14
Uwaga długie.
Ale polecam przeczytać żeby nabyć odporność na coraz częściej pojawiający się rodzaj manipulacji uwielbiany przez polityków.
Historia prawdziwa, ale uproszczona.
Duża firma chce postawić słupek. Taki żeby widłak nie wjechał, ale piesi mogli przejść. Żółty. (69zł na alledrogo za podobne). Ma przepisy wewnętrzne że musi to zrobić firma zewnętrzna. Taka co weźmie za to odpowiedzialność. Znają taką, a ta mała firma ma już jakieś doświadczenie z tym gigantem i daje ofertę 11 000 PLN. Nikogo to nie dziwi. Od zapytania do oferty minął tydzień. Pracownik giganta opiekuje się tematem. Podobnie u podwykonawcy. Maile latają. Dobrze że podwykonawca już jest wprowadzony do systemów handlowych klienta. Bo wpisanie tam trwa i kosztuje. Powyżej 10k to trzeba minimum trzy oferty. Takie przepisy wewnętrzne korpo. I już są cztery strony zaangażowane. Podwykonawcy wiedzą że mają tylko 1/3 szans na wejście w temat. Ten tydzień mailowania i liczenia oferty moze pójść w kibel. Trzeba wkalkulować ryzyko. Przez zawiłe przepisy giganta, samo zapytanie ofertowe liczyło 40 stron tekstu prawniczego i technicznego. Pierwszy podwykonawca wygrywa przetarg bo inni już znają takie tematy. Już mamy 2 tygodnie pracy mnadżerów projektu w obu firmach, plus prawnik i inżynier. A słupka jeszcze niema nawet na papierze. Zaczyna się realizacja. Dwóch pracowników musi jechać 100 km na wizję lokalną i pomiary. Na miejscu muszą mieć buty ochronne, okulary ochrone, szkolenie BHP, zaklejone obiektywy aparatów w telefonach i podpisane klauzule o poufności. Mimo to chcą zrobić zdjęcia, ponieważ są pewne nieścisłości techniczne. Wypełniają wniosek o zgodę na fotografowanie. Może za dwie godziny będzie podpisany w trybie pilnym przez jakąś ważną osobistość. Mają zgodę, robią zdjęcia, dostają zjebę i groźbę mandatu za brak ochrony słuchu. Wracają ze wszystkimi informacjami. Słupek dopiero rodzi się w wyobraźni, a już sumarycznie przewalone jest jakieś 15k PLN w obu firmach. Inżynier siada z plikiem papierów z wymaganiami, normami i życzeniami klienta. Rysuje słupek z wymiarami, które są logiczne i typowe. Wysyła rysunek klientowi do akceptacji. Mija kolejny tydzień. Klientowi nie podoba się wysokość. Ma być dwa razy wyższy bo 15 lat temu ktoś nie zauważył tak niskiego słupka w ich zakładzie i się potknął.
Już kalkulacje ilości stali, robocizny i transportu w ofercie poszły się kochać. Podwykonawca już wie że będzie w plecy na tym biznesie. Ale zaciska zęby i kontynuuje bo są kary umowne za niedotrzymanie umowy i terminów. Gotowy słupek, specjalnym transportem przyjeżdża do fabryki korporacji. Nie może wjechać na teren zakładu bo kierowca niema szkolenia BHP. Opóźnienie. Po 2 godzinach udaje się rozwiązać problem. Kierowca może czekać w biurze. Nie wolno mu pomagać przy montażu słupka. Słupek zostaje pokazany klientowi. Jest już godzina 14:00. Klient zauważa że kolor malowania się nie zgadza. Miało być RAL 2137, a jest RAL 2136. Przecież było napisane w normie 13222 strona 86. Nie pozwala na montaż. Podwykonawca szuka na szybko lakierni/farby na miejscu. Dzień w plecy, hotel i nadgodziny dla pracowników i kierowcy. Koszt za przemalowanie słupka. Słupek zostaje zamontowany. Biurowi już wyszli bo jest godzina 15:00. Trzeba zostać, żeby jutro dostać podpis przy odbiorze słupka. Podpis jest, słupek się podoba. Kręcą nosem tylko na ostrą krawędź na kotwie mocującej, ale dzici nie będą się tu bawić. Po minach widać ocenę dostateczny+. Na następny dzień ciąg dalszy. Trzeba klientowi wysłać dokumentację i zaktualizować layout zakładu. Łatwizna! Dokumentacja: rysunki wykonawcze w standardzie klienta (120 stron A4) trzeba wgrać do ich systemu. Muszą być wykonane w konkretnym programie w konkretnej wersji. Licencja 30k rocznie. Uzyskanie dostępów do systemu z rysunkami to poces na rok czasu i 100k do wydania. Wymaga certyfikowanej sieci wewnętrznej i innych cudów z dziedziny cyber-bezpieczeństwa (no bo co jak Chińczycy wykradną rysunek słupka?). Na szczęście przez te dwa miesiące zdążyli zaprzyjaźnić się z manadżerem projektu z tego korpo i on wgra te rysunki na lewo w czasie swojej pracy z sieci wewnętrznej. Do layoutu trzeba drugi program za 20k i szkolenia dla pracowników bo nikt tego nie ogarnia. Do pliku co ma 2 GB trzeba dorysować jedno kółko. Wgrywa się je innym systemem... Przelew 11 000 PLN przychodzi po trzech miesiącach. W tym korpo mają dużo procedur wewnętrznych i tyle czasu to minimum. Początkowa kwota niedoszacowana. Całkowity koszt po podsumowaniu 26 000 PLN. Po stronie korpo, koszty czasu pracy manadżera projektu, handlowca, ochrony, BHPowca i sprzątaczki na podobnym poziomie. Dobrze że nikt nie mial akurat urlopu bo było by jak z fakturą u egzorcysty. Drożej. Następne zapytanie wpada. Chcą powiesić lampę wartą 300zł. Po ostatnich doświadczeniach, na oko robota za 35 000 PLN. Bo dochodzą normy wewnetrzne o oświetleniu...
Dlatego nie, nie dziwi mnie że gdzieś w parku postawiono ławkę za 60k. Państwo to największe korpo w państwie. I ma jeszcze więcej dokumentów, kar, przepisów i wymagań. Zwłaszcza w przestrzeni publicznej gdzie są dzieci, zwierzęta, feministki i normy unijne.
0.058785200119019