36
W weekend wracałem przez pół Polski starymi trasami i miałem wrażenie, że jadę przez jeden wielki festiwal pt. „TEREN ZABUDOWANY. GRATULUJEMY, WŁAŚNIE ZWOLNIŁEŚ DO 50”. Jedziesz 90, nagle jeb 50. Zanim człowiek zdąży wyhamować, już kolejna tabliczka: „TEREN ZABUDOWANY SIĘ SKOŃCZYŁ, WRACAJ DO 90”.

I oczywiście tam, gdzie jest górka, zakręt, krzaki albo cokolwiek, za czym można się elegancko schować -suszarka w łapie i polowanie. Nie tam, gdzie faktycznie coś się może wydarzyć. Nie przy szkole, przejściu, skrzyżowaniu czy miejscu, gdzie rzeczywiście ktoś może komuś wyleźć pod koła. Nie. Najlepiej kilometr za znakiem, gdzie "zabudowę" stanowią dwa domy, stodoła i kurwa może jakiś samotny gołąb.

Ludzi brak. Ruchu brak. Zagrożenia brak. Zabudowy praktycznie brak. No chyba że liczysz ryzyko, że krowa przegryzie pastucha, dostanie kryzysu egzystencjalnego, bo jej się nie chciało wydoić, i postanowi spontanicznie przejść przez drogę.

Ale chuj z bezpieczeństwem. Najważniejsze, żeby przyjebać mandat i podreperować ten smutny jak pizda budżet.

110 przy ograniczeniu do 90? Przecież to na takich drogach jest praktycznie tempo marszowe. Jedzie tak masa ludzi. Tylko większość ma szczęście i jedzie dalej.
Jeden ma pecha -traci prawko i dostaje mandat.

A jak jesteś znany to masz jeszcze większego pecha, to tracisz prawko, dostajesz mandat i dodatkowo musisz odpierdolić przed kamerami obowiązkowy rytuał samobiczowania: "Tak, jestem debilem, popełniłem błąd, poniosę konsekwencje, przepraszam wszystkich Polaków i ich rodziny, teraz rower, taxi i szofer".

I najlepsze jest to, że na tym wszyscy wychodzą na swoje. XD

Jestem wręcz przekonany, że on naprawdę uważa się za debila, ale dlatego, że dał się złapać. Ludzie biją mu brawo, bo "wziął to na klatę" i publicznie nazwał się debilem. Policja ma sukces. Media mają materiał. Budżet ma parę złotych więcej. Przeciwnicy Stanowskiego mają się do czego masturbować. Wszyscy szczęśliwi.

A za trzy miesiące?

Znowu będzie tak zapierdalał.

Bo przecież nic się realnie nie zmieniło. Nadal będzie jechał 110 na pustej drodze. Nadal będzie znak postawiony chuj wie po co. Nadal będzie radiowóz schowany za krzakiem. Tylko tym razem może nie będzie miał pecha, bo ktoś zamruga, bo Janosik uratuje albo Google Mapsy.

I w gruncie rzeczy, kiedy czytasz to teraz, w tej właśnie chwili tysiące ludzi zapierdala po niezabudowanych drogach około 110 km/h i nigdy się o nich nie dowiesz. Nie dlatego, że ich nie ma, tylko dlatego, że ich nie złapano.

Dowiadujemy się dopiero wtedy, kiedy trafi się ktoś znany.

Co więcej wśród nich jest kilku  jebanych hipokrytów oburzonych na Stanowskiego, że tak jechał jak sami właśnie jadą. 

I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej groteskowe. Cały system potrafi się uruchomić na pełnej kurwie, kiedy trzeba ukarać jednego gościa, który dał się złapać, podczas gdy dokładnie w tym samym momencie setki czy tysiące innych robią dokładnie to samo.

A te ograniczenia? Ja momentami mam wrażenie, że w tym kraju część znaków stawia się już tylko dlatego, że ktoś w budżecie miał pieniądze na znaki i trzeba było je, kurwa, wydać.

Bo skoro na odcinku między dwoma zadupiami masz najpierw 90, potem 50, potem 70, potem znowu 50, następnie 90, a po 400 metrach kolejny teren zabudowany, w którym są dwa domy i pies  to może problemem nie jest kierowca?

Wypierdalam. 
0.058329820632935