Dyskusje ogólne
1 t
23
A oto lista wszystkich Europejskich stolic, w których słońce dzisiaj (według czasu lokalnego) zajdzie wcześniej niż w Warszawie
1.Moskwa
2.Sztokholm
I to jest koniec, chyba że ktos się uprze i doliczy Kazachstan...
W dyskusji o zmianie czasu często pojawia się argument, że czas zimowy jest lepszy, bo rano jest jaśniej. Tylko ile tak naprawdę na tym zyskujemy, a ile tracimy wieczorem?
Zróbmy proste porównanie dla czterech osób mieszkających w Warszawie i pracujących od poniedziałku do piątku.
A: wstaje o 5:00, pracuje 6:00–14:00, idzie spać o 21:00.
B: wstaje o 6:00, pracuje 7:00–15:00, idzie spać o 22:00.
C: wstaje o 7:00, pracuje 8:00–16:00, idzie spać o 23:00.
D: wstaje o 8:00, pracuje 9:00–17:00, idzie spać o północy.
Zakładamy, że w weekendy wszyscy wstają ok. 7:40 i kładą się spać po 21:00.
Dla uproszczenia liczymy tylko czas między wschodem a zachodem słońca, kiedy nie pracujemy i nie śpimy.
Ile zatem zyskujemy na stałym czasie zimowym?
Zaletą czasu zimowego jest wcześniejszy wschód słońca. Korzystamy z niego przede wszystkim rano, przed pracą.
Policzmy więc, ile dodatkowych godzin światła w ciągu roku daje każdej osobie czas zimowy w porównaniu z letnim.
W dni robocze wychodzi:
A: 45 godzin
B: 43,5 godziny
C: 54 godziny
D: 30 godzin
W weekendy korzyść jest mniejsza, bo wstajemy później. Ale całkiem nie znika, ponieważ zimą nawet o 7:40 słońce nie zawsze już wzeszło.
Przyjmując zachowawczo pobudkę już o 7:40, wychodzi dodatkowo około 20,5 godziny rocznie dla każdej osoby.
Czyli łączny zysk na czasie zimowym wynosi:
A: 65,5 godziny
B: 64 godziny
C: 74,5 godziny
D: 50,5 godziny
2. Ile zyskujemy na stałym czasie letnim?
Tutaj sytuacja jest odwrotna. Czas letni daje późniejszy zachód słońca, a więc więcej światła po pracy.
I co ważne, korzystamy z tego nie tylko w dni robocze, ale również w weekendy.
Policzmy dodatkowe godziny światła po pracy i w weekendowe popołudnia w porównaniu z czasem zimowym.
A: około 365 godzin
B: około 365 godzin
C: około 343,5 godziny
D: około 288 godzin
Oczywiście nie zawsze jest to pełna godzina. W niektóre dni zyskujemy tylko część godziny, a w innych nie zyskujemy nic. Wszystkie te minuty zostały zsumowane w skali roku.
3. A teraz po prostu odejmijmy jedno od drugiego.
Osoba A:
365 − 65,5 = 299,5 godziny na korzyść czasu letniego
Osoba B:
365 − 64 = 301 godzin na korzyść czasu letniego
Osoba C:
343,5 − 74,5 = 269 godzin na korzyść czasu letniego
Osoba D:
288 − 50,5 = 237,5 godziny na korzyść czasu letniego
I teraz najlepsze: są to wyniki zachowawcze. W weekendy przyjęliśmy pobudkę już o 7:40. Jeśli ktoś faktycznie wstaje późnie, przewaga czasu letniego może być jeszcze większa.
Wychodzi więc, że przy tych czterech rozkładach dnia stały czas letni daje od około 238 do 301 godzin więcej światła w czasie wolnym rocznie. To równowartość od 10 do ponad 12 pełnych dób światła.
I właśnie dlatego nie przekonuje mnie argument, że czas zimowy jest lepszy, bo rano jest jaśniej.
Owszem, jest jaśniej przez kilkadziesiąt dni w roku. Tylko z tego wcześniejszego światła korzystamy przez stosunkowo krótki czas przed pracą. Za to przy stałym czasie zimowym przez znaczną część roku wcześniej robi się ciemno wtedy, kiedy mamy już wolne.
Nie oznacza to oczywiście, że dla każdej osoby czas letni będzie lepszy. Ale w przypadku tych czterech rozkładów dnia różnica jest naprawdę duża.
I moim zdaniem właśnie takie porównanie powinno być punktem wyjścia do dyskusji o tym, który czas zostawić na stałe.
1.Moskwa
2.Sztokholm
I to jest koniec, chyba że ktos się uprze i doliczy Kazachstan...
W dyskusji o zmianie czasu często pojawia się argument, że czas zimowy jest lepszy, bo rano jest jaśniej. Tylko ile tak naprawdę na tym zyskujemy, a ile tracimy wieczorem?
Zróbmy proste porównanie dla czterech osób mieszkających w Warszawie i pracujących od poniedziałku do piątku.
A: wstaje o 5:00, pracuje 6:00–14:00, idzie spać o 21:00.
B: wstaje o 6:00, pracuje 7:00–15:00, idzie spać o 22:00.
C: wstaje o 7:00, pracuje 8:00–16:00, idzie spać o 23:00.
D: wstaje o 8:00, pracuje 9:00–17:00, idzie spać o północy.
Zakładamy, że w weekendy wszyscy wstają ok. 7:40 i kładą się spać po 21:00.
Dla uproszczenia liczymy tylko czas między wschodem a zachodem słońca, kiedy nie pracujemy i nie śpimy.
Ile zatem zyskujemy na stałym czasie zimowym?
Zaletą czasu zimowego jest wcześniejszy wschód słońca. Korzystamy z niego przede wszystkim rano, przed pracą.
Policzmy więc, ile dodatkowych godzin światła w ciągu roku daje każdej osobie czas zimowy w porównaniu z letnim.
W dni robocze wychodzi:
A: 45 godzin
B: 43,5 godziny
C: 54 godziny
D: 30 godzin
W weekendy korzyść jest mniejsza, bo wstajemy później. Ale całkiem nie znika, ponieważ zimą nawet o 7:40 słońce nie zawsze już wzeszło.
Przyjmując zachowawczo pobudkę już o 7:40, wychodzi dodatkowo około 20,5 godziny rocznie dla każdej osoby.
Czyli łączny zysk na czasie zimowym wynosi:
A: 65,5 godziny
B: 64 godziny
C: 74,5 godziny
D: 50,5 godziny
2. Ile zyskujemy na stałym czasie letnim?
Tutaj sytuacja jest odwrotna. Czas letni daje późniejszy zachód słońca, a więc więcej światła po pracy.
I co ważne, korzystamy z tego nie tylko w dni robocze, ale również w weekendy.
Policzmy dodatkowe godziny światła po pracy i w weekendowe popołudnia w porównaniu z czasem zimowym.
A: około 365 godzin
B: około 365 godzin
C: około 343,5 godziny
D: około 288 godzin
Oczywiście nie zawsze jest to pełna godzina. W niektóre dni zyskujemy tylko część godziny, a w innych nie zyskujemy nic. Wszystkie te minuty zostały zsumowane w skali roku.
3. A teraz po prostu odejmijmy jedno od drugiego.
Osoba A:
365 − 65,5 = 299,5 godziny na korzyść czasu letniego
Osoba B:
365 − 64 = 301 godzin na korzyść czasu letniego
Osoba C:
343,5 − 74,5 = 269 godzin na korzyść czasu letniego
Osoba D:
288 − 50,5 = 237,5 godziny na korzyść czasu letniego
I teraz najlepsze: są to wyniki zachowawcze. W weekendy przyjęliśmy pobudkę już o 7:40. Jeśli ktoś faktycznie wstaje późnie, przewaga czasu letniego może być jeszcze większa.
Wychodzi więc, że przy tych czterech rozkładach dnia stały czas letni daje od około 238 do 301 godzin więcej światła w czasie wolnym rocznie. To równowartość od 10 do ponad 12 pełnych dób światła.
I właśnie dlatego nie przekonuje mnie argument, że czas zimowy jest lepszy, bo rano jest jaśniej.
Owszem, jest jaśniej przez kilkadziesiąt dni w roku. Tylko z tego wcześniejszego światła korzystamy przez stosunkowo krótki czas przed pracą. Za to przy stałym czasie zimowym przez znaczną część roku wcześniej robi się ciemno wtedy, kiedy mamy już wolne.
Nie oznacza to oczywiście, że dla każdej osoby czas letni będzie lepszy. Ale w przypadku tych czterech rozkładów dnia różnica jest naprawdę duża.
I moim zdaniem właśnie takie porównanie powinno być punktem wyjścia do dyskusji o tym, który czas zostawić na stałe.