Większość z nas kojarzy królów z wygodnymi fotelami i pałacowym przepychem. Albert I, król Belgów panujący na początku XX wieku, był jednak wycięty z zupełnie innej bajki. To nie był zwykły władca – to był prawdziwy poszukiwacz przygód
Zanim wstąpił na tron, przemierzał świat nie jako dyplomata, ale jako ciekwawy świata odkrywca. W podróż po Ameryce Północnej wyruszył... incognito! Pracował tam m.in. w kopalniach i na budowach kolei, poznając życie zwykłych ludzi.
Pływał też do Afryki, by na własne oczy zobaczyć sytuację w Kongu i przeciwstawić się tamtejszym wyzyskom.
Jednak jego największą pasją były góry.
Albert I był wybitnym alpinistą, wytyczającym nowe szlaki m.in. w Alpach i Dolomitach. Gdy wybuchła I wojna światowa, wykazując się nieprawdopodobną odwagą, zamiast uciekać za granicę, osobiscie dowodził wojskami na pierwszej linii frontu – zdobywając miano „Króla-Żołnierza”.
Niestety, to właśnie miłość do ryzyka i gór przypieczętowała jego los. W 1934 roku, w wieku 58 lat, zginął tragicznie podczas samotnej wspinaczki na skałach Marche-les-Dames.
Zanim wstąpił na tron, przemierzał świat nie jako dyplomata, ale jako ciekwawy świata odkrywca. W podróż po Ameryce Północnej wyruszył... incognito! Pracował tam m.in. w kopalniach i na budowach kolei, poznając życie zwykłych ludzi.
Pływał też do Afryki, by na własne oczy zobaczyć sytuację w Kongu i przeciwstawić się tamtejszym wyzyskom.
Jednak jego największą pasją były góry.
Albert I był wybitnym alpinistą, wytyczającym nowe szlaki m.in. w Alpach i Dolomitach. Gdy wybuchła I wojna światowa, wykazując się nieprawdopodobną odwagą, zamiast uciekać za granicę, osobiscie dowodził wojskami na pierwszej linii frontu – zdobywając miano „Króla-Żołnierza”.
Niestety, to właśnie miłość do ryzyka i gór przypieczętowała jego los. W 1934 roku, w wieku 58 lat, zginął tragicznie podczas samotnej wspinaczki na skałach Marche-les-Dames.