Dyskusje ogólne
3 t
17
Byłem przekonany, że gry mają z tym wszystkim chuja wspólnego. GTA, Carmageddon, Postal no kurwa grało się w rzeczy, przy których dzisiejsze afery o szkodliwość gier brzmią jak kabaret. Tyle że człowiek wiedział, że to gra, a nie instrukcja obsługi świata. Ale może problem nie leży w samych grach, tylko w tym, co dzieje się wokół nich.
Z badań wynika, że dzieci spędzają średnio 4,5 godziny dziennie z telefonem w ręku. Pół godziny w szkole, cztery godziny w domu. I to w obecności rodziców.
Wystarczy czasem postać chwilę w sklepie i posłuchać. Byłem świadkiem jak rodzic kupuje dziecku pierogi-gniotki i rzuca: "Nie otwieraj teraz, zrobisz TikToka z otwierania". I cyk, kolejny kawałek dzieciństwa zamieniony w content. Nawet zabawka nie może już po prostu cieszyć. Musi jeszcze dobrze wyglądać na filmiku. A przy okazji dziecko zamknie sie w pokoju i nie bedzie zabierac wieczorka na kolejny odcinek hotelu paradise.
Rodzice w telefonach, dziecko na tablecie, każdy zajęty swoim ekranem. Spokój, cisza, święty wieczór. Tylko że ta cisza ma swoją cenę.
Bo kiedy brakuje rozmowy, wspólnego czasu i zwykłej obecności, w głowie dziecka i tak ktoś układa obraz świata. Rolki, YouTuberzy, challenge, influencerzy i algorytmy, które nie mają ani krzty rodzicielskiej odpowiedzialności. One nie wychowują dziecka dla jego dobra. One walczą o to, żeby nie odłożyło telefonu.
I nie, nie chodzi o to, żeby teraz spalić konsole na stosie i wrócić do lepienia garnków z gliny. Technologia sama w sobie nie jest diabłem wcielonym. Problem zaczyna się wtedy, gdy ekran staje się najtańszym sposobem na zajęcie dziecka, a później dziwimy się, że coraz trudniej zająć je czymkolwiek innym.
Może więc, zanim kolejny raz obwinimy grę, TikToka czy Roblox, warto zadać sobie mniej wygodne pytanie: kto właściwie wychowuje dzisiaj nasze dzieci my czy algorytmy?
Bo algorytmy mają nad nami jedną zasadniczą przewagę. Są z dzieckiem zawsze wtedy, kiedy nas nie ma. Nawet jeśli fizycznie siedzimy obok.
Wypierdalam.
Z badań wynika, że dzieci spędzają średnio 4,5 godziny dziennie z telefonem w ręku. Pół godziny w szkole, cztery godziny w domu. I to w obecności rodziców.
Wystarczy czasem postać chwilę w sklepie i posłuchać. Byłem świadkiem jak rodzic kupuje dziecku pierogi-gniotki i rzuca: "Nie otwieraj teraz, zrobisz TikToka z otwierania". I cyk, kolejny kawałek dzieciństwa zamieniony w content. Nawet zabawka nie może już po prostu cieszyć. Musi jeszcze dobrze wyglądać na filmiku. A przy okazji dziecko zamknie sie w pokoju i nie bedzie zabierac wieczorka na kolejny odcinek hotelu paradise.
Rodzice w telefonach, dziecko na tablecie, każdy zajęty swoim ekranem. Spokój, cisza, święty wieczór. Tylko że ta cisza ma swoją cenę.
Bo kiedy brakuje rozmowy, wspólnego czasu i zwykłej obecności, w głowie dziecka i tak ktoś układa obraz świata. Rolki, YouTuberzy, challenge, influencerzy i algorytmy, które nie mają ani krzty rodzicielskiej odpowiedzialności. One nie wychowują dziecka dla jego dobra. One walczą o to, żeby nie odłożyło telefonu.
I nie, nie chodzi o to, żeby teraz spalić konsole na stosie i wrócić do lepienia garnków z gliny. Technologia sama w sobie nie jest diabłem wcielonym. Problem zaczyna się wtedy, gdy ekran staje się najtańszym sposobem na zajęcie dziecka, a później dziwimy się, że coraz trudniej zająć je czymkolwiek innym.
Może więc, zanim kolejny raz obwinimy grę, TikToka czy Roblox, warto zadać sobie mniej wygodne pytanie: kto właściwie wychowuje dzisiaj nasze dzieci my czy algorytmy?
Bo algorytmy mają nad nami jedną zasadniczą przewagę. Są z dzieckiem zawsze wtedy, kiedy nas nie ma. Nawet jeśli fizycznie siedzimy obok.
Wypierdalam.