Dyskusje ogólne
1 t
48
Wyobraź sobie taką scenę: Warszawa, modna kawiarnia na Zbawiksie. Przy stoliku siedzi Julka – 26 lat, magister ekonomii (z wyróżnieniem!), dumna pracownica korporacji na stanowisku Junior Global Product Placement Evangelist.
Właśnie wróciła z wielkiego protestu aborcyjnego, na którym z dumą trzymała transparent „Czerwona kartka dla patriarchatu”. Wrzuca fotkę na Insta, łapie potężnego strzała dopaminy od lajków i czuje się jak skrzyżowanie Rosy Luxemburg z nowoczesną girlboss. Jest absolutnie, totalnie wolna.
A przynajmniej tak jej się wydaje, dopóki z rozmyślań o obalaniu systemu nie wyrywa jej powiadomienie z banku: „Przelew za czynsz: 3400 zł został zrealizowany”.
Julka nagle blednie. W tym momencie uświadamia sobie, że po opłaceniu tego haraczu, zakupu wegańskiego latte i wacików, w kieszeni zostaje jej dokładnie 450 złotych. Do pierwszego.
I tu wjeżdża ten absolutnie genialny, godny Oscara tok myślenia współczesnej wielkomiejskiej inteligencji.
Właśnie wróciła z wielkiego protestu aborcyjnego, na którym z dumą trzymała transparent „Czerwona kartka dla patriarchatu”. Wrzuca fotkę na Insta, łapie potężnego strzała dopaminy od lajków i czuje się jak skrzyżowanie Rosy Luxemburg z nowoczesną girlboss. Jest absolutnie, totalnie wolna.
A przynajmniej tak jej się wydaje, dopóki z rozmyślań o obalaniu systemu nie wyrywa jej powiadomienie z banku: „Przelew za czynsz: 3400 zł został zrealizowany”.
Julka nagle blednie. W tym momencie uświadamia sobie, że po opłaceniu tego haraczu, zakupu wegańskiego latte i wacików, w kieszeni zostaje jej dokładnie 450 złotych. Do pierwszego.
I tu wjeżdża ten absolutnie genialny, godny Oscara tok myślenia współczesnej wielkomiejskiej inteligencji.
Akt I: Wolność w klatce 18 metrów kwadratowych
Julka mieszka w „mikroapartamencie” (czyt. w patoklatce, w której rozkładając ramiona, dotyka jednocześnie lodówki i kabiny prysznicowej). Mieszkanie ma porażające 19 metrów kwadratowych, a wybudowała je firma Diamond Properties. Prezes zarządu? Marta Lempart.
Tak, ta sama Marta, która trzy godziny wcześniej przez megafon krzyczała do Julki o wolności, prawach i walce z opresją.
Gdybyś podszedł teraz do Julki i powiedział: „Ej, Julka, jesteś magistrem ekonomii. Policzmy to. Ta kobieta na czele marszu to deweloper. Jej branża doi z Ciebie 60% pensji, marże budowlane w Polsce to kosmiczne 40%, a ceny mieszkań przez dekadę skoczyły o 115%. Straciłaś szansę na własny kąt, bo kapitał spekulacyjny wyciął Cię z rynku. Może poprotestujmy przeciwko deweloperom?”
Wiesz, co zrobi Julka? Spojrzy na Ciebie z głęboką pogardą, poprawi rurki i odpowie:
„O Boże, co za roszczeniowy populizm! Ty nic nie rozumiesz. Własność prywatna to przeżytek i kotwica! Ja jestem nowoczesnym nomadą. Poza tym, co ty porównujesz? Murki i cegły do moich praw reprodukcyjnych? Ty zacofany patriarcho!”
I to jest moment, w którym ekonomii politycznej puszczają zwieracze ze śmiechu.
Julka mieszka w „mikroapartamencie” (czyt. w patoklatce, w której rozkładając ramiona, dotyka jednocześnie lodówki i kabiny prysznicowej). Mieszkanie ma porażające 19 metrów kwadratowych, a wybudowała je firma Diamond Properties. Prezes zarządu? Marta Lempart.
Tak, ta sama Marta, która trzy godziny wcześniej przez megafon krzyczała do Julki o wolności, prawach i walce z opresją.
Gdybyś podszedł teraz do Julki i powiedział: „Ej, Julka, jesteś magistrem ekonomii. Policzmy to. Ta kobieta na czele marszu to deweloper. Jej branża doi z Ciebie 60% pensji, marże budowlane w Polsce to kosmiczne 40%, a ceny mieszkań przez dekadę skoczyły o 115%. Straciłaś szansę na własny kąt, bo kapitał spekulacyjny wyciął Cię z rynku. Może poprotestujmy przeciwko deweloperom?”
Wiesz, co zrobi Julka? Spojrzy na Ciebie z głęboką pogardą, poprawi rurki i odpowie:
„O Boże, co za roszczeniowy populizm! Ty nic nie rozumiesz. Własność prywatna to przeżytek i kotwica! Ja jestem nowoczesnym nomadą. Poza tym, co ty porównujesz? Murki i cegły do moich praw reprodukcyjnych? Ty zacofany patriarcho!”
I to jest moment, w którym ekonomii politycznej puszczają zwieracze ze śmiechu.
Akt II: Kiedy nędza staje się stylem życia
System neofeudalny (w którym Polska dumnie zajmuje 21. miejsce pod względem PKB) dokonał najwspanialszego triku w historii ludzkości. Sprzedał młodemu pokoleniu brak perspektyw jako luksusowy wybór lifestylowy.
• Fakt: Nie masz zdolności kredytowej z jednej pensji, a bank patrzy na Twoje zarobki jak na żart.
• Narracja systemu: „Nie kupuj, subskrybuj! Bądź elastyczna! Wynajem od zagranicznego funduszu inwestycyjnego to wyraz Twojej europejskiej mobilności!”
I Julka w to wierzy. Została zaprogramowana tak idealnie, że myli swoją tożsamość moralną z interesem ekonomicznym. Pójście pod biuro dewelopera i żądanie regulacji cen najmu byłoby w jej bańce towarzyskiej czymś obciachowym, materialistycznym i – o zgrozo – „lewicą starej daty”. Za to pójście na protest światopoglądowy i kupienie koszulki z symbolem buntu od globalnej sieciówki odzieżowej? O, to jest postęp. To jest bycie oświeconym.
System neofeudalny (w którym Polska dumnie zajmuje 21. miejsce pod względem PKB) dokonał najwspanialszego triku w historii ludzkości. Sprzedał młodemu pokoleniu brak perspektyw jako luksusowy wybór lifestylowy.
• Fakt: Nie masz zdolności kredytowej z jednej pensji, a bank patrzy na Twoje zarobki jak na żart.
• Narracja systemu: „Nie kupuj, subskrybuj! Bądź elastyczna! Wynajem od zagranicznego funduszu inwestycyjnego to wyraz Twojej europejskiej mobilności!”
I Julka w to wierzy. Została zaprogramowana tak idealnie, że myli swoją tożsamość moralną z interesem ekonomicznym. Pójście pod biuro dewelopera i żądanie regulacji cen najmu byłoby w jej bańce towarzyskiej czymś obciachowym, materialistycznym i – o zgrozo – „lewicą starej daty”. Za to pójście na protest światopoglądowy i kupienie koszulki z symbolem buntu od globalnej sieciówki odzieżowej? O, to jest postęp. To jest bycie oświeconym.
Akt III: Smutny finał cyfrowych igrzysk
A teraz chwila powagi. Zdejmijmy ten ironiczny uśmieszek, bo pod tym całym teatrem kryje się autentyczny dramat.
Julka po powrocie do swojego wynajmowanego pokoju gasi światło i leży w ciemności, czując potworny, ściskający w żołądku lęk przed jutrem. Wie, że jeśli właściciel mieszkania podniesie czynsz o kolejne 300 złotych, ona będzie musiała wrócić z podkulonym ogonem do rodziców na prowincję. Wie, że jej „złoty wiek” – te wszystkie dyplomy, języki i ciężka praca w korporacji – nie dały jej ani grama realnego bezpieczeństwa.
Ale ten lęk jest zbyt trudny do przetrawienia. Jej mózg nie chce przyznać, że dał się oszukać. Łatwiej jest przekierować całą tę biologiczną wściekłość na bezpieczny, wskazany przez media cel: na Kościół, na tradycję, na konserwatystów. Dziewczyny gnieżdżące się w wynajmowanych mieszkaniach zostały idealnymi psami obronnymi systemu, który je wywłaszcza. Deweloper rzuca im ideologiczny ochłap, banki malują logotypy w symbole buntu, a one w zamian oddają im całe swoje materialne życie.
Wracają z manifestacji z poczuciem, że „dały czerwoną kartkę systemowi”, podczas gdy system właśnie z precyzją szwajcarskiego zegarka zaksięgował ich miesięczny czynsz jako czysty zysk. Walczą o prawo do decydowania o własnym ciele, tracąc bezpowrotnie prawo do decydowania o własnej przyszłości. I dopóki te wykształcone, inteligentne kobiety nie odłożą na chwilę smartfonów, nie wezmą do ręki kalkulatorów i nie zaczną krzyczeć o marżach, flipach i spekulacji majątkowej, dopóty ich wielki bunt będzie jedynie darmowym, prime-time’owym blokiem reklamowym dla ich własnych wyzyskiwaczy.
A teraz chwila powagi. Zdejmijmy ten ironiczny uśmieszek, bo pod tym całym teatrem kryje się autentyczny dramat.
Julka po powrocie do swojego wynajmowanego pokoju gasi światło i leży w ciemności, czując potworny, ściskający w żołądku lęk przed jutrem. Wie, że jeśli właściciel mieszkania podniesie czynsz o kolejne 300 złotych, ona będzie musiała wrócić z podkulonym ogonem do rodziców na prowincję. Wie, że jej „złoty wiek” – te wszystkie dyplomy, języki i ciężka praca w korporacji – nie dały jej ani grama realnego bezpieczeństwa.
Ale ten lęk jest zbyt trudny do przetrawienia. Jej mózg nie chce przyznać, że dał się oszukać. Łatwiej jest przekierować całą tę biologiczną wściekłość na bezpieczny, wskazany przez media cel: na Kościół, na tradycję, na konserwatystów. Dziewczyny gnieżdżące się w wynajmowanych mieszkaniach zostały idealnymi psami obronnymi systemu, który je wywłaszcza. Deweloper rzuca im ideologiczny ochłap, banki malują logotypy w symbole buntu, a one w zamian oddają im całe swoje materialne życie.
Wracają z manifestacji z poczuciem, że „dały czerwoną kartkę systemowi”, podczas gdy system właśnie z precyzją szwajcarskiego zegarka zaksięgował ich miesięczny czynsz jako czysty zysk. Walczą o prawo do decydowania o własnym ciele, tracąc bezpowrotnie prawo do decydowania o własnej przyszłości. I dopóki te wykształcone, inteligentne kobiety nie odłożą na chwilę smartfonów, nie wezmą do ręki kalkulatorów i nie zaczną krzyczeć o marżach, flipach i spekulacji majątkowej, dopóty ich wielki bunt będzie jedynie darmowym, prime-time’owym blokiem reklamowym dla ich własnych wyzyskiwaczy.
To, co widzisz na zdjęciu, to Maricarmen Abascal – 87-letnia kobieta wyniesiona przez policję na noszach z madryckiego mieszkania, w którym spędziła ponad 70 lat. Fundusz inwestycyjny podniósł jej czynsz z 500 do 2650 euro, drastycznie przekraczając jej emeryturę. Dwa tygodnie po tej traumie, 7 października 2026 roku, kobieta zmarła w szpitalu. Jej sprawa wywołała gigantyczne, wielotysięczne protesty lokatorskie, strajki, a nawet polityczne trzęsienie ziemi z przedterminowymi wyborami.
A teraz najgłębsza ironia losu i brutalna lekcja politologii, o której lewicowo-liberalne media nie zająkną się ani słowem: do tej pokazowej egzekucji na staruszce doszło w Hiszpanii – w kraju rządzonym przez bodaj najbardziej progresywny, feministyczny i lewicowo-liberalny rząd koalicyjny w Europie (Pedro Sáncheza).
To jest ten ostateczny, hiszpański sprawdzian z rzeczywistości, który pokazuje, jak głupi i naiwny jest tok myślenia „Julek” z dużych miast.
A teraz najgłębsza ironia losu i brutalna lekcja politologii, o której lewicowo-liberalne media nie zająkną się ani słowem: do tej pokazowej egzekucji na staruszce doszło w Hiszpanii – w kraju rządzonym przez bodaj najbardziej progresywny, feministyczny i lewicowo-liberalny rząd koalicyjny w Europie (Pedro Sáncheza).
To jest ten ostateczny, hiszpański sprawdzian z rzeczywistości, który pokazuje, jak głupi i naiwny jest tok myślenia „Julek” z dużych miast.
Akt I: Hiszpański raj progresywny w zderzeniu z Excelem
Rząd w Madrycie przez lata odhaczał każdy możliwy punkt z podręcznika nowoczesnej lewicy. Walczyli o zaimki, wprowadzali najbardziej radykalne przepisy klimatyczne, zmieniali definicje prawne w duchu feminizmu i głośno deklarowali „walkę z uciskiem”. Młoda, hiszpańska, zubożała inteligencja co tydzień klaskała swoim ministrom, czując moralną wyższość nad resztą kontynentu.
I co im to dało? Dokładnie nic.
Kiedy hiszpańskie dziewczyny biegały po manifestacjach z tęczowymi flagami, świętując kolejne „zwycięstwa ideologiczne”, realna baza ekonomiczna ich kraju gniła:
• W ciągu ostatniej dekady czynsze w Hiszpanii podwoiły się, a Bank Hiszpanii oficjalnie raportuje dramatyczny brak ponad 700 tysięcy mieszkań na rynku.
• Młodzi Hiszpanie mają najwyższe bezrobocie w UE i zerowe szanse na usamodzielnienie.
• Zysk z tej gigantycznej drożyzny mieszkaniowej bez przeszkód płynął do globalnych funduszy spekulacyjnych (tzw. fondos buitres), z którymi ten rzekomo „radykalnie lewicowy” rząd żył w doskonałej symbiozie podatkowej.
Rząd w Madrycie przez lata odhaczał każdy możliwy punkt z podręcznika nowoczesnej lewicy. Walczyli o zaimki, wprowadzali najbardziej radykalne przepisy klimatyczne, zmieniali definicje prawne w duchu feminizmu i głośno deklarowali „walkę z uciskiem”. Młoda, hiszpańska, zubożała inteligencja co tydzień klaskała swoim ministrom, czując moralną wyższość nad resztą kontynentu.
I co im to dało? Dokładnie nic.
Kiedy hiszpańskie dziewczyny biegały po manifestacjach z tęczowymi flagami, świętując kolejne „zwycięstwa ideologiczne”, realna baza ekonomiczna ich kraju gniła:
• W ciągu ostatniej dekady czynsze w Hiszpanii podwoiły się, a Bank Hiszpanii oficjalnie raportuje dramatyczny brak ponad 700 tysięcy mieszkań na rynku.
• Młodzi Hiszpanie mają najwyższe bezrobocie w UE i zerowe szanse na usamodzielnienie.
• Zysk z tej gigantycznej drożyzny mieszkaniowej bez przeszkód płynął do globalnych funduszy spekulacyjnych (tzw. fondos buitres), z którymi ten rzekomo „radykalnie lewicowy” rząd żył w doskonałej symbiozie podatkowej.
Akt II: Kiedy ideologiczna zasłona dymna opada
Tragedia Maricarmen Abascal z jesieni 2026 roku brutalnie pokazała, że dla globalnego kapitału i deweloperów nie ma znaczenia, jakie flagi wiszą na rządowych budynkach. System finansowy potrzebuje urobku. Jeśli nie stać cię na subskrybowanie własnego życia – zostajesz usunięty. Choćbyś miał 87 lat i przeżył w danym lokalu całą historię współczesnej Hiszpanii.
Hiszpańskie „Julki” przeżyły potworny szok kognitywny. Wyszły masowo na ulice i rozbiły miasteczka namiotowe, krzycząc o zdradzie. Nagle zorientowały się, że ich ukochany, postępowy rząd, zamiast zbudować dla nich bezpieczny świat, przez lata karmił je ideologicznymi paciorkami, podczas gdy za ich plecami policja na noszach wynosiła ich babcie na bruk, by zrobić miejsce dla zysków oligarchii mieszkaniowej.
Przypadek z Madrytu to potworne memento i ostateczna przestroga dla milionów kobiet studiujących ekonomię i finanse w Polsce. Żadna, nawet najbardziej postępowa ideologia nie oszuka praw matematyki finansowej.
Możesz mieć najbardziej lewicowy, feministyczny i inkluzywny rząd na świecie. Możesz mieć na czele strajków najbardziej wygadaną liderkę-deweloperkę. Ale dopóki pozwalasz, by Twój gniew był skanalizowany w wojnach kulturowych, dopóty jesteś tylko idealnym, ślepym trybikiem w maszynie wyzysku.
Hiszpańskie dziewczyny zrozumiały to za późno – dopiero wtedy, gdy zobaczyły swoją seniorkę na noszach, konającą dwa tygodnie po eksmisji z rąk „progresywnego” państwa. Prawdziwa wolność człowieka nie rodzi się z ustaw światopoglądowych i politycznych manifestów. Prawdziwa wolność to twarda, prywatna własność majątkowa, własny dach nad głową i brak konieczności płacenia dożywotniego haraczu bankierom i spekulantom. Jeśli nie zaczniesz liczyć swoich pieniędzy i walczyć o swoje realne zasoby materialne, system z uśmiechem na ustach da Ci prawo do aborcji, a potem – dokładnie tak jak w Madrycie – wyniesie Cię na noszach z Twojego własnego życia. Kurtyna opada, zostaje tylko pusty portfel i twarde prawa ekonomii.
Tragedia Maricarmen Abascal z jesieni 2026 roku brutalnie pokazała, że dla globalnego kapitału i deweloperów nie ma znaczenia, jakie flagi wiszą na rządowych budynkach. System finansowy potrzebuje urobku. Jeśli nie stać cię na subskrybowanie własnego życia – zostajesz usunięty. Choćbyś miał 87 lat i przeżył w danym lokalu całą historię współczesnej Hiszpanii.
Hiszpańskie „Julki” przeżyły potworny szok kognitywny. Wyszły masowo na ulice i rozbiły miasteczka namiotowe, krzycząc o zdradzie. Nagle zorientowały się, że ich ukochany, postępowy rząd, zamiast zbudować dla nich bezpieczny świat, przez lata karmił je ideologicznymi paciorkami, podczas gdy za ich plecami policja na noszach wynosiła ich babcie na bruk, by zrobić miejsce dla zysków oligarchii mieszkaniowej.
Przypadek z Madrytu to potworne memento i ostateczna przestroga dla milionów kobiet studiujących ekonomię i finanse w Polsce. Żadna, nawet najbardziej postępowa ideologia nie oszuka praw matematyki finansowej.
Możesz mieć najbardziej lewicowy, feministyczny i inkluzywny rząd na świecie. Możesz mieć na czele strajków najbardziej wygadaną liderkę-deweloperkę. Ale dopóki pozwalasz, by Twój gniew był skanalizowany w wojnach kulturowych, dopóty jesteś tylko idealnym, ślepym trybikiem w maszynie wyzysku.
Hiszpańskie dziewczyny zrozumiały to za późno – dopiero wtedy, gdy zobaczyły swoją seniorkę na noszach, konającą dwa tygodnie po eksmisji z rąk „progresywnego” państwa. Prawdziwa wolność człowieka nie rodzi się z ustaw światopoglądowych i politycznych manifestów. Prawdziwa wolność to twarda, prywatna własność majątkowa, własny dach nad głową i brak konieczności płacenia dożywotniego haraczu bankierom i spekulantom. Jeśli nie zaczniesz liczyć swoich pieniędzy i walczyć o swoje realne zasoby materialne, system z uśmiechem na ustach da Ci prawo do aborcji, a potem – dokładnie tak jak w Madrycie – wyniesie Cię na noszach z Twojego własnego życia. Kurtyna opada, zostaje tylko pusty portfel i twarde prawa ekonomii.
Anatomia polskiej "Julki" – idealny produkt inżynierii społecznej
W Polsce ten mechanizm zadziałał perfekcyjnie. Wyhodowano pokolenie młodych, wielkomiejskich, świetnie wykształconych ludzi w tym milion studentek ekonomii, które nie rozumieją ekonomii SZOK, którzy wykazują się całkowitą ślepotą klasową.
Ceny na stacjach paliw nas nie obchodzą, interesuje nas tylko aborcja” to oficjalny glejt niewolnictwa. System dostał od młodych ludzi jasny komunikat: „Możecie nas łupić na marżach, podnosić ceny prądu, paliwa i jedzenia, wywłaszczać nas z własności – my i tak nie wyjdziemy na ulice z powodu portfela. Wyjdziemy tylko wtedy, kiedy dacie nam sygnał do wojny kulturowej”.
Wielki kapitał z zachwytem przypina sobie czerwone błyskawice czy tęczowe flagi, bo wie, że ideologiczny teatr to najtańszy sposób na kupienie moralnego immunitetu. Młodzi ludzie w Polsce walczą z duchami przeszłości (Kościołem, tradycją, konserwatystami), podczas gdy w tym samym czasie deweloperzy (na czele z liderami tychże protestów, jak Marta Lempart – prezeska Diamond Properties) i bankierzy bezszelestnie czyszczą ich konta bankowe.
Brutalna Prawda na Koniec
W Polsce ten mechanizm zadziałał perfekcyjnie. Wyhodowano pokolenie młodych, wielkomiejskich, świetnie wykształconych ludzi w tym milion studentek ekonomii, które nie rozumieją ekonomii SZOK, którzy wykazują się całkowitą ślepotą klasową.
Ceny na stacjach paliw nas nie obchodzą, interesuje nas tylko aborcja” to oficjalny glejt niewolnictwa. System dostał od młodych ludzi jasny komunikat: „Możecie nas łupić na marżach, podnosić ceny prądu, paliwa i jedzenia, wywłaszczać nas z własności – my i tak nie wyjdziemy na ulice z powodu portfela. Wyjdziemy tylko wtedy, kiedy dacie nam sygnał do wojny kulturowej”.
Wielki kapitał z zachwytem przypina sobie czerwone błyskawice czy tęczowe flagi, bo wie, że ideologiczny teatr to najtańszy sposób na kupienie moralnego immunitetu. Młodzi ludzie w Polsce walczą z duchami przeszłości (Kościołem, tradycją, konserwatystami), podczas gdy w tym samym czasie deweloperzy (na czele z liderami tychże protestów, jak Marta Lempart – prezeska Diamond Properties) i bankierzy bezszelestnie czyszczą ich konta bankowe.
Brutalna Prawda na Koniec
Polska jest modelowym przykładem gospodarki peryferyjnej, w której koszty życia – cena metra kwadratowego, koszty energii, prywatnego leczenia czy wychowania dziecka – zostały ustawione na poziomie zachodnioeuropejskim, podczas gdy realna siła nabywcza naszych zarobków (mediana) wciąż tkwi w realiach wschodnich.
Ta potworna dysproporcja generuje permanentny, biologiczny stres u młodych Polaków. Jednak system dokonał majstersztyku: zamiast pozwolić temu gniewowi uderzyć w sprawców (monopole finansowe i spekulantów), ucharakteryzował deweloperów na liderów buntu i kazał młodym ludziom walczyć o ideologiczne paciorki. Julki i wykształceni studenci wracają z manifestacji z poczuciem moralnej wyższości, po czym posłusznie logują się do banku, by oddać 60% pensji na czynsz dla lorda finansowego. Dopóki to pokolenie nie odrzuci narzuconego oprogramowania ideologicznego i nie zacznie walczyć o twardą bazę materialną – własność, regulację marż i ochronę własnego portfela – dopóty polskie rosnące PKB będzie jedynie statystyką budującą fortuny tych, którzy z ich naiwności żyją najbogaciej. To jest straszne, że dla kobiet to co jest podstawą poczucia bezpieczeństwa czyli posiadanie własnego mieszkania lub domu nagle po milionach lat ewolucji życia na ziemi człowieka feministki liberalano-lewicowe uznały, że bycie bezdomną i biedną jest jej szczytem marzeń. Marzeniem każdej feministki jest aborcją i nic już innego jej do życia i do szczecią nie potrzebne. Największym absurdem jest to, że nigdy ona nie zrozumie, że własne mieszkanie jest ważniejsze jak jej feministyczna ideologia. Skoro milion kobiet w Polsce po studiach ekonomicznych nigdy tego nie zrozumie to te studia są nic nie warte. To jest straszne i smutne...
Ta potworna dysproporcja generuje permanentny, biologiczny stres u młodych Polaków. Jednak system dokonał majstersztyku: zamiast pozwolić temu gniewowi uderzyć w sprawców (monopole finansowe i spekulantów), ucharakteryzował deweloperów na liderów buntu i kazał młodym ludziom walczyć o ideologiczne paciorki. Julki i wykształceni studenci wracają z manifestacji z poczuciem moralnej wyższości, po czym posłusznie logują się do banku, by oddać 60% pensji na czynsz dla lorda finansowego. Dopóki to pokolenie nie odrzuci narzuconego oprogramowania ideologicznego i nie zacznie walczyć o twardą bazę materialną – własność, regulację marż i ochronę własnego portfela – dopóty polskie rosnące PKB będzie jedynie statystyką budującą fortuny tych, którzy z ich naiwności żyją najbogaciej. To jest straszne, że dla kobiet to co jest podstawą poczucia bezpieczeństwa czyli posiadanie własnego mieszkania lub domu nagle po milionach lat ewolucji życia na ziemi człowieka feministki liberalano-lewicowe uznały, że bycie bezdomną i biedną jest jej szczytem marzeń. Marzeniem każdej feministki jest aborcją i nic już innego jej do życia i do szczecią nie potrzebne. Największym absurdem jest to, że nigdy ona nie zrozumie, że własne mieszkanie jest ważniejsze jak jej feministyczna ideologia. Skoro milion kobiet w Polsce po studiach ekonomicznych nigdy tego nie zrozumie to te studia są nic nie warte. To jest straszne i smutne...