Polityka
1 m
54
Dzidki, kurwa mać, ile jeszcze?
Podjeżdżam dzisiaj na stację, patrzę na pylon, a tam cena za litr zbliża się wielkimi krokami do dyszki. A to przecież dopiero przystawka, bo za rogiem czeka unijny ETS2 – czyli genialny pomysł dorzucenia kolejnego podatku do paliwa i ogrzewania domów. Dojazd starą fabią do kołchozu i odpalenie pieca w zimie zaraz będą kosztować tyle, co wakacje w Malediwach. Wygląda na to, że według Brukseli i naszych wiejskich mędrców z Wiejskiej, luksusem staje się niezdychanie z zimna i możliwość dojechania do roboty.
Pytanie jest proste: czy w tym kraju zostały jeszcze jakieś resztki instynktu samozachowawczego, czy dajemy się dymać bez mydła do samego końca?
Od strony prawnej sprawa jest banalna: Obywatelski wniosek o referendum ogólnokrajowe.
Potrzebujemy 500 000 podpisów.
Wpisujemy twarde pytania o wywalenie ETS2 do kosza, żądanie klauzul wyłączających dla Polski i odrzucenie polityk, które robią z nas żebraków Europy.
Wiem, zaraz ktoś napisze: "eee, przecież Sejm to może olać i wyrzucić do kosza". No może. Ale pół miliona podpisów wkurwionych ludzi rzucone na stół w Sejmie to nie jest ciche stękanie w komentarzach. To jest potężny bat polityczny i jasny sygnał, że ludziom zaczyna odcinać prąd. Żaden polityk nie lubi mieć pod drzwiami kilkuset tysięcy wściekłych obywateli, kiedy idą wybory.
Na JBZD, Wykopie, FB i Telegramach siedzą setki tysięcy ludzi. Wydrukowanie arkusza, zebranie podpisów w robotach, na uczelniach, wśród rodziny, sąsiadów czy na stacjach benzynowych to jest kwestia kilku tygodni, jak się chociaż raz zorganizujemy zamiast tylko wrzucać memy z Nosaczem.
Robimy z tym cokolwiek i próbujemy wywrócić ten stolik, czy czekamy grzecznie na litr po 15 zł i będziemy się nawzajem pocieszać w piwnicy?
Dajcie znać, co myślicie. A teraz wypierdalam.
Podjeżdżam dzisiaj na stację, patrzę na pylon, a tam cena za litr zbliża się wielkimi krokami do dyszki. A to przecież dopiero przystawka, bo za rogiem czeka unijny ETS2 – czyli genialny pomysł dorzucenia kolejnego podatku do paliwa i ogrzewania domów. Dojazd starą fabią do kołchozu i odpalenie pieca w zimie zaraz będą kosztować tyle, co wakacje w Malediwach. Wygląda na to, że według Brukseli i naszych wiejskich mędrców z Wiejskiej, luksusem staje się niezdychanie z zimna i możliwość dojechania do roboty.
Pytanie jest proste: czy w tym kraju zostały jeszcze jakieś resztki instynktu samozachowawczego, czy dajemy się dymać bez mydła do samego końca?
Od strony prawnej sprawa jest banalna: Obywatelski wniosek o referendum ogólnokrajowe.
Potrzebujemy 500 000 podpisów.
Wpisujemy twarde pytania o wywalenie ETS2 do kosza, żądanie klauzul wyłączających dla Polski i odrzucenie polityk, które robią z nas żebraków Europy.
Wiem, zaraz ktoś napisze: "eee, przecież Sejm to może olać i wyrzucić do kosza". No może. Ale pół miliona podpisów wkurwionych ludzi rzucone na stół w Sejmie to nie jest ciche stękanie w komentarzach. To jest potężny bat polityczny i jasny sygnał, że ludziom zaczyna odcinać prąd. Żaden polityk nie lubi mieć pod drzwiami kilkuset tysięcy wściekłych obywateli, kiedy idą wybory.
Na JBZD, Wykopie, FB i Telegramach siedzą setki tysięcy ludzi. Wydrukowanie arkusza, zebranie podpisów w robotach, na uczelniach, wśród rodziny, sąsiadów czy na stacjach benzynowych to jest kwestia kilku tygodni, jak się chociaż raz zorganizujemy zamiast tylko wrzucać memy z Nosaczem.
Robimy z tym cokolwiek i próbujemy wywrócić ten stolik, czy czekamy grzecznie na litr po 15 zł i będziemy się nawzajem pocieszać w piwnicy?
Dajcie znać, co myślicie. A teraz wypierdalam.