7
Kilka miesięcy temu spotkałem się z kumplem na piwie. Po jakichś dobrych pięciu kuflach naszła nas ciekawa refleksja. Mianowicie w naszym pięknym Lublinie jest ciekawy lokal o wdzięcznej nazwie Silence i obaj zgodnie stwierdziliśmy, że ktokolwiek nazwał tak jebany klub nocny był skończonym debilem. Kurwa, nikt nie idzie do klubu po to, żeby siedzieć w zupełnej ciszy. Chyba, że...
- Ty, mam pomysł. – stwierdziłem nagle. – Klub dla niemych.
- Co do chuja? – spytał mój połowicznie martwy przyjaciel.
- Załóżmy klub dla niemych. – wyjaśniłem. – Wyłącznie dla ludzi pozbawionych słuchu. Nie będzie żadnej muzyki, żadnego dubstepu czy innego techno, wszyscy będą siedzieć w totalnej ciszy. Przy bramce trzeba będzie okazać dokument potwierdzający niepełnosprawność, a każdy zdrowy, który będzie chciał wejść zostanie natychmiast wyjebany.
- Trochę niszowe.
- Owszem. Trochę jak kluby dla gejów w Stanach.
W tym momencie skończyliśmy szóste piwo.
- Ty kurwa. – stwierdził nagle Adam. – A taki klub dla niemych gejów?
Spojrzałem na niego z uznaniem.
- O chuj. Nie wpadłem na to.
- Ile klubów dla niemych gejów znasz?
- Żadnego. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Będziemy pierwsi. Niemi geje będą przyjeżdżali do nas z całego świata.
Błyskawicznie zamówiliśmy kolejne piwa. Trzeba było to opić.
- Ty, a jak nazwiemy ten klub? – spytał nagle.
- Chyba mam już pomysł... – uśmiechnąłem się sięgając po kufel.

Zaczęliśmy od wystroju wnętrza. Uderzyliśmy w agresywne, jaskraworóżowe odcienie i odrobinę głębokiej czerni na niektórych ścianach. Pod każdą z nich jebnęliśmy długie, brązowe kanapy, które po namyśle przemalowaliśmy na różowo, żeby lepiej komponowały się z resztą lokalu. Potem przyszła kolej na małe, pedalskie stoliki, na których ustawiliśmy różowe, gejowskie lampki.
- Ty. – rzuciłem do Adama w pewnym momencie. – Bo póki co to wychodzi nam zwykły klub dla gejów.
- Spokojnie, już ogarniam. – chwycił za dłuto i zaczął napierdalać w ścianę jak pojebany.
- Co ty odkurwiasz?
- Wykuję Brajlem nazwę naszego klubu, żeby mogli nas polecać swoim niemym, gejowskim kolegom.
Nie ukrywam, załamałem się na chwilę.
- Zjebie, oni są głusi, a nie niewidomi.
Buforował dłuższą chwilę.
- Czekaj, ale skoro są głusi to jak mają słyszeć wyrazy? Muszę im to jakoś zapisać.
Dobre dwa dni nam zeszło zanim zaszpachlowaliśmy dziurę którą zrobił.
Wreszcie przyszła ta chwila. Klub Silent&Gay; został oficjalnie otwarty. Z początku spotkaliśmy się z dość chłodnym przyjęciem, ale wystarczyły dwa tygodnie, żeby pojawił się pierwszy klient. Od razu na wejściu pokazał wszystkie papiery i został wpuszczony do naszego różowego królestwa ciszy i rozpusty.
- Ej, a skąd wiemy, że on naprawdę jest gejem? Może jest tylko niemy? – spytał Adam przyglądając się jak pierwszy klient zamawia szklaneczkę Tullamore’a przy barze.
- O kurwa, racja. Może on nas w chuja robi. – przeraziłem się. – Tylko jak to sprawdzić?
Nie odpowiedział. Podszedł powoli do siedzącego za barem kolesia i błyskawicznym ruchem ręki ściągnął mu spodnie do kostek, po czym wsadził swojego ding donga w jego lśniący, wygolony odbyt. Ten, nie wiedzieć czemu zerwał się jakby coś go sparzyło i poleciał w stronę wyjścia wykrzykując coś do nas językiem migowym.
- Widzisz, mówiłem. Totalny oszust, zupełnie nie był gejem. – podszedł do mnie Adam zapinając rozporek. – Teraz będziemy musieli tak sprawdzać każdego.
Nie wiedzieć czemu po tym incydencie przez cały miesiąc nie przyszedł do nas nikt. Ale na szczęście trafiła nam się w końcu genialna szansa na łatwą promocję naszego klubu. Do Silent&Gay; przyjechała wycieczka niemych gejów z Niemiec, która rzekomo usłyszała (hehe) o naszym klubie i zdecydowała się pokonać taki kawał drogi, tylko po to, żeby pobalować jak na głuchych homosiów przystało.
- Ty, mam pomysł. – stwierdziłem patrząc jak jakaś dwójka zaczyna tańczyć w ciszy na środku lokalu.
Parę minut później z głośników, które nie wiem po chuj zamontowaliśmy rozległy się pierwsze nuty hymnu Trzeciej Rzeszy. Myślałem, że zesram się ze śmiechu patrząc jak coraz więcej Niemiaszków wstaje z kanap i rusza do tańca.
- HITLER WIEDZIAŁ O HOLOKAUŚCIE! – wydarł się nagle Adam, a ja już prawie płakałem widząc jak paru gości widząc, że coś krzyczy podniosło radośnie ręce do góry. To była dobra noc.
Od tamtego czasu naszej klienteli zaczęło przybywać. Ludzie z całego świata zaczęli przyjeżdżać do Lublina i balować w naszym „niszowym klubie”. Kto by pomyślał, że tylu ich jest. Zaczęliśmy nawet puszczać piosenki alfabetem Morse’a przez reflektory i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Na bramce postawiliśmy dwóch kolesi, jeden zbierał dokumenty potwierdzające niepełnosprawność, a drugi wsadzał w dupę każdemu stojącemu w kolejce. Jeśli któremuś się nie podobało, natychmiast wylatywał, tak jak wstępnie postanowiliśmy. Trafiło nam się paru takich, którzy udawali niemych, a i gejami pewnie nie byli. Przykuliśmy ich do ściany frontowej i zmieniliśmy procedurę, teraz zamiast brać w dupę, na wejście trzeba było wyruchać w nią każdego z nich. Interes się kręcił.
Po pewnym czasie do naszego klubu wjebała się policja, bo oczywiście żadnego sanepidu ani pozwolenia na działalność nie mieliśmy. Na szczęście jak zobaczyli naszych klientów to szybko wybiegli, przepraszając po drodze i tłumacząc, że wcale nie chcieli się naprzykrzać niepełnosprawnym. Całkiem niezła zasłona dymna. W ten sam sposób broniliśmy się od fanatyków PiSu, z których słynie Lublin. Kiedy pod nasz lokal przychodzili protestujący, żądając wyjebania wybryków natury z ich pięknego, dwupłciowego miasta, podświetlaliśmy napis „SILENT” w logo nad drzwiami wejściowymi na czerwono i przez megafon odpowiadaliśmy, że szkalowanie niepełnosprawnych to większe skurwysyństwo niż kiełbasa w wielki piątek. Zawsze działało.
W pewnym momencie nasz klub zaczął być główną atrakcją całego miasta. Oczywiście poza Biedronką, o której autobusy linii BIE-1 nie dawały nigdy zapomnieć. Pewnej nocy, kiedy mieliśmy pełny lokal, przed wejściem rozległ się jakiś hałas. Brzmiało to jakby ktoś dostawał po mordzie, ale był zbyt niemy, żeby krzyczeć.
- BIJĄ NAM KLIENTÓW! – wydarłem się i ruszyłem na zewnątrz.
Czekała tam na mnie niespodzianka. Przed wejściem ustawiła się cała armia niemych, heteroseksualnych gejów z klubu Silence. Połowa kolejki do Silent&Gay; leżała na ziemi, skręcając się z bólu.
- Byliśmy kurwa pierwsi. – powiedział właściciel Silence poprawiając krawat. – Ty i twoi homoseksualni geje macie stąd spierdalać. od paru miesięcy zabieracie nam gości. Pierwsi wpadliśmy na klub dla niemych.
- A co z gejami? Gejów zabraliście od nas. – odgryzłem się.
- Tylko tych heteroseksualnych. Zresztą to bez znaczenia. MOJA ARMIO RUSZAAAAJ!!! – wydarła się nagle ta menda.
Dopiero po chwili uświadomił sobie, że jest debilem.
- Ach, no tak, wziąłem ze sobą tabliczki z komendami dla nich.
Podniósł jedną z nich do góry i pokazał tłumowi. Stali tak chwilę w ciszy po czym ruszyli nagle do ataku z bezgłośnym okrzykiem bitewnym na ustach.
- Co? Dlaczego? Aaaaaaa! – wydarł się nieudolny dowódca, próbując zrzucić z siebie chmarę agresywnych i niemych napastników. Nie miałem pojęcia, że w ludzkim odbycie zmieści się sześć kutasów jednocześnie. Podszedłem do tabliczki z komendą, którą im wydał. „ZGWAŁĆCIE MNIE BRUTALNIE WE WSZYSTKIE DZIURY, A POTEM SPALCIE MÓJ KLUB I IDŹCIE DO SILENT&GAY;”. Podszedł do mnie Adam.
- Miałeś dobry pomysł z tą podmianą tabliczek. – stwierdził z niesmakiem patrząc na to co dzieje się z byłym dyrektorem konkurencyjnego klubu. – Chociaż żałuję, że nie wziął tej drugiej.
- Tej z „POBIJMY REKORD GUINESSA W NAJWIĘKSZYM BUKKAKE NA ŚWIECIE”?
- Ta. Chociaż widzę, że oni nie potrzebują nawet takiej komendy. Radzą sobie sami.
- Taa. Chcesz się najebać? – spytałem przenosząc poległych spod wejścia.
- Jasne. W sumie zapuszczę jeszcze tylko jakąś fajną nutę.
Spojrzałem z uśmiechem na bawiących się w ciszy niemych, homoseksualnych gejów. Wszyscy tańczyli, ściskali się i flirtowali w języku migowym. Wszystkie narodowości, wszystkie religie, wszystkie kultury. Razem. W Silent&Gay;. Odwróciłem się jeszcze do Adama i rzuciłem przezornie:
- Tylko nie puść znowu techno, kto wie ilu wśród nich epileptyków.
Noc dopiero się zaczynała.
0.24979901313782