Dyskusje ogólne
3 t
42
Kiedyś dzieci dostawały wpierdol i nikt nie robił challenge’u. Dziś winny jest TikTok.
Krwawy piątek challenge. Wyroki już zapadły. Winne są gry komputerowe, TikTok, internet, brak rozmów z dziećmi i oczywiście „bezstresowe wychowanie”. Jak zwykle najłatwiej zrzucić winę na współczesny świat i młodsze pokolenie. Tylko że mam wrażenie, że wielu ludzi pamięta swoje dzieciństwo przez różowe okulary.
Jako rodzic patrzę na to trochę inaczej.
Mam wrażenie (są też na ten temat badania), że dzisiaj rodzice znacznie bardziej angażują się w życie swoich dzieci niż kiedyś. Rozmawiamy z nimi o emocjach, problemach, relacjach, szkole. Interesujemy się tym, co przeżywają i z czym sobie nie radzą. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze, ale kiedyś nie było pod tym względem lepiej.
Przypomnijmy sobie lata 90. (moje dzieciństwo)
W domu można było dostać wpierdol i nikt nie nazywał tego przemocą. Z dziećmi często nie rozmawiało się poważnie. Miały słuchać, wykonywać polecenia i nie dyskutować. Po szkole chodziły samopas, a rodzice nierzadko nie mieli pojęcia, gdzie są i co robią.
A podwórko? Wystarczyło przejść przez niewłaściwą ulicę, trafić na nieodpowiednią grupę albo po prostu mieć pecha, żeby ktoś cię zaczepił. I często nie kończyło się na głupich komentarzach, tylko na zwyczajnym wpierdolu. Czasami takim, który pamiętało się naprawdę długo.
Nie było TikToka, smartfonów ani gier online. Były obowiązki, trzepak, boisko i całe dnie poza domem. Tylko czy to oznacza, że byliśmy lepiej wychowani i bezpieczniejsi? Niekoniecznie.
Wtedy wiele rzeczy uchodziło za normalne, bo „takie były czasy”. Przemoc między dzieciakami? Trzeba było sobie radzić. Pas od ojca? Dla niektórych norma. Problemy emocjonalne? Nie wymyślaj. Nikt nie pytał, jak się czujesz, tylko czy odrobiłeś lekcje i czy wszystko jest zrobione.
I właśnie dlatego drażni mnie, kiedy słyszę, że dzisiejsze problemy z młodzieżą to przede wszystkim efekt „bezstresowego wychowania”.
Bo mam wrażenie, że wiele osób kompletnie nie rozumie tego pojęcia.
Wychowanie bez przemocy nie oznacza wychowania bez zasad. Rozmowa nie oznacza pobłażania. Szacunek do dziecka nie oznacza, że dziecko może robić, co chce.
Można stawiać granice, wymagać, egzekwować obowiązki i uczyć odpowiedzialności bez krzyku, zastraszania i bicia. Można być rodzicem, który słucha dziecka, ale jednocześnie potrafi powiedzieć „nie”. To nie jest żadna rewolucja ani rozpieszczanie. To po prostu inne podejście do wychowania.
Czy dzisiejszy świat ma swoje problemy? Oczywiście. Internet, media społecznościowe i gry mogą negatywnie wpływać na dzieci. Nie zamierzam udawać, że tak nie jest. Ale robienie z nich jedynego winnego to zwyczajnie szukanie łatwej odpowiedzi na trudne pytanie.
Nie twierdzę, że kiedyś wszystko było złe, a dziś wszystko jest dobre. Sam pamiętam, że było mnóstwo fajnych rzeczy: wolność, przygody, znajomi i całe dnie spędzane na dworze. Tyle że pamiętam też strach, przemoc i sytuacje, które wtedy uznawano za normalne, a które dzisiaj słusznie budzą sprzeciw.
Dlatego zanim zaczniemy pouczać dzisiejszych rodziców i obwiniać ich za całe zło tego świata, może warto spojrzeć na własne dzieciństwo bez nostalgicznych filtrów.
To, że kiedyś dzieci dostawały wpierdol, nie oznacza, że były lepiej wychowane. To, że rodzice nie rozmawiali z nimi o problemach, nie oznacza, że tych problemów nie było. A to, że nie było TikToka, nie oznacza, że nie było przemocy.
Krwawy piątek challenge. Wyroki już zapadły. Winne są gry komputerowe, TikTok, internet, brak rozmów z dziećmi i oczywiście „bezstresowe wychowanie”. Jak zwykle najłatwiej zrzucić winę na współczesny świat i młodsze pokolenie. Tylko że mam wrażenie, że wielu ludzi pamięta swoje dzieciństwo przez różowe okulary.
Jako rodzic patrzę na to trochę inaczej.
Mam wrażenie (są też na ten temat badania), że dzisiaj rodzice znacznie bardziej angażują się w życie swoich dzieci niż kiedyś. Rozmawiamy z nimi o emocjach, problemach, relacjach, szkole. Interesujemy się tym, co przeżywają i z czym sobie nie radzą. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze, ale kiedyś nie było pod tym względem lepiej.
Przypomnijmy sobie lata 90. (moje dzieciństwo)
W domu można było dostać wpierdol i nikt nie nazywał tego przemocą. Z dziećmi często nie rozmawiało się poważnie. Miały słuchać, wykonywać polecenia i nie dyskutować. Po szkole chodziły samopas, a rodzice nierzadko nie mieli pojęcia, gdzie są i co robią.
A podwórko? Wystarczyło przejść przez niewłaściwą ulicę, trafić na nieodpowiednią grupę albo po prostu mieć pecha, żeby ktoś cię zaczepił. I często nie kończyło się na głupich komentarzach, tylko na zwyczajnym wpierdolu. Czasami takim, który pamiętało się naprawdę długo.
Nie było TikToka, smartfonów ani gier online. Były obowiązki, trzepak, boisko i całe dnie poza domem. Tylko czy to oznacza, że byliśmy lepiej wychowani i bezpieczniejsi? Niekoniecznie.
Wtedy wiele rzeczy uchodziło za normalne, bo „takie były czasy”. Przemoc między dzieciakami? Trzeba było sobie radzić. Pas od ojca? Dla niektórych norma. Problemy emocjonalne? Nie wymyślaj. Nikt nie pytał, jak się czujesz, tylko czy odrobiłeś lekcje i czy wszystko jest zrobione.
I właśnie dlatego drażni mnie, kiedy słyszę, że dzisiejsze problemy z młodzieżą to przede wszystkim efekt „bezstresowego wychowania”.
Bo mam wrażenie, że wiele osób kompletnie nie rozumie tego pojęcia.
Wychowanie bez przemocy nie oznacza wychowania bez zasad. Rozmowa nie oznacza pobłażania. Szacunek do dziecka nie oznacza, że dziecko może robić, co chce.
Można stawiać granice, wymagać, egzekwować obowiązki i uczyć odpowiedzialności bez krzyku, zastraszania i bicia. Można być rodzicem, który słucha dziecka, ale jednocześnie potrafi powiedzieć „nie”. To nie jest żadna rewolucja ani rozpieszczanie. To po prostu inne podejście do wychowania.
Czy dzisiejszy świat ma swoje problemy? Oczywiście. Internet, media społecznościowe i gry mogą negatywnie wpływać na dzieci. Nie zamierzam udawać, że tak nie jest. Ale robienie z nich jedynego winnego to zwyczajnie szukanie łatwej odpowiedzi na trudne pytanie.
Nie twierdzę, że kiedyś wszystko było złe, a dziś wszystko jest dobre. Sam pamiętam, że było mnóstwo fajnych rzeczy: wolność, przygody, znajomi i całe dnie spędzane na dworze. Tyle że pamiętam też strach, przemoc i sytuacje, które wtedy uznawano za normalne, a które dzisiaj słusznie budzą sprzeciw.
Dlatego zanim zaczniemy pouczać dzisiejszych rodziców i obwiniać ich za całe zło tego świata, może warto spojrzeć na własne dzieciństwo bez nostalgicznych filtrów.
To, że kiedyś dzieci dostawały wpierdol, nie oznacza, że były lepiej wychowane. To, że rodzice nie rozmawiali z nimi o problemach, nie oznacza, że tych problemów nie było. A to, że nie było TikToka, nie oznacza, że nie było przemocy.