36
Dzidy, muszę z siebie wyrzucić trochę żółci, bo im głębiej człowiek wchodzi w to, co się dzieje z cenami i przepisami w Europie i u nas, tym bardziej opadają ręce.

Czy tylko ja mam wrażenie, że system został tak zaprojektowany, żeby wycisnąć ze zwykłego człowieka ostatni grosz pod przykrywką „ekologii” i „bezpieczeństwa”?
Kilka przemyśleń do dyskusji, bo absurd goni absurd:

1. Nowe auta to ponury żart
Pamiętacie czasy, kiedy nowa Dacia Sandero albo podstawowy Golf kosztowały ludzkie pieniądze? Dziś idziesz do salonu i za byle pierdka segmentu B musisz dać blisko sto koła. Dlaczego?
Bo unijne urzędasy narzuciły obowiązek wpychania do każdego auta czarnych skrzynek, czujników zmęczenia, radarów i asystentów (norma GSR2), a do tego walą gigantyczne kary za emisję CO2. Efekt? Tanie auta wyginęły. Zostały drogie SUV-y albo hybrydy za 130–150 tysięcy, z których oszczędność paliwa zwraca się po 10 latach. Zwykły chłop ma do wyboru: wziąć ratę na pół pensji albo klepać 20-letniego gruza.

2. Dramat z zieloną energią i prądem
Chwalą się w telewizji, ile to megawatów z OZE naprodukowaliśmy, a rachunki i tak rosną. Masz fotowoltaikę? To w słoneczny dzień wyłącza ci falownik, bo sieci pamiętają jeszcze wczesnego Gierka i nikt ich nie zmodernizował (chyba że 200 metrów kabla na wsi, bo stary słup się spalił). Pieniądze z praw do emisji CO2 poszły w budżetową dziurę zamiast w kable pod ziemią. Efekt? Ty sprzedajesz prąd za grosze w net-billingu, a w nocy odkupujesz go z sieci za miliony monet z opłatą mocową i dystrybucyjną.

3. Paliwo – podatek w podatku
Podchodzisz do dystrybutora i płacisz za paliwo, w którym akcyza, opłata paliwowa i emisyjna stanowią połowę ceny, a na koniec od tego wszystkiego walą ci jeszcze podatek VAT. Płacisz podatek od podatku, a drogi i tak w wielu miejscach wyglądają jak po ostrzale.

4. Zjadanie klasy średniej
I to nie jest tylko nasz problem – spójrzcie na Francję czy Włochy. Prowincja wygląda tam tak samo jak u nas. Ludzie w małych miastach bez auta nie istnieją, bo zbiorkom nie jeździ. Ale urzędnicy z Brukseli czy Warszawy, siedząc w metrze, mówią: "Przesiądźcie się na elektryki za 200 tysięcy albo jeźdźcie rowerem". Klasa średnia, która kiedyś mogła kupić mieszkanie i spoko auto z salonu, dzisiaj jest dojona z każdej strony.

Jak wy na to patrzycie? Też macie wrażenie, że jedynym rozsądnym wyjściem zostaje dbanie o starą benzynę/diesla do oporu i ignorowanie tych wymysłów, czy ktoś z was widzi w tym jeszcze jakikolwiek sens?

Płacę w złocie i wypierdalam.
0.096964120864868