Sąsiad jak z horroru terroryzuje osiedle. Grozi, a teraz wzniecił pożar!
Od lat żyją w strachu. Notorycznie wysłuchują wyzwisk, gróźb i krzyków z ust jednego sąsiada. Mieszkańcy osiedla przy alei Piłsudskiego w Tychach, wielokrotnie prosili o pomoc. Choć policja interweniowała tam nie raz, problem zawsze wracał. Teraz wydarzyło się to, czego obawiali się najbardziej. Mężczyzna spełnił swoje groźby i wzniecił pożar. Celowo, we własnym mieszkaniu. O szczegółach Weronika Magdziarz.
Horror mieszkańców bloku przy alei Piłsudskiego w Tychach trwa już wiele miesięcy.
Zaczął krzyczeć, że on nas wszystkich podpali - tak powiedział. Wrzeszczał. Potem ja poczułam swąd palonego plastiku. Wyszłam i zobaczyłam kłęby dymu
– opisuje dramatyczne chwile Bogusława Górnicka, mieszkanka Tychów.
Pożar wybuchł w mieszkaniu mężczyzny, który wcześniej groził sąsiadom. Na szczęście strażacy szybko opanowali ogień.
Najpierw było zakłócanie spokoju, ciszy nocnej, trochę krzyków było. Później coraz gorzej, coraz gorzej, wyzwiska, groźby, spełnianie gróźb i to trwa kilka lat.
– mówi Bernard.
Mężczyzna zakłóca spokój sąsiadów co kilka dni. Wychodzi na balkon lub klatkę schodową i wykrzykuje cały wachlarz wyzwisk.
To jest coś takiego, otwiera drzwi, krzyki, larma, wyzwiska, zamknie, 5 minut i to samo
– mówią sąsiedzi.
Pod balkonem mężczyzny jest plac zabaw. Dzieci niejednokrotnie bawiły się w akompaniamencie wulgaryzmów. Krzyki niosą się po całym osiedlu.
-Któregoś dnia byłem to zrzucił worek z wodą nalany metr od dziecka. -Z którego piętra? Z ósmego! – mówi Jan Jaskólski, mieszkaniec Tychów.
-Naprawdę nie raz byłam świadkiem, jak dzieci bały się wejść do klatki wołały rodziców i dopiero rodzice zjeżdżali po te dzieci na dół – opisuje pani Katarzyna – Tyszanka.
Mieszkańcy zgłaszali problem wielokrotnie.
Już tam było się i w sądzie i na policji, bo jak jest interwencja, to spisują dane kto zadzwonił. A raz dzwoni jeden sąsiad, raz drugi, raz ja zadzwonię, raz córka jak była sama to zadzwoniła –
mówi sąsiad – pan Jacek.
Przeciwko uciążliwemu sąsiadowi toczyły się już postępowania, ale problem wciąż nie mijał. Kroki podejmowała też spółdzielnia.
Źródło TVP Katowice
Od lat żyją w strachu. Notorycznie wysłuchują wyzwisk, gróźb i krzyków z ust jednego sąsiada. Mieszkańcy osiedla przy alei Piłsudskiego w Tychach, wielokrotnie prosili o pomoc. Choć policja interweniowała tam nie raz, problem zawsze wracał. Teraz wydarzyło się to, czego obawiali się najbardziej. Mężczyzna spełnił swoje groźby i wzniecił pożar. Celowo, we własnym mieszkaniu. O szczegółach Weronika Magdziarz.
Horror mieszkańców bloku przy alei Piłsudskiego w Tychach trwa już wiele miesięcy.
Zaczął krzyczeć, że on nas wszystkich podpali - tak powiedział. Wrzeszczał. Potem ja poczułam swąd palonego plastiku. Wyszłam i zobaczyłam kłęby dymu
– opisuje dramatyczne chwile Bogusława Górnicka, mieszkanka Tychów.
Pożar wybuchł w mieszkaniu mężczyzny, który wcześniej groził sąsiadom. Na szczęście strażacy szybko opanowali ogień.
Najpierw było zakłócanie spokoju, ciszy nocnej, trochę krzyków było. Później coraz gorzej, coraz gorzej, wyzwiska, groźby, spełnianie gróźb i to trwa kilka lat.
– mówi Bernard.
Mężczyzna zakłóca spokój sąsiadów co kilka dni. Wychodzi na balkon lub klatkę schodową i wykrzykuje cały wachlarz wyzwisk.
To jest coś takiego, otwiera drzwi, krzyki, larma, wyzwiska, zamknie, 5 minut i to samo
– mówią sąsiedzi.
Pod balkonem mężczyzny jest plac zabaw. Dzieci niejednokrotnie bawiły się w akompaniamencie wulgaryzmów. Krzyki niosą się po całym osiedlu.
-Któregoś dnia byłem to zrzucił worek z wodą nalany metr od dziecka. -Z którego piętra? Z ósmego! – mówi Jan Jaskólski, mieszkaniec Tychów.
-Naprawdę nie raz byłam świadkiem, jak dzieci bały się wejść do klatki wołały rodziców i dopiero rodzice zjeżdżali po te dzieci na dół – opisuje pani Katarzyna – Tyszanka.
Mieszkańcy zgłaszali problem wielokrotnie.
Już tam było się i w sądzie i na policji, bo jak jest interwencja, to spisują dane kto zadzwonił. A raz dzwoni jeden sąsiad, raz drugi, raz ja zadzwonię, raz córka jak była sama to zadzwoniła –
mówi sąsiad – pan Jacek.
Przeciwko uciążliwemu sąsiadowi toczyły się już postępowania, ale problem wciąż nie mijał. Kroki podejmowała też spółdzielnia.
Źródło TVP Katowice
W wywiadzie funkcjonariusz instruuje że w razie zagrożenia należy informować służby.
To ja mam kilka pytań:
- w którym momencie mam dzwonić?
W trakcie ataku poprosić o czas na rozmowę z dyżurnym? Czy klęcząc nad rannym dzieckiem, bo dzieciom też grożono.
Tychy to nie odosobniony przypadek. Policja razem z sądem robią sobie jaja z obywateli, a społeczeństwu nie są potrzebni tacy ludzie.
Uprzedzając sympatię polityczne, ta sytuacja nie zależy od tego kto jest u władzy.
To ja mam kilka pytań:
- w którym momencie mam dzwonić?
W trakcie ataku poprosić o czas na rozmowę z dyżurnym? Czy klęcząc nad rannym dzieckiem, bo dzieciom też grożono.
Tychy to nie odosobniony przypadek. Policja razem z sądem robią sobie jaja z obywateli, a społeczeństwu nie są potrzebni tacy ludzie.
Uprzedzając sympatię polityczne, ta sytuacja nie zależy od tego kto jest u władzy.