Wiedza
2 m
43
Coraz częściej mam wrażenie, że nauczyliśmy się od Boga przede wszystkim wymagać, a zapomnieliśmy o tym, że wiara nie polega wyłącznie na proszeniu.
Ludzie obwiniają Boga za to, co dzieje się w ich życiu, nie zatrzymując się nawet na chwilę, by pomyśleć, że wiele z tych rzeczy jest konsekwencją ludzkich decyzji. Bóg dał człowiekowi wolną wolę — a wolność oznacza również możliwość popełniania błędów, podejmowania złych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji.
Staliśmy się roszczeniowi nie tylko wobec życia, ale również wobec wiary. Chcemy, żeby Bóg dawał, pomagał, chronił, naprawiał i spełniał nasze oczekiwania. Jedni mówią: „Proś Boga o wielkie rzeczy”. Drudzy odpowiadają: „Ciesz się z tego, co masz i z małych rzeczy”. A człowiek zaczyna gubić się pomiędzy tymi skrajnościami.
Najgorsze jest jednak to, że można tak bardzo wykorzystywać wiarę do własnych oczekiwań, że w końcu pozostaje po niej tylko pustka. Zamiast relacji z Bogiem jest lista życzeń. Zamiast wdzięczności — pretensje. Zamiast odpowiedzialności za własne decyzje — szukanie winnego.
Może więc czasem zamiast pytać: „Dlaczego Bóg mi tego nie dał?”, warto zapytać siebie: „Co ja zrobiłem, żeby moje życie wyglądało inaczej?”.
Wiara nie powinna być umową, w której człowiek daje minimum, a oczekuje maksimum. Nie wszystko, co spotyka nas w życiu, jest karą, próbą czy decyzją Boga. Czasami jest po prostu konsekwencją naszych własnych wyborów albo wyborów innych ludzi.
Może prawdziwa wiara zaczyna się właśnie wtedy, kiedy przestajemy tylko wymagać i zaczynamy brać odpowiedzialność za siebie, swoje decyzje i swoje życie. I w tym wszystkim wiara ma być pomocą, między dobrym wyborem a złym.
Ludzie obwiniają Boga za to, co dzieje się w ich życiu, nie zatrzymując się nawet na chwilę, by pomyśleć, że wiele z tych rzeczy jest konsekwencją ludzkich decyzji. Bóg dał człowiekowi wolną wolę — a wolność oznacza również możliwość popełniania błędów, podejmowania złych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji.
Staliśmy się roszczeniowi nie tylko wobec życia, ale również wobec wiary. Chcemy, żeby Bóg dawał, pomagał, chronił, naprawiał i spełniał nasze oczekiwania. Jedni mówią: „Proś Boga o wielkie rzeczy”. Drudzy odpowiadają: „Ciesz się z tego, co masz i z małych rzeczy”. A człowiek zaczyna gubić się pomiędzy tymi skrajnościami.
Najgorsze jest jednak to, że można tak bardzo wykorzystywać wiarę do własnych oczekiwań, że w końcu pozostaje po niej tylko pustka. Zamiast relacji z Bogiem jest lista życzeń. Zamiast wdzięczności — pretensje. Zamiast odpowiedzialności za własne decyzje — szukanie winnego.
Może więc czasem zamiast pytać: „Dlaczego Bóg mi tego nie dał?”, warto zapytać siebie: „Co ja zrobiłem, żeby moje życie wyglądało inaczej?”.
Wiara nie powinna być umową, w której człowiek daje minimum, a oczekuje maksimum. Nie wszystko, co spotyka nas w życiu, jest karą, próbą czy decyzją Boga. Czasami jest po prostu konsekwencją naszych własnych wyborów albo wyborów innych ludzi.
Może prawdziwa wiara zaczyna się właśnie wtedy, kiedy przestajemy tylko wymagać i zaczynamy brać odpowiedzialność za siebie, swoje decyzje i swoje życie. I w tym wszystkim wiara ma być pomocą, między dobrym wyborem a złym.