Polityka
13 godz.
37
Od „katowni Azowa" do wicemarszałka Sejmu. Albo jak nikt nie sprawdził skąd to w ogóle poszło.
Wczoraj pod Kijowem, w Petropavlivskiej Borshchahivce, ruszyła historia, która w kilka godzin przeskoczyła z Telegramu prosto do wpisów polskich polityków. Tam był prywatny dom, w którym Gwardia Narodowa (jednostka związana z Azowem) trzymała tymczasowo żołnierzy – głównie tych po SZcz (osoby, które samowolnie opuściły jednostkę) i zmobilizowanych, którzy czekali na skierowanie do jednostek. Koszary dostają Iskandery, więc rozpraszają ludzi. Tyle z faktów.
A potem poszło, że to tajna katownia, 40 zakładników, biją, torturują, biorą okupy. No i leci to dalej. Kluczową rolę odegrała Valentyna Moloda – kobieta, która przyjechała w stroju ratowniczki i z karetką, choć sama prowadzi klinikę chirurgii plastycznej, a firma, od której wzięła auto, nie działa już od 2023. Na swoim TikToku regularnie krytykuje TCC (ukraińskie ośrodki mobilizacyjne), a w dzień zajścia sama podawała adres i mówiła o torturach. Potem pojawili się dziennikarze, policja i dowództwo. Czterech żołnierzy z urazami pojechało do szpitala, resztę pokazano. Śledztwo ruszyło i jeszcze trwa. Prokopenko nagrał wideo, że cała ta akcja informacyjna gra na korzyść Rosji. I nikt nie zapytał, kim była ta kobieta, zanim zaczął to puszczać dalej.
Do tego doszedł 14-latek. Na nagraniach widać go pod kocem, jak go wyprowadzają – i od razu poszło, że to ofiara wielodniowych tortur z piwnicy. Tymczasem z sekwencji wynika, że chłopak wdrapał się na płot w trakcie protestu, spadł (albo dostał łopatą) i złamał coś w kończynie. Od upadku do nagrania minęło kilka minut. Budanov z nim rozmawiał – chłopak powiedział, że przyszedł z kolegami. Ale materiał i tak leciał dalej jako dowód „prawdziwej twarzy Ukrainy".
Wczoraj pod Kijowem, w Petropavlivskiej Borshchahivce, ruszyła historia, która w kilka godzin przeskoczyła z Telegramu prosto do wpisów polskich polityków. Tam był prywatny dom, w którym Gwardia Narodowa (jednostka związana z Azowem) trzymała tymczasowo żołnierzy – głównie tych po SZcz (osoby, które samowolnie opuściły jednostkę) i zmobilizowanych, którzy czekali na skierowanie do jednostek. Koszary dostają Iskandery, więc rozpraszają ludzi. Tyle z faktów.
A potem poszło, że to tajna katownia, 40 zakładników, biją, torturują, biorą okupy. No i leci to dalej. Kluczową rolę odegrała Valentyna Moloda – kobieta, która przyjechała w stroju ratowniczki i z karetką, choć sama prowadzi klinikę chirurgii plastycznej, a firma, od której wzięła auto, nie działa już od 2023. Na swoim TikToku regularnie krytykuje TCC (ukraińskie ośrodki mobilizacyjne), a w dzień zajścia sama podawała adres i mówiła o torturach. Potem pojawili się dziennikarze, policja i dowództwo. Czterech żołnierzy z urazami pojechało do szpitala, resztę pokazano. Śledztwo ruszyło i jeszcze trwa. Prokopenko nagrał wideo, że cała ta akcja informacyjna gra na korzyść Rosji. I nikt nie zapytał, kim była ta kobieta, zanim zaczął to puszczać dalej.
Do tego doszedł 14-latek. Na nagraniach widać go pod kocem, jak go wyprowadzają – i od razu poszło, że to ofiara wielodniowych tortur z piwnicy. Tymczasem z sekwencji wynika, że chłopak wdrapał się na płot w trakcie protestu, spadł (albo dostał łopatą) i złamał coś w kończynie. Od upadku do nagrania minęło kilka minut. Budanov z nim rozmawiał – chłopak powiedział, że przyszedł z kolegami. Ale materiał i tak leciał dalej jako dowód „prawdziwej twarzy Ukrainy".
Potem weszły konta typu Olga Bazova. Ta sama Bazova, która wcześniej puszczała wielokrotnie zdementowane rzeczy o biolabach i o handlu organami dzieci. Pamiętacie „Vera Vayiman, byłą obserwator OBWE", która opowiadała o laboratoriach, w których ukraińskie bataliony zabijały dzieci i pakowały organy do kontenerów? To była Vera Nikulina z Władywostoku. Nigdy nie pracowała dla OBWE. Bazova i tak to puszcza dalej. Leszek Miller (@LeszekMiller
) wziął jej wpis o Azowie i dodał swoje „Azow w akcji". Proste, krótkie, ale rozpowszechnia materiał z tego źródła. No i nikt nie zapytał, skąd to się wzięło.
Dalej poszło do Konrada Berkowicza (@KonradBerkowicz
) i Krzysztofa Bosaka (@krzysztofbosak
). Berkowicz napisał wprost, że w tajnym więzieniu pod Kijowem najmłodszy torturowany miał 14 lat i że to prawdziwa twarz dzisiejszej Ukrainy. Bosak, jako wicemarszałek Sejmu, napisał o niejawnych więzieniach prowadzonych przez Korpus Azow, o biciach i możliwych okupach. Bez czekania na wyniki śledztwa, bez odniesienia się do tego, kim była kobieta, która rozkręciła całą akcję, i bez zastrzeżeń co do 14-latka. Jarosław Wolski rozłożył to dość dokładnie i nazwał wprost 1:0 dla rosyjskiej propagandy.
Problem nie w tym, że na Ukrainie nie ma problemów z mobilizacją czy traktowaniem dezerterów. Bo są. Problem w tym, że z konkretnego, ograniczonego wydarzenia, z udziałem osoby o konkretnym profilu, zrobiono gotową narrację o systematycznej katowni Azowa z dziećmi. I ta narracja poszła dalej przez konta, które wcześniej puszczały klasyczne rosyjskie fejki, a potem przez polskich polityków, w tym wicemarszałka Sejmu. I nikt po drodze nie zapytał, czy to w ogóle trzyma się kupy.
Wniosek jest prosty. Nawet jeśli informacja idzie od posła, od wicemarszałka czy od byłego premiera, i tak trzeba sprawdzić źródło, chronologię i to, kto pierwszy puścił materiał. Bo w tym przypadku droga była krótka: Telegram, potem konta specjalizujące się w takich narracjach, a na końcu polscy politycy, którzy wzięli to bez większych zastrzeżeń. I to już wystarczy, żeby nie wierzyć na słowo.
W skrócie: Konfederacja albo łykła jak pelikan ruski przekaz albo cynicznie go powieliła. Jak by nie patrzeć to chuj im w dupę pierdolonym cwelom.
) wziął jej wpis o Azowie i dodał swoje „Azow w akcji". Proste, krótkie, ale rozpowszechnia materiał z tego źródła. No i nikt nie zapytał, skąd to się wzięło.
Dalej poszło do Konrada Berkowicza (@KonradBerkowicz
) i Krzysztofa Bosaka (@krzysztofbosak
). Berkowicz napisał wprost, że w tajnym więzieniu pod Kijowem najmłodszy torturowany miał 14 lat i że to prawdziwa twarz dzisiejszej Ukrainy. Bosak, jako wicemarszałek Sejmu, napisał o niejawnych więzieniach prowadzonych przez Korpus Azow, o biciach i możliwych okupach. Bez czekania na wyniki śledztwa, bez odniesienia się do tego, kim była kobieta, która rozkręciła całą akcję, i bez zastrzeżeń co do 14-latka. Jarosław Wolski rozłożył to dość dokładnie i nazwał wprost 1:0 dla rosyjskiej propagandy.
Problem nie w tym, że na Ukrainie nie ma problemów z mobilizacją czy traktowaniem dezerterów. Bo są. Problem w tym, że z konkretnego, ograniczonego wydarzenia, z udziałem osoby o konkretnym profilu, zrobiono gotową narrację o systematycznej katowni Azowa z dziećmi. I ta narracja poszła dalej przez konta, które wcześniej puszczały klasyczne rosyjskie fejki, a potem przez polskich polityków, w tym wicemarszałka Sejmu. I nikt po drodze nie zapytał, czy to w ogóle trzyma się kupy.
Wniosek jest prosty. Nawet jeśli informacja idzie od posła, od wicemarszałka czy od byłego premiera, i tak trzeba sprawdzić źródło, chronologię i to, kto pierwszy puścił materiał. Bo w tym przypadku droga była krótka: Telegram, potem konta specjalizujące się w takich narracjach, a na końcu polscy politycy, którzy wzięli to bez większych zastrzeżeń. I to już wystarczy, żeby nie wierzyć na słowo.
W skrócie: Konfederacja albo łykła jak pelikan ruski przekaz albo cynicznie go powieliła. Jak by nie patrzeć to chuj im w dupę pierdolonym cwelom.