego rana na jednym z siedlisk. Porobić zdjęcia, obejrzeć wszystko, dogadać szczegóły z właścicielką. Właścicielka - wyjątkowo piękna kobieta, koło trzydziestki, totalnie mój typ.
Naturalna, prześliczna, po prostu fantastyczna. Oprowadzała mnie po siedlisku, pokazywała ogród, dom, wnętrza, zabudowania. A ja szedłem za nią i patrzyłem. Śledziłem niemal każdy jej ruch.
I już wtedy w głowie układałem sobie plan...
Wiedziałem, że nie powinienem nawet o tym myśleć. Że jestem tam służbowo. Że to absolutnie nie wypada. Ale nie mogłem się opanować. Czułem, że jeszcze chwila i po prostu nie dam rady.
Trzymałem się jednak dzielnie.
W końcu wróciliśmy do domu. Był wczesny poranek, a ona szykowała się do pracy. Poprosiła mnie, żebym chwilę poczekał w salonie, bo musi wziąć prysznic, ubrać się i zaraz wróci.
Usiadłem więc na sofie.
Po chwili usłyszałem, jak wchodzi do łazienki. Zamknęły się drzwi. Chwilę później usłyszałem jak zrzuca ubranie i otwiera drzwi kabiny prysznicowej, a następnie szum odkręconej wody.
I wtedy nie wytrzymałem.
Wstałem z sofy. Rozejrzałem się, czy na pewno nikt mnie nie widzi. Po cichu otworzyłem drzwi, wyszedłem do ogrodu i…
ogołociłem jej prawie cały krzak agrestu.
Żarłem ten agrest jak opętany. Garściami. Prosto z krzaka. Jeden za drugim. Nie mogłem przestać. Był słodki jak miód. Zostawiłem dosłownie jakieś niedobitki, po czym wróciłem do salonu, usiadłem na sofie i czekałem, jak gdyby nigdy nic.
Umowę oczywiście podpisaliśmy. Siedlisko później udało nam się sprzedać. Właścicielka była zadowolona ze współpracy.
Ale do dziś nie wie, kto wtedy opierdolił jej prawie cały agrest.
No trudno, jestem tylko facetem...