25
Gdyby ktoś nie wiedział, o co chodzi z tym słynnym tajnym raportem CIA, to już wyjaśniam:
Tusk powiedział, że otrzymał od szefa CIA konkretny, tajny raport dotyczący tego, co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach. No i człowiek myśli: CIA, tajny raport, najwyższy poziom bezpieczeństwa. Pewnie jakaś czarna teczka, czerwony napis TOP SECRET, dwóch agentów pod drzwiami i hasło Kurwa, jednak mamy przejebane...
Po czym okazuje się, że…
raportu nie ma.
Ale informacje były.
Tylko że ustne.
No dobra.
Tylko że Tusk nie dostał ich bezpośrednio od szefa CIA.
Dostał je od Siemoniaka.
Siemoniak natomiast dostał je podczas rozmowy z szefem CIA.
Czyli Tusk dostał raport od szefa CIA, ale przez Siemoniaka.
Bezpośrednio.
Ale pośrednio.
Raport był tajny, ale nie był dokumentem.
Dokumentu nie ma, ale raport był.
Raportu nie ma, ale informacje są.
Informacje są tajne, ale wszyscy już o nich mówią.
I teraz pojawia się kolejny polityk, który mówi, że żadnego tajnego raportu CIA na biurku Tuska nie było.
Na co strona rządowa odpowiada mniej więcej: spokojnie, raport był, tylko nie taki raport, jak państwo myślą.
I właśnie w tym momencie zwykły obywatel siedzi przed telewizorem i próbuje zrozumieć:
„To kurwa był ten raport czy go nie było?”
Odpowiedź brzmi:
Tak.
I nie.
Bo raport był jako informacja, ale nie jako dokument.
Od CIA, ale przez Siemoniaka.
Bezpośrednio, ale pośrednio.
Tajny, ale już publiczny.
Czyli w skrócie:
CIA powiedziało Siemoniakowi > Siemoniak powiedział Tuskowi > Tusk powiedział Polakom > Polacy dowiedzieli się, że raportu nie ma > ale informacje z raportu jednak są.
Jeszcze chwila i się okaże, że szef CIA niczego nie powiedział, Siemoniak niczego nie usłyszał, Tusk niczego nie dostał, ale wszyscy doskonale wiedzą, co było w raporcie, którego nie ma.
W duzym skrocie dla leniwych:
Raport CIA był, ale raportu nie było. Był przekazany, ale ustnie. Bezpośrednio od szefa CIA, tylko przez Siemoniaka. Tajny, ale wszyscy o nim wiedzą. Dokumentu nie ma, ale informacje są. Kurwa, nawet CIA nie ogarnia już, co CIA przekazało.
Wypierdalam ;)
Tusk powiedział, że otrzymał od szefa CIA konkretny, tajny raport dotyczący tego, co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach. No i człowiek myśli: CIA, tajny raport, najwyższy poziom bezpieczeństwa. Pewnie jakaś czarna teczka, czerwony napis TOP SECRET, dwóch agentów pod drzwiami i hasło Kurwa, jednak mamy przejebane...
Po czym okazuje się, że…
raportu nie ma.
Ale informacje były.
Tylko że ustne.
No dobra.
Tylko że Tusk nie dostał ich bezpośrednio od szefa CIA.
Dostał je od Siemoniaka.
Siemoniak natomiast dostał je podczas rozmowy z szefem CIA.
Czyli Tusk dostał raport od szefa CIA, ale przez Siemoniaka.
Bezpośrednio.
Ale pośrednio.
Raport był tajny, ale nie był dokumentem.
Dokumentu nie ma, ale raport był.
Raportu nie ma, ale informacje są.
Informacje są tajne, ale wszyscy już o nich mówią.
I teraz pojawia się kolejny polityk, który mówi, że żadnego tajnego raportu CIA na biurku Tuska nie było.
Na co strona rządowa odpowiada mniej więcej: spokojnie, raport był, tylko nie taki raport, jak państwo myślą.
I właśnie w tym momencie zwykły obywatel siedzi przed telewizorem i próbuje zrozumieć:
„To kurwa był ten raport czy go nie było?”
Odpowiedź brzmi:
Tak.
I nie.
Bo raport był jako informacja, ale nie jako dokument.
Od CIA, ale przez Siemoniaka.
Bezpośrednio, ale pośrednio.
Tajny, ale już publiczny.
Czyli w skrócie:
CIA powiedziało Siemoniakowi > Siemoniak powiedział Tuskowi > Tusk powiedział Polakom > Polacy dowiedzieli się, że raportu nie ma > ale informacje z raportu jednak są.
Jeszcze chwila i się okaże, że szef CIA niczego nie powiedział, Siemoniak niczego nie usłyszał, Tusk niczego nie dostał, ale wszyscy doskonale wiedzą, co było w raporcie, którego nie ma.
W duzym skrocie dla leniwych:
Raport CIA był, ale raportu nie było. Był przekazany, ale ustnie. Bezpośrednio od szefa CIA, tylko przez Siemoniaka. Tajny, ale wszyscy o nim wiedzą. Dokumentu nie ma, ale informacje są. Kurwa, nawet CIA nie ogarnia już, co CIA przekazało.
Wypierdalam ;)