Zacząłem w poniedziałek od zrobienia zakwasu. Woda i mąka żytnia w proporcjach 1:1. Codziennie przemieszałem i dodałem łyżke dwie mąki i tyle samo wody.
Wczoraj koło 17 zmieszałem dokarmiony 6h wczesniej zakwas, wodę i mąkę pszenną w proporcjach 1:2:3 i odstawiłem na godzinę.
Po godzinie, 20 minut ugniatania na stole z całej epy i na 4h do wyrośnięcia.
Po 4h uformowałem chlebki i wcipcyłem do lodówki.
Rano koło 7 piekłem. Najpierw piekarnik i naczynie żaroodporne nagrałem do 250° wyjąłem, wcipcyłem bochenek, i pieczenie 40min z pokrywką i 10 bez. Grzanie góra dół, naczynie na siatce, półka jedna poniżej środka. Wyszło w pyte.
Wczoraj koło 17 zmieszałem dokarmiony 6h wczesniej zakwas, wodę i mąkę pszenną w proporcjach 1:2:3 i odstawiłem na godzinę.
Po godzinie, 20 minut ugniatania na stole z całej epy i na 4h do wyrośnięcia.
Po 4h uformowałem chlebki i wcipcyłem do lodówki.
Rano koło 7 piekłem. Najpierw piekarnik i naczynie żaroodporne nagrałem do 250° wyjąłem, wcipcyłem bochenek, i pieczenie 40min z pokrywką i 10 bez. Grzanie góra dół, naczynie na siatce, półka jedna poniżej środka. Wyszło w pyte.
Kurwa mać! Jakie to dobre jest!