6
Na zdjęciu 40-letni Paul Le Roux: genialny informatyk i twórca międzynarodowego imperium przestępczego. Sfotografowany akurat podczas przykrej kulminacji – kilka godzin po aresztowaniu, na pokładzie samolotu DEA lecącego do USA, gdy negocjował z funkcjonariuszami swoją przyszłość.
Urodził się w Bulavayo w Rodezji w roku 1972 i zaraz po narodzinach został oddany do rodziny zastępczej. O fakcie adopcji dowiedział się dopiero gdy osiągnął wiek dorosły, a o tym, kim byli jego prawdziwi rodzice, prawdopodobnie nigdy.
W Rodezji trwały groźne czasy wojny domowej, które zakończyły się przejęciem władzy przez Roberta Mugabego, zmianą systemu i stopniowym upadkiem ekonomicznym kraju. Te perturbacje w kraju sprawiły, że w latach 80. rodzina przeniosła się do RPA. Nowym domem Paula stało się górnicze miasteczko opodal Johannesburga, gdzie ojciec prowadził biznesy w handlu węglem.
Pewnego dnia w zamian za umycie samochodu ojca Paul otrzymał od niego pierwszy komputer. To było dla niego jak odkrycie sensu życia.
Na początku tylko zajmował się grami komputerowymi, potem zafascynował się programowaniem. Spędzał przed ekranem całe dnie. Był odludkiem, nie lubił sportów ani towarzystwa. W wieku 16 lat rzucił szkołę. Zapisał się na roczny kurs programowania i ukończył go w dwa miesiące.
Mając 18 lat opuścił RPA. Pracował jako specjalista IT dla kilku firm w różnych krajach. Anglia, USA, Australia, pierwsze małżeństwo.
Pracował dla firm, a w wolnym czasie tworzył własne programy, które jak liczył, przyniosą mu pewnego dnia wielkie pieniądze.
Stworzył między innymi program szyfrujący E4M który potem stał się podstawą dla słynnego TrueCrypta. Do dziś niektórzy podejrzewają, że to Paul Le Roux mógł być tajemniczym twórcą Bitcoina, ale nie ma na to żadnych twardych dowodów.
A jego ówczesne wytwory nie przynosiły dochodu. Do tego działanie „na boku” nie spodobało się pracodawcy który podejrzewał, że Le Roux wykorzystuje sprzęt i wiedzę z firmy do rozwoju własnych projektów. Zwolniono go z pracy. Przyszły problemy finansowe, seria przeprowadzek, rozwód. Rozpaczliwe poszukiwania inwestorów i nowych możliwości.
Los odwrócił się w 2004, gdy Le Roux odkrył swoje eldorado: wysyłkowy handel lekami na receptę. Nie stworzył tego procederu od zera, po prostu wykorzystał ówczesny boom na masowe przepisywanie opioidów w USA, czas który później przerodził się w tzw. kryzys opioidowy. Firmy farmaceutyczne promowały opioidy jako skuteczne i relatywnie bezpieczne leki przy bólu przewlekłym, co doprowadziło do ogromnego wzrostu popytu, tworząc pokolenie „legalnych narkomanów”.
System Le Rouxa jeszcze bardziej upraszczał ten proces: klient wypełniał internetową ankietę, lekarz na jej podstawie wypisywał receptę, paczka przychodziła pod drzwi. Coś w stylu legalnej dystrybucji dragów prosto z profesjonalnej fabryki.
Urodził się w Bulavayo w Rodezji w roku 1972 i zaraz po narodzinach został oddany do rodziny zastępczej. O fakcie adopcji dowiedział się dopiero gdy osiągnął wiek dorosły, a o tym, kim byli jego prawdziwi rodzice, prawdopodobnie nigdy.
W Rodezji trwały groźne czasy wojny domowej, które zakończyły się przejęciem władzy przez Roberta Mugabego, zmianą systemu i stopniowym upadkiem ekonomicznym kraju. Te perturbacje w kraju sprawiły, że w latach 80. rodzina przeniosła się do RPA. Nowym domem Paula stało się górnicze miasteczko opodal Johannesburga, gdzie ojciec prowadził biznesy w handlu węglem.
Pewnego dnia w zamian za umycie samochodu ojca Paul otrzymał od niego pierwszy komputer. To było dla niego jak odkrycie sensu życia.
Na początku tylko zajmował się grami komputerowymi, potem zafascynował się programowaniem. Spędzał przed ekranem całe dnie. Był odludkiem, nie lubił sportów ani towarzystwa. W wieku 16 lat rzucił szkołę. Zapisał się na roczny kurs programowania i ukończył go w dwa miesiące.
Mając 18 lat opuścił RPA. Pracował jako specjalista IT dla kilku firm w różnych krajach. Anglia, USA, Australia, pierwsze małżeństwo.
Pracował dla firm, a w wolnym czasie tworzył własne programy, które jak liczył, przyniosą mu pewnego dnia wielkie pieniądze.
Stworzył między innymi program szyfrujący E4M który potem stał się podstawą dla słynnego TrueCrypta. Do dziś niektórzy podejrzewają, że to Paul Le Roux mógł być tajemniczym twórcą Bitcoina, ale nie ma na to żadnych twardych dowodów.
A jego ówczesne wytwory nie przynosiły dochodu. Do tego działanie „na boku” nie spodobało się pracodawcy który podejrzewał, że Le Roux wykorzystuje sprzęt i wiedzę z firmy do rozwoju własnych projektów. Zwolniono go z pracy. Przyszły problemy finansowe, seria przeprowadzek, rozwód. Rozpaczliwe poszukiwania inwestorów i nowych możliwości.
Los odwrócił się w 2004, gdy Le Roux odkrył swoje eldorado: wysyłkowy handel lekami na receptę. Nie stworzył tego procederu od zera, po prostu wykorzystał ówczesny boom na masowe przepisywanie opioidów w USA, czas który później przerodził się w tzw. kryzys opioidowy. Firmy farmaceutyczne promowały opioidy jako skuteczne i relatywnie bezpieczne leki przy bólu przewlekłym, co doprowadziło do ogromnego wzrostu popytu, tworząc pokolenie „legalnych narkomanów”.
System Le Rouxa jeszcze bardziej upraszczał ten proces: klient wypełniał internetową ankietę, lekarz na jej podstawie wypisywał receptę, paczka przychodziła pod drzwi. Coś w stylu legalnej dystrybucji dragów prosto z profesjonalnej fabryki.
Wobec handlu internetowego lekami nie było żadnych regulacji, wszystko więc odbywało się teoretycznie legalnie.Le Roux stworzył sieć aptek internetowych, centra telefoniczne, firmy obsługujące płatności, systemy wysyłkowe w wielu krajach poczynając od USA, a potem zdobywając świat. Zaczął zarabiać setki milionów dolarów rocznie. Do 2010 miał dziesięć centrali telefonicznych i 1000 pracowników.
Zanim władze zorientowały się w rozmiarze uzależnień od opioidów i zaczęły walczyć z łatwym dostępem do tych leków, Le Roux zarobił majątek. Pieniądze zarobione na sprzedaży leków były kapitałem, który pozwolił mu… Nie, nie na wygodne i legalne życie. Wprost przeciwnie. Nie tylko kontynuował działanie swoich internetowych aptek korzystając z kruczków prawnych i słabości różnych jurysdykcji, ale dzięki zdobytym już pieniądzom zbudował międzynarodową organizację przestępczą zajmującą się bardziej ryzykownymi ale też bardziej opłacalnymi interesami.
Jego organizacja działała na kilku kontynentach jednocześnie. Zajmowała się przemytem narkotyków, handlem bronią, praniem pieniędzy, fałszywymi dokumentami oraz korumpowaniem urzędników. Szybko też zaczęło się zlecanie zabójstw…
Le Roux stał się, jak to zresztą podsumował sędzia na jego procesie wiele lat później, kimś w rodzaju genialnego i złego naukowca z filmów o Jamesie Bondzie.
Jednym z ciekawszych wątków jego działalności była dystrybucja bardzo czystej metamfetaminy („ice”) produkowanej w państwowych laboratoriach Korei Północnej, co miało być genialnym sposobem zdobycia przez reżim twardej waluty. Paul Le Roux kupował duże ilości tego narkotyku prosto od północnokoreańskich pośredników, a następnie przemycał ją na rynki azjatyckie.
Nikt go specjalnie nie lubił. Le Roux był człowiekiem niesympatycznym, cynicznym, drażliwym i żyjącym w swoim świecie. Dość ciekawe jest, że tak jak on sam nie pochodził ze środowisk przestępczych, jego kartel również działał poza typowymi strukturami półświatka. Le Roux był bezwzględny i okrutny w działaniu. Paranoicznie kontrolował swoje otoczenie. Wydawał wyroki śmierci z często błahych powodów. Ludzi utrzymywał w strachu, a tych wiernych na końcu i tak sam zdradził.
Bazą operacyjną jego organizacji na dłużej stały się Filipiny. Wybudował tam rezydencję nad brzegiem morza do której jego pracownicy przewozili motorówkami diamenty, złoto i gotówkę z przestępczych działań. Jeżdżąc po świecie używał kilku tożsamości i fałszywych dokumentów. W tym autentycznego paszportu dyplomatycznego Demokratycznej Republiki Konga.
Zanim władze zorientowały się w rozmiarze uzależnień od opioidów i zaczęły walczyć z łatwym dostępem do tych leków, Le Roux zarobił majątek. Pieniądze zarobione na sprzedaży leków były kapitałem, który pozwolił mu… Nie, nie na wygodne i legalne życie. Wprost przeciwnie. Nie tylko kontynuował działanie swoich internetowych aptek korzystając z kruczków prawnych i słabości różnych jurysdykcji, ale dzięki zdobytym już pieniądzom zbudował międzynarodową organizację przestępczą zajmującą się bardziej ryzykownymi ale też bardziej opłacalnymi interesami.
Jego organizacja działała na kilku kontynentach jednocześnie. Zajmowała się przemytem narkotyków, handlem bronią, praniem pieniędzy, fałszywymi dokumentami oraz korumpowaniem urzędników. Szybko też zaczęło się zlecanie zabójstw…
Le Roux stał się, jak to zresztą podsumował sędzia na jego procesie wiele lat później, kimś w rodzaju genialnego i złego naukowca z filmów o Jamesie Bondzie.
Jednym z ciekawszych wątków jego działalności była dystrybucja bardzo czystej metamfetaminy („ice”) produkowanej w państwowych laboratoriach Korei Północnej, co miało być genialnym sposobem zdobycia przez reżim twardej waluty. Paul Le Roux kupował duże ilości tego narkotyku prosto od północnokoreańskich pośredników, a następnie przemycał ją na rynki azjatyckie.
Nikt go specjalnie nie lubił. Le Roux był człowiekiem niesympatycznym, cynicznym, drażliwym i żyjącym w swoim świecie. Dość ciekawe jest, że tak jak on sam nie pochodził ze środowisk przestępczych, jego kartel również działał poza typowymi strukturami półświatka. Le Roux był bezwzględny i okrutny w działaniu. Paranoicznie kontrolował swoje otoczenie. Wydawał wyroki śmierci z często błahych powodów. Ludzi utrzymywał w strachu, a tych wiernych na końcu i tak sam zdradził.
Bazą operacyjną jego organizacji na dłużej stały się Filipiny. Wybudował tam rezydencję nad brzegiem morza do której jego pracownicy przewozili motorówkami diamenty, złoto i gotówkę z przestępczych działań. Jeżdżąc po świecie używał kilku tożsamości i fałszywych dokumentów. W tym autentycznego paszportu dyplomatycznego Demokratycznej Republiki Konga.
W szczytowym okresie działalności organizacja Le Rouxa przypominała prywatne państwo. Posiadał samoloty, statki, uzbrojonych ochroniarzy, sieć firm-przykrywek, konta w wielu jurysdykcjach. Jego pracownikami byli eks-żołnierze i byli ludzie ze służb.
Sam Le Roux określał się jako neokolonialista. „W Afryce mogę robić co chcę. Omijać zasady, tworzyć własne, żyć tak jak chcę, stworzyć własne imperium”. W budowaniu tego imperium nic nie przysłużyło mu się bardziej niż korupcja. Uważał, że każdy ma swoją cenę.
Zlecał porwania, nakazywał zabójstwa osób podejrzewanych o zdradę i eliminował wspólników, którzy mogli stanowić zagrożenie. Do ochrony transportów narkotyków i „operacji specjalnych” zatrudnił grupę weteranów wojskowych z różnych krajów. Był tam między innymi Polak.
Szefem tej grupy specjalnej był Amerykanin Joseph Hunter pseudonim „Rambo”, były weteran Rangersów. Hunter nie za dobrze nadawał się do cywilnego życia, po latach wojen miał PTSD i problemy z rodziną, łatwo wpadał we wściekłość i nie mógł zagrzać miejsca w żadnej zwyczajnej pracy.
Le Roux zatrudnił go początkowo jako przybocznego w podróżach do Mali, gdzie jeździli po złoto. „Rambo” zrobił na Le Rouxu wrażenie, i został przez niego zatrudniony do stworzenia zbrojnego skrzydła organizacji.
Polakiem pracującym w kartelu Le Rouxa był Sławomir S., były antyterrorysta BOA i wojskowy. Sławomir S. został zwerbowany przez Huntera „Rambo” i zajmował się ochroną transportów narkotykowych oraz planowaniem zabójstw.
Le Roux wykorzystywał niestabilne regiony Afryki jako element swojej globalnej sieci logistycznej. To właśnie sprowadziło go na pewien czas do Somalii. Obiecujące wydawały się słaba kontrola państwa, rozwinięte sieci przemytu, dostęp do broni, możliwość ukrywania operacji finansowych i logistycznych.
Do tej pory Le Roux sprzedawał między innymi nowoczesne systemy broni dla Iranu, a potem karabinki dla watażków w Somalii, dzięki czemu posiadał w tym kraju kontakty.
W końcu przeniósł się do Somalii, aby prowadzić tam interesy. Opłacił sobie ochronę w jednym z klanów Mogadiszu, zatrudnił kilkuset bojowników. Jego współpracownicy założyli plantacje marihuany, a Le Roux miał plany aby rozpocząć tam masową produkcję koki oraz opium (plany te raczej nie mogły się ziścić, gdyż koka nie nadaje się do pustynnego klimatu).
Finalnie Somalia nie okazała się jego ziemią obiecaną. Plantacje były mało opłacalne, przedsięwzięcia przemytnicze mało wydajne, a utrzymanie prywatnej armii co było niezbędne w tym miejscu świata okazało się zbyt kosztowne. Le Roux wygasił somalijskie interesy i wrócił do Azji, gdyż kroił mu się większy interes.
Na zakupionym statku wysłał transport wojskowej broni kupionej od rządu Indonezji i mającej być przeznaczoną dla rządu Mali. Tak naprawdę certyfikat ostatecznego nabywcy był sfałszowany, a broń miała trafić w ręce islamistów z Abu Sayaff.
Sam Le Roux określał się jako neokolonialista. „W Afryce mogę robić co chcę. Omijać zasady, tworzyć własne, żyć tak jak chcę, stworzyć własne imperium”. W budowaniu tego imperium nic nie przysłużyło mu się bardziej niż korupcja. Uważał, że każdy ma swoją cenę.
Zlecał porwania, nakazywał zabójstwa osób podejrzewanych o zdradę i eliminował wspólników, którzy mogli stanowić zagrożenie. Do ochrony transportów narkotyków i „operacji specjalnych” zatrudnił grupę weteranów wojskowych z różnych krajów. Był tam między innymi Polak.
Szefem tej grupy specjalnej był Amerykanin Joseph Hunter pseudonim „Rambo”, były weteran Rangersów. Hunter nie za dobrze nadawał się do cywilnego życia, po latach wojen miał PTSD i problemy z rodziną, łatwo wpadał we wściekłość i nie mógł zagrzać miejsca w żadnej zwyczajnej pracy.
Le Roux zatrudnił go początkowo jako przybocznego w podróżach do Mali, gdzie jeździli po złoto. „Rambo” zrobił na Le Rouxu wrażenie, i został przez niego zatrudniony do stworzenia zbrojnego skrzydła organizacji.
Polakiem pracującym w kartelu Le Rouxa był Sławomir S., były antyterrorysta BOA i wojskowy. Sławomir S. został zwerbowany przez Huntera „Rambo” i zajmował się ochroną transportów narkotykowych oraz planowaniem zabójstw.
Le Roux wykorzystywał niestabilne regiony Afryki jako element swojej globalnej sieci logistycznej. To właśnie sprowadziło go na pewien czas do Somalii. Obiecujące wydawały się słaba kontrola państwa, rozwinięte sieci przemytu, dostęp do broni, możliwość ukrywania operacji finansowych i logistycznych.
Do tej pory Le Roux sprzedawał między innymi nowoczesne systemy broni dla Iranu, a potem karabinki dla watażków w Somalii, dzięki czemu posiadał w tym kraju kontakty.
W końcu przeniósł się do Somalii, aby prowadzić tam interesy. Opłacił sobie ochronę w jednym z klanów Mogadiszu, zatrudnił kilkuset bojowników. Jego współpracownicy założyli plantacje marihuany, a Le Roux miał plany aby rozpocząć tam masową produkcję koki oraz opium (plany te raczej nie mogły się ziścić, gdyż koka nie nadaje się do pustynnego klimatu).
Finalnie Somalia nie okazała się jego ziemią obiecaną. Plantacje były mało opłacalne, przedsięwzięcia przemytnicze mało wydajne, a utrzymanie prywatnej armii co było niezbędne w tym miejscu świata okazało się zbyt kosztowne. Le Roux wygasił somalijskie interesy i wrócił do Azji, gdyż kroił mu się większy interes.
Na zakupionym statku wysłał transport wojskowej broni kupionej od rządu Indonezji i mającej być przeznaczoną dla rządu Mali. Tak naprawdę certyfikat ostatecznego nabywcy był sfałszowany, a broń miała trafić w ręce islamistów z Abu Sayaff.
Z przemytu nic nie wyszło. Władze zatrzymały statek i zaczęło się grube śledztwo. Co prawda Le Roux próbował zablokować dalsze problemy, co w znacznej mierze mu się udało. Jego partner odpowiedzialny za ładunek zgłosił się do filipińskich władz aby trafić do programu ochrony świadków, ale został zastrzelony wraz z żoną, podobnie skończył jego prawnik.
Ale dla Le Rouxa zrobiło się w Azji w tym okresie zbyt gorąco i uciekł do Brazylii.
Zamieszkał pod fałszywymi danymi w Rio de Janeiro gdzie zapewnił sobie bezpieczeństwo przed ewentualną ekstradycją robiąc dziecko ze swoją brazylijską kochanką (prawo tego kraju stanowi, że ojciec brazylijskiego dziecka nie może być ekstradowany).
Le Roux z Rio kontrolował duże przemyty narkotyków. Kokaina miała być ładowana na jachty w Ekwadorze, a potem dostarczana na Filipiny oraz do Australii.
Jeden z jachtów podczas rejsu trafił na sztorm i rozbił się. Jego wrak znaleziono u wybrzeży wysp Tonga. W środku było ciało słowackiego żeglarza, wiele paszportów, oraz setki kilogramów kokainy. Władze Tonga zawiadomiły rodzinę Słowaka, ale rodzice denata napisali, że to nie ich syn…
Amerykańska DEA od wielu lat prowadziła śledztwo nad działaniami Paula Le Roux.
Agenci infiltrowali jego organizację, monitorowali transporty narkotyków, zbierali zeznania współpracowników. Z czasem zebrali na niego ogromną liczbę dowodów. Wiedzieli też, że stać go na najlepszych adwokatów, i że jeśli tylko będzie miał szansę, to ucieknie w dowolne miejsce świata i dobrze się ukryje. Do tego mieszkał w Brazylii, która mogła odmówić jego wydania.
Do schwytania Le Rouxa zastosowano podstęp. Agenci DEA zwabili go w 2012 roku do Liberii pod pretekstem spotkania biznesowego z rzekomym kolumbijskim kartelem. Le Roux miał załatwić chemiczne odczynniki oraz chemików do stworzenia laboratoriów metamfetaminy w Liberii, a zapłatę miał otrzymać w kokainie.
Rzekomi przedstawiciele kartelu poinformowali go, że gotowa metamfetamina trafi na sprzedaż do Nowego Jorku. Była to dodatkowa pułapka, bo dzięki temu mogli aresztować go za konspirowanie celem sprzedaży narkotyków w USA.
Paul Le Roux dał się nabrać. Zaraz po wylądowaniu w Monrovii został aresztowany przez miejscową policję, i choć oferował łapówkę, przekazany zaraz w ręce DEA. Od razu wsadzono go w samolot lecący do USA.
To na pokładzie tego samolotu po krótkiej rozmowie zdecydował się współpracować z władzami. Ujawnił kulisy działania swojej organizacji, opowiadał o własnych zbrodniach, pomagał w innych śledztwach.
Był to jeden z najdłuższych procesów w historii USA. Spowodowane było to tym, że decyzję w sprawie jego wyrok odłożono do czasu wykorzystania zeznań, aby najpierw ocenić ich skuteczność. Przez cały ten czas Le Roux znajdował się w areszcie i dla jego bezpieczeństwa nie podawano publicznie w którym.
W czerwcu 2020 roku został skazany na 25 lat więzienia. Gdyby nie współpraca, jedynym wyrokiem jaki mógł dostać byłoby wielokrotne dożywocie.
Jego „człowiek od brudnej roboty” Joseph Hunter, otrzymał w 2016 wyrok dwudziestu lat więzienia za rzeczy do których się przyznał, a trzy lata później dożywocie – gdy udowodniono mu zabójstwo dokonane na Filipinach.
Polak z grupy Le Rouxa Sławomir S. został aresztowany w Estonii i trafił przed sąd w Nowym Jorku. Przyznał się do winy ochraniania transportów Le Rouxa oraz planowania zabójstw. Kilka lat temu odzyskał wolność i wrócił do Polski
Dziekuje.
Ale dla Le Rouxa zrobiło się w Azji w tym okresie zbyt gorąco i uciekł do Brazylii.
Zamieszkał pod fałszywymi danymi w Rio de Janeiro gdzie zapewnił sobie bezpieczeństwo przed ewentualną ekstradycją robiąc dziecko ze swoją brazylijską kochanką (prawo tego kraju stanowi, że ojciec brazylijskiego dziecka nie może być ekstradowany).
Le Roux z Rio kontrolował duże przemyty narkotyków. Kokaina miała być ładowana na jachty w Ekwadorze, a potem dostarczana na Filipiny oraz do Australii.
Jeden z jachtów podczas rejsu trafił na sztorm i rozbił się. Jego wrak znaleziono u wybrzeży wysp Tonga. W środku było ciało słowackiego żeglarza, wiele paszportów, oraz setki kilogramów kokainy. Władze Tonga zawiadomiły rodzinę Słowaka, ale rodzice denata napisali, że to nie ich syn…
Amerykańska DEA od wielu lat prowadziła śledztwo nad działaniami Paula Le Roux.
Agenci infiltrowali jego organizację, monitorowali transporty narkotyków, zbierali zeznania współpracowników. Z czasem zebrali na niego ogromną liczbę dowodów. Wiedzieli też, że stać go na najlepszych adwokatów, i że jeśli tylko będzie miał szansę, to ucieknie w dowolne miejsce świata i dobrze się ukryje. Do tego mieszkał w Brazylii, która mogła odmówić jego wydania.
Do schwytania Le Rouxa zastosowano podstęp. Agenci DEA zwabili go w 2012 roku do Liberii pod pretekstem spotkania biznesowego z rzekomym kolumbijskim kartelem. Le Roux miał załatwić chemiczne odczynniki oraz chemików do stworzenia laboratoriów metamfetaminy w Liberii, a zapłatę miał otrzymać w kokainie.
Rzekomi przedstawiciele kartelu poinformowali go, że gotowa metamfetamina trafi na sprzedaż do Nowego Jorku. Była to dodatkowa pułapka, bo dzięki temu mogli aresztować go za konspirowanie celem sprzedaży narkotyków w USA.
Paul Le Roux dał się nabrać. Zaraz po wylądowaniu w Monrovii został aresztowany przez miejscową policję, i choć oferował łapówkę, przekazany zaraz w ręce DEA. Od razu wsadzono go w samolot lecący do USA.
To na pokładzie tego samolotu po krótkiej rozmowie zdecydował się współpracować z władzami. Ujawnił kulisy działania swojej organizacji, opowiadał o własnych zbrodniach, pomagał w innych śledztwach.
Był to jeden z najdłuższych procesów w historii USA. Spowodowane było to tym, że decyzję w sprawie jego wyrok odłożono do czasu wykorzystania zeznań, aby najpierw ocenić ich skuteczność. Przez cały ten czas Le Roux znajdował się w areszcie i dla jego bezpieczeństwa nie podawano publicznie w którym.
W czerwcu 2020 roku został skazany na 25 lat więzienia. Gdyby nie współpraca, jedynym wyrokiem jaki mógł dostać byłoby wielokrotne dożywocie.
Jego „człowiek od brudnej roboty” Joseph Hunter, otrzymał w 2016 wyrok dwudziestu lat więzienia za rzeczy do których się przyznał, a trzy lata później dożywocie – gdy udowodniono mu zabójstwo dokonane na Filipinach.
Polak z grupy Le Rouxa Sławomir S. został aresztowany w Estonii i trafił przed sąd w Nowym Jorku. Przyznał się do winy ochraniania transportów Le Rouxa oraz planowania zabójstw. Kilka lat temu odzyskał wolność i wrócił do Polski
Dziekuje.