Niemiecka policja zatrzymuje na autostradzie przeładowanego vana na rumuńskich tablicach. Otwierają pakę, a tam upchniętych trzydziestu chłopa, brudni, głodni, śmierdzący.
Młody, poprawny politycznie policjant pyta z przejęciem:
– Mój Boże, czy wy jesteście ofiarami handlu ludźmi? Ktoś was tu trzyma wbrew waszej woli?!
Z głębi paki odzywa się stary Rom:
– Panie władzo, jakie wbrew woli? Szef powiedział, że jak będziemy cicho, to dostaniemy po nowym paszporcie i zasiłku, a jak któryś piśnie, to nas odeśle z powrotem do roboty.
Policjant blednie, zamyka drzwi na rygiel i mówi do partnera:
– Hans, podpalaj budę. Nie będziemy psuć statystyk rynkowi pracy.
Młody, poprawny politycznie policjant pyta z przejęciem:
– Mój Boże, czy wy jesteście ofiarami handlu ludźmi? Ktoś was tu trzyma wbrew waszej woli?!
Z głębi paki odzywa się stary Rom:
– Panie władzo, jakie wbrew woli? Szef powiedział, że jak będziemy cicho, to dostaniemy po nowym paszporcie i zasiłku, a jak któryś piśnie, to nas odeśle z powrotem do roboty.
Policjant blednie, zamyka drzwi na rygiel i mówi do partnera:
– Hans, podpalaj budę. Nie będziemy psuć statystyk rynkowi pracy.