2
Polska szkolna strzelanina.
Wilno znajdowało się wówczas w granicach województwa wileńskiego II Rzeczypospolitej, na Kresach Wschodnich.
6 maja 1925 roku o godzinie 11:05 w Gimnazjum im. Lelewela odbywały się egzaminy maturalne. Abiturienci siedzieli pojedynczo w ławkach. 22-letni Stanisław Ławrynowicz podczas egzaminu rozmawiał z kolegą i nie reagował na upomnienia komisji egzaminacyjnej, która nakazywała mu przerwać rozmowę. Dyrektor szkoły Edward Biegański podszedł wówczas do ucznia i odebrał mu arkusz egzaminacyjny.
Ławrynowicz wyciągnął wtedy pistolet i oddał w kierunku dyrektora dwa strzały, raniąc go lekko w ramię. Na pomoc Biegańskiemu ruszyli inni uczniowie, którzy próbowali obezwładnić napastnika. W czasie szamotaniny Ławrynowicz upuścił broń, jednak zdołał oswobodzić jedną rękę, wyciągnąć z kieszeni granat ręczny i rzucić go przed siebie.
Eksplozja zabiła na miejscu samego Ławrynowicza oraz ucznia Tadeusza Domańskiego, który próbował go obezwładnić. Ciężko ranny Aleksander Zahorski, harcerz i jeden z abiturientów, zmarł później w wyniku odniesionych obrażeń. Dyrektor Biegański oraz uczniowie Bończa-Osmołowski, Studziński, Borysewicz, Toczyłowski, Symonowicz, Wojtkiewicz, Nawrocki i Gliński zostali ranni.
Tuż po eksplozji z ławki wstał 21-letni Janusz Obrąpalski, przyjaciel Ławrynowicza. Wyciągnął broń i zaczął strzelać w kierunku członków komisji egzaminacyjnej. Jedna z kul trafiła w brzuch nauczyciela fizyki Jana Jankowskiego. Obrąpalski wybiegł następnie na korytarz, gdzie próbował użyć granatu. Zapalnik jednak nie zadziałał. Wkrótce potem popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę.
Jan Jankowski zmarł osiem godzin później w szpitalu. W wyniku ataku rannych zostało również kilku uczniów, w tym Toczyłowski, Dubiński i Borysowski, którzy odnieśli ciężkie obrażenia.
Śledztwo w sprawie przeprowadził prokurator Hołownia. Przy zwłokach Ławrynowicza znaleziono dwa granaty, a podczas przeszukania jego mieszkania odkryto ich znacznie większą liczbę. W toku dochodzenia ustalono, że strzelanina nie była spontanicznym wybuchem przemocy, lecz została wcześniej przygotowana. W jednym z pomieszczeń szkolnych znaleziono ładunek wybuchowy o masie określanej w różnych źródłach na jeden lub dwa kilogramy, a także większą liczbę granatów szturmowych. Odkryto również list pożegnalny pozostawiony przez jednego z zamachowców.
Po ataku pojawiło się wiele niepotwierdzonych hipotez dotyczących jego przyczyn i organizacji. Wśród nich znalazły się przypuszczenia o możliwych kontaktach zamachowców z sowieckimi agentami działającymi w Polsce. Nie przedstawiono jednak dowodów, które pozwoliłyby potwierdzić te podejrzenia.
Pierwsze relacje prasowe znacznie różniły się między sobą w opisie wydarzeń. Część gazet informowała, że w ataku uczestniczyło dwóch zamachowców, podczas gdy inne podawały liczbę trzech sprawców. Pojawiały się również niepotwierdzone informacje o politycznym charakterze zamachu oraz rzekomych związkach napastników z młodzieżowymi organizacjami komunistycznymi.
Dezinformacja dotarła również do zagranicznej prasy. Austriacka gazeta „Neue Freie Presse” błędnie przedstawiła jedną z ofiar jako sprawcę ataku, a następnie powielała niesprawdzone doniesienia o rzekomej przynależności zamachowców do organizacji komunistycznych.
Wilno znajdowało się wówczas w granicach województwa wileńskiego II Rzeczypospolitej, na Kresach Wschodnich.
6 maja 1925 roku o godzinie 11:05 w Gimnazjum im. Lelewela odbywały się egzaminy maturalne. Abiturienci siedzieli pojedynczo w ławkach. 22-letni Stanisław Ławrynowicz podczas egzaminu rozmawiał z kolegą i nie reagował na upomnienia komisji egzaminacyjnej, która nakazywała mu przerwać rozmowę. Dyrektor szkoły Edward Biegański podszedł wówczas do ucznia i odebrał mu arkusz egzaminacyjny.
Ławrynowicz wyciągnął wtedy pistolet i oddał w kierunku dyrektora dwa strzały, raniąc go lekko w ramię. Na pomoc Biegańskiemu ruszyli inni uczniowie, którzy próbowali obezwładnić napastnika. W czasie szamotaniny Ławrynowicz upuścił broń, jednak zdołał oswobodzić jedną rękę, wyciągnąć z kieszeni granat ręczny i rzucić go przed siebie.
Eksplozja zabiła na miejscu samego Ławrynowicza oraz ucznia Tadeusza Domańskiego, który próbował go obezwładnić. Ciężko ranny Aleksander Zahorski, harcerz i jeden z abiturientów, zmarł później w wyniku odniesionych obrażeń. Dyrektor Biegański oraz uczniowie Bończa-Osmołowski, Studziński, Borysewicz, Toczyłowski, Symonowicz, Wojtkiewicz, Nawrocki i Gliński zostali ranni.
Tuż po eksplozji z ławki wstał 21-letni Janusz Obrąpalski, przyjaciel Ławrynowicza. Wyciągnął broń i zaczął strzelać w kierunku członków komisji egzaminacyjnej. Jedna z kul trafiła w brzuch nauczyciela fizyki Jana Jankowskiego. Obrąpalski wybiegł następnie na korytarz, gdzie próbował użyć granatu. Zapalnik jednak nie zadziałał. Wkrótce potem popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę.
Jan Jankowski zmarł osiem godzin później w szpitalu. W wyniku ataku rannych zostało również kilku uczniów, w tym Toczyłowski, Dubiński i Borysowski, którzy odnieśli ciężkie obrażenia.
Śledztwo w sprawie przeprowadził prokurator Hołownia. Przy zwłokach Ławrynowicza znaleziono dwa granaty, a podczas przeszukania jego mieszkania odkryto ich znacznie większą liczbę. W toku dochodzenia ustalono, że strzelanina nie była spontanicznym wybuchem przemocy, lecz została wcześniej przygotowana. W jednym z pomieszczeń szkolnych znaleziono ładunek wybuchowy o masie określanej w różnych źródłach na jeden lub dwa kilogramy, a także większą liczbę granatów szturmowych. Odkryto również list pożegnalny pozostawiony przez jednego z zamachowców.
Po ataku pojawiło się wiele niepotwierdzonych hipotez dotyczących jego przyczyn i organizacji. Wśród nich znalazły się przypuszczenia o możliwych kontaktach zamachowców z sowieckimi agentami działającymi w Polsce. Nie przedstawiono jednak dowodów, które pozwoliłyby potwierdzić te podejrzenia.
Pierwsze relacje prasowe znacznie różniły się między sobą w opisie wydarzeń. Część gazet informowała, że w ataku uczestniczyło dwóch zamachowców, podczas gdy inne podawały liczbę trzech sprawców. Pojawiały się również niepotwierdzone informacje o politycznym charakterze zamachu oraz rzekomych związkach napastników z młodzieżowymi organizacjami komunistycznymi.
Dezinformacja dotarła również do zagranicznej prasy. Austriacka gazeta „Neue Freie Presse” błędnie przedstawiła jedną z ofiar jako sprawcę ataku, a następnie powielała niesprawdzone doniesienia o rzekomej przynależności zamachowców do organizacji komunistycznych.