11
Po Marszu Niepodległości lewica odpala coroczny rytuał zespolony z bólem dupy. Media społecznościowe zalane lamentem: faszyzm, nacjonalizm, zagrożenie demokracji, niebezpieczni ludzie z racami, brunatna fala, agresja, ksenofobia i pewnie jeszcze trzy jeźdźcy apokalipsy, bo ktoś przeszedł ulicą z biało-czerwoną flagą.

Ale kiedy biedni, niezrozumiani migranci robią rozpierdol w Marsylii, Paryżu czy Lyonie, demolują ulice, podpalają samochody i wdają się w starcia z policją, nagle zapada dziwna cisza. Gdzie są te wszystkie alarmistyczne wpisy? Gdzie dramatyczne grafiki, eksperckie analizy o zagrożeniu dla demokracji i wielkie oburzenie nad stanem społeczeństwa?

A, no tak. Tutaj trzeba uruchomić kontekst społeczny, wykluczenie, trudną sytuację i koniecznie przypomnieć, że nie wolno generalizować. Najlepiej jeszcze wyjaśnić, że to wina prawicy, bo przecież nikt nie demoluje miasta bez odpowiednio skomplikowanego tła socjologicznego.

Największym zagrożeniem jest Polak z flagą, którego można sfotografować na tle dymu z racy i podpisać:
Faszyzm wraca!

Ha tfu. 
0.089770078659058