Proszę państwa. Widzą państwo to coś, co trzymam w ręku? No przyjrzyjcie się temu uważnie.
To jest ta słynna flaga, o którą dzisiaj w Europie toczą się wojny. Wszyscy o niej krzyczą, w telewizorach debaty, na ulicach marsze. I oni to nazywają „tęczą”.
Ale proszę państwa, zróbmy prosty test, taki na poziomie szkoły podstawowej, bo dzisiejsi postępowcy najwyraźniej opuścili te lekcje. Policzmy te paski. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Sześć kolorów, proszę państwa!
I tu jest cały pies pogrzebany! Każdy Indianin w dżungli Amazonii, każdy kowboj w Arizonie i każde dziecko na Podlasiu wie, że prawdziwa tęcza – ta, którą Pan Bóg namalował na niebie jako znak przymierza po potopie – ma siedem kolorów. Siedem! A oni wzięli boskie stworzenie, odcięli jeden kolor, bo im pewnie w paincie nie pasowało, i zrobili z tego swój własny, sztuczny manifest. To jest zwykłe fałszerstwo! Ściąganie podróbek z Chin, tylko że w sferze wartości.
Widzą państwo, ja zjeździłem cały świat. Rozmawiałem z ludźmi, którzy nie mają prądu, nie mają internetu, biegają boso po dżungli i polują z łukiem. I wiecie co? Tam nikt takich flag nie nosi. Tam sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jest chłop, jest baba, jest rodzina, są dzieci. Koniec kropka. Trzymają się twardych praw natury, bo jakby się nie trzymali, toby ich ta dżungla zjadła w trzy dni. Tam liczy się zdrowy rozsądek i to, co realne.
A ten kawałek szmatki, który trzymam w ręku? To jest czysta ideologia. Produkt z klimatyzowanych biur w Brukseli czy Nowym Jorku, wymyślony przez ludzi, którzy mają za dużo wolnego czasu i za mało prawdziwej pracy. I teraz oni chcą ten swój sztuczny twór wcisnąć nam wszystkim do gardła. Do szkół, do urzędów, do kościołów. Zamiast krzyża – sześć pasków.
Ja tam wolę twardo stąpać boso po ziemi, trzymać się tego, co naturalne, sprawdzone przez tysiące lat i po bożemu. A te polityczne manifesty? Niech sobie wiszą w Brukseli. U nas, proszę państwa, wciąż obowiązuje zdrowy rozsądek i normalność. I tego się trzymajmy!
To jest ta słynna flaga, o którą dzisiaj w Europie toczą się wojny. Wszyscy o niej krzyczą, w telewizorach debaty, na ulicach marsze. I oni to nazywają „tęczą”.
Ale proszę państwa, zróbmy prosty test, taki na poziomie szkoły podstawowej, bo dzisiejsi postępowcy najwyraźniej opuścili te lekcje. Policzmy te paski. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. Sześć kolorów, proszę państwa!
I tu jest cały pies pogrzebany! Każdy Indianin w dżungli Amazonii, każdy kowboj w Arizonie i każde dziecko na Podlasiu wie, że prawdziwa tęcza – ta, którą Pan Bóg namalował na niebie jako znak przymierza po potopie – ma siedem kolorów. Siedem! A oni wzięli boskie stworzenie, odcięli jeden kolor, bo im pewnie w paincie nie pasowało, i zrobili z tego swój własny, sztuczny manifest. To jest zwykłe fałszerstwo! Ściąganie podróbek z Chin, tylko że w sferze wartości.
Widzą państwo, ja zjeździłem cały świat. Rozmawiałem z ludźmi, którzy nie mają prądu, nie mają internetu, biegają boso po dżungli i polują z łukiem. I wiecie co? Tam nikt takich flag nie nosi. Tam sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa: jest chłop, jest baba, jest rodzina, są dzieci. Koniec kropka. Trzymają się twardych praw natury, bo jakby się nie trzymali, toby ich ta dżungla zjadła w trzy dni. Tam liczy się zdrowy rozsądek i to, co realne.
A ten kawałek szmatki, który trzymam w ręku? To jest czysta ideologia. Produkt z klimatyzowanych biur w Brukseli czy Nowym Jorku, wymyślony przez ludzi, którzy mają za dużo wolnego czasu i za mało prawdziwej pracy. I teraz oni chcą ten swój sztuczny twór wcisnąć nam wszystkim do gardła. Do szkół, do urzędów, do kościołów. Zamiast krzyża – sześć pasków.
Ja tam wolę twardo stąpać boso po ziemi, trzymać się tego, co naturalne, sprawdzone przez tysiące lat i po bożemu. A te polityczne manifesty? Niech sobie wiszą w Brukseli. U nas, proszę państwa, wciąż obowiązuje zdrowy rozsądek i normalność. I tego się trzymajmy!