39
Fachowcy
20 lat działam w chyba najbardziej niewdzięcznej i skażonej stereotypami branży w bałaganie między Odrą, a Bugiem. Staram się walczyć z tym jak nas (tak, roboli, na takie miano zasługują wszyscy nie siedzący za biurkiem w korpo hydraulicy, elekreycy, szpachlarze, malarze, stolarze i cała reszta wyrobników) postrzegają inne frakcje. Człowiek się uczy rzemiosła, zgłębia nowinki i niuanse. Szuka patentów, opracowuje własne, których strzeże jak Burek śmierdzącej od 3 dni kości. Inwestuje w narzędzia, śledzi i testuje to, co wyjdzie na rynek. Po co? Ano, po to, żeby być konkurencyjnym, robić to, w czym się akurat specjalizuje lepiej od innych, optymalizuje procesy, żeby było szybciej, w końcu szybciej to też taniej. Może jestem zdrajcą własnego gatunku, ale nie piję, ba, po pracy nawet czasem coś pobiegam, co często spotyka się z komentarzami co bardziej światłych kolegów po fachu, że zapewne się opierdzielałem cały dzień, skoro jeszcze mam siłę na takie fanaberie. Mało tego, mam dzieci, a nie jestem alimenciarzem, potomstwa nie tłukę pachem, kapciem, ani innym kablem. Dzieciaki, w liczbie dwoje, klasyczna parka, nawet nie muszą sprzedawać butelek po gorzale, żeby iść na lody. Słowem, poki nie mam gipsu we włosach i farby w brodzie, na oko normalkny facet. Tyle tytułem przydługiego wstępu, mój pierwszy wpis tego typu, więc poczułem się zobowiązany. Jakiś czas temu,  z różnych przyczyn zdradziłeem swój gatunek. Nie rzeźbię już sam, a przynajmniej nie robię tego jeśli nie zostanę zmuszony przez jednego czy drugiego mimstrza rzemiosł,  że jednak da się coś zrobić. W skrócie, pracuję jako koordynator/ kierownik, jak zwał tak zwał. Po co te wypociny? Ano po to, że kolejny raz w swoim życiu zderzyłem się ze ścianą. Ścianą wznoszoną przez lata w pocie czoła przez budowlaną brać, skonstruowaną z byle jakości, chęci nieuczciwego zysku czy wręcz z oszustwa i "czego klient nie widzi, to mnie nie boli". Mnie boli. Dlatego wrzucam to ku przestrodze. Widzicie ten obrazek? Pytanie retoryczne, wrzuciłem go tu, więc widzicie. Dla niewtajemniczonych, a z obowiązku nawet dla wtajemniczonych. To jest mieszacz podtynkowy. Lub po prostu bateria, urządzenie, którym po cięzkim dniu sterujemy ile i jak ciepłej wody leci nam na łeb żeby zmyć z nas trudy codzienności. Przedmiotem wywodu jest fakt, że zabudowa, w której siedzi nasz mieszacz jest już po rozbiórce, co bardziej spostrzegawczy widzą ślady po wkrętach. I co widzimy? Nasz fachowiec, swoją drogą bardzo miły i profesjonalny w rozmowie fachowiec z wieloletnim stażem, był łaskaw zamknąć zabudowę. Tak, zapłytował to, ba, gotów był nawet zacząć układać płytki. Przynajmniej deklaratywnie, ale o tym za chwilę. Nasz misio zamknął mieszacz w zabudowie, nie uznał jednak za konieczne podłączyć do niego jakichkolwiek rurek. Podejście pozostawione przez dewelopera istnieje sobie w spokoju na ścianie za zabudową, mieszacz wisi sobie z przodu, ale czy widzicie do niego podłączone rury z wodą? Nie, nie widzicie, bo ich tam nie ma. Eureka, nasz geniusz opracował, a następnie wdrożył autorskie rozwiązanie, bateria działająca bezprzewodowo! Ciekawe, czy chłop pofatygował się już do urzędu patentowego...  A tak serio? Wróćmy do tego, że nasz mistrz deklaratywnie już stał i czekał, by móc układać płytki. A w praktyce? Gość pozorował prace instalacyjne, by je jak najszybciej zakryć, wziąć kasę i się ulotnić. Waszej wyobraźni już zostawię to, co by się działo, gdyby rzeczywiście położyć tam płytki, skończyć łazienkę i oddać ją klientowi... Kasa za pewien etap wzięta, numer telefonu zmieniony, działamy dalej. Ciekawe, który już kolei klient jest przekonywany, jakiego zaszczytu dostąpił, mając u siebie w domu takiego fachowca. Uważajcie na siebie, bądźcie czujni i starajcie się weryfikować, komu oddajecie w ręce swój dom czy mieszkanie, które często będziecie spłacać do końca życia. Ja tymczasem wypierdalam. A gdyby temat chwycił, postaram się wrzucić jeszcze jakieś ciekawostki z jakże pięknej polskiej branży remontowej...
0.044957876205444