0
„Ja, wilk, zwierz srogi i pożeracz wielu dzieci,
które ceniłem wyżej niż tłuste owce i bydło.
Kogut mnie zgubił, studnia była moją śmiercią;
teraz wiszę na szubienicy, ku pośmiewisku wszystkich ludzi.”

- XVII-wieczna ludowa rymowanka o Wilku z Ansbach.
Wilk z Ansbach (niem. Wolf von Ansbach) to jeden z najbardziej osobliwych przypadków europejskiej historii z pogranicza folkloru, legendy i zbiorowej grozy. W przeciwieństwie do klasycznych opowieści o wilkołakach nie dotyczył człowieka przyłapanego na przemianie, lecz prawdziwego wilka-ludojada, którego mieszkańcy Frankonii uznali za coś znacznie więcej niż zwykłe zwierzę. Byli przekonani, że mają do czynienia z powracającym zmarłym, z duchem znienawidzonego urzędnika, który ukrywał się pod skórą wilka.
Kompendium strachu: „Bestia powieszona jak człowiek”, Werwolf von Ansbach, vol. 83
Historia rozegrała się w 1685 roku w okolicach Ansbach i Windsbach, na terenie dzisiejszej Bawarii. Był to czas, gdy pamięć o wojnie trzydziestoletniej wciąż ciążyła nad miejscowym krajobrazem. Wsie pozostawały wyniszczone, a rozległe lasy pełne były dzikiej zwierzyny, w tym licznych drapieżników. Według lokalnych kronik populacja wilków znacznie wzrosła, przez co stanowiły one realne zagrożenie zarówno dla zwierząt gospodarskich, jak i ludzi. Georg Rusam w pracy Geschichte der Pfarrei Sachsen bei Ansbach pisał, że po wojnie wilki, szczególnie zimą, podchodziły pod wsie, młyny i samotne gospodarstwa, szukając pożywienia na drogach oraz gnojowiskach. Władze organizowały obławy, wyznaczały nagrody za zabite drapieżniki i zakładały wilcze doły, jednak problem utrzymywał się jeszcze przez wiele dziesięcioleci.
Kompendium strachu: „Bestia powieszona jak człowiek”, Werwolf von Ansbach, vol. 83
Według Rusama pierwszy opisany atak miał miejsce w lipcu 1685 roku. Ofiarą był Michael Zehnder, dziesięcioletni syn karczmarza z Rutzendorf, który pasł konie na łące Leitenwasen w pobliżu Lindach. Wilk rzucił się na chłopca, rozszarpał go i częściowo pożarł. Wkrótce miało dojść do kolejnych napaści. Bestia zaatakowała trzydziestoletnią córkę murarza z Höfstetten, dziecko ubogiej kobiety z Deßmannsdorf oraz sześcioletniego chłopca spod Leidendorf, którego porwała sprzed gospodarstwa jego ojca. Łącznie Rusam przypisuje wilkowi śmierć czworga dzieci oraz pogryzienie trojga dorosłych, którzy zdołali przeżyć.
Sam opis zwierzęcia budził wśród mieszkańców przerażenie. Przedstawiano je jako wychudzonego, lecz wyjątkowo dużego, silnego i zajadłego wilka. Z dzisiejszej perspektywy można wskazać naturalne wyjaśnienie jego zachowania. Mógł to być stary, chory lub ranny osobnik, zbyt słaby, by skutecznie polować na dziką zwierzynę, który z głodu zaczął atakować łatwiejsze ofiary dzieci i samotnych ludzi. Dla ówczesnych mieszkańców taka odpowiedź nie była jednak wystarczająca. W przekazach ludowych wilk nie uchodził za zwykłe zwierzę. Miał być wcieleniem Michaela Leichta, zmarłego rok wcześniej burmistrza i Kastenpflegera Ansbach [2]. 

[2] urzędnik zarządzający miejskimi dochodami
Kompendium strachu: „Bestia powieszona jak człowiek”, Werwolf von Ansbach, vol. 83
Według wersji zapisanej przez Alexandra Schöppnera w Sagenbuch der Bayerischen Lande ludzie wierzyli, że Leicht po własnej śmierci spoglądał z okna domu na swój pogrzeb, a następnie został przemieniony w wilka. Od tej pory miał przez ponad kwartał grasować w okolicach Windsbach, zabijać dzieci, ranić dorosłych i siać tak wielki strach, że nikt nie odważał się samotnie wychodzić w pole bez broni. Schöppner zapisał również najbardziej makabryczną wersję finału tej historii. Wilk miał zostać schwytany podczas pogoni za kogutem. Rzucił się za ptakiem i wpadł do pustego dołu lub starej studni przykrytej chrustem. Na miejsce zbiegli się chłopi, którzy dobili uwięzione zwierzę kijami i kamieniami.
Rusam przytacza podobną relację. Według niego wilk pojawił się w Neuses koło Windsbach, gdzie próbował pochwycić koguta, lecz runął do starej studni zamaskowanej gałęziami. Różnice między przekazami dotyczą przede wszystkim szczegółów pułapki, natomiast ich zasadniczy przebieg pozostaje taki sam. 

Według Schöppnera 10 października ciało wilka przewieziono do Ansbach. Zwierzęciu odcięto pysk, po czym założono mu maskę zwaną Schönbartem [3], perukę oraz strój wykonany z woskowanego płótna. Tak przygotowane ciało powieszono na szubienicy na Nürnberger Berg pod Ansbach. Następnie skórę wilka zdjęto, wypchano i umieszczono w ansbachskiej Kunstkammer, czyli miejscowym gabinecie osobliwości. Rusam również podaje, że ciało drapieżnika ubrano w męskie szaty, ozdobiono maską, peruką i brodą, a potem powieszono w pobliżu wiatraka.

[3] ozdobna maska z brodą lub osoba ją nosząca, a także określenie słynnego, średniowiecznego karnawałowego pochodu w Norymberdze.
Kompendium strachu: „Bestia powieszona jak człowiek”, Werwolf von Ansbach, vol. 83
Rytuał ten nie był jedynie szyderstwem ze zwierzęcia ani publicznym pokazem zwycięstwa nad niebezpiecznym drapieżnikiem. Miał głębsze, symboliczne znaczenie. Wśród mieszkańców utrwaliło się przekonanie, że wilk był Menschenwolfem (pol. człowiekiem-wilkiem), w którym zamieszkał duch powszechnie znienawidzonego burmistrza Ansbach. Chciano więc unieszkodliwić nie tylko ciało zwierzęcia, lecz także kryjącego się w nim złego człowieka. Z wydarzeniem tym wiąże się także przezwisko mieszkańców Ansbach- Wolfshenker, (pol. wieszający wilki). Określenie to przez długi czas funkcjonowało jako regionalne miano przypominające o niezwykłej egzekucji zwierzęcia.
Kompendium strachu: „Bestia powieszona jak człowiek”, Werwolf von Ansbach, vol. 83
W literaturze przekaz o Wilku z Ansbach pojawia się przede wszystkim w dziewiętnastowiecznych zbiorach sag i podań. Alexander Schöppner zamieścił go pod tytułem Die Wolfshenker w swoim Sagenbuch der Bayerischen Lande. Opierał się przy tym na wcześniejszych notatkach historycznych i odwoływał się do Deutsches Sagenbuch Ludwiga Bechsteina. Pokazuje to, że historia nie pozostała jedynie lokalnym zapisem kronikarskim, lecz z czasem przekształciła się w pełnoprawną bawarsko-frankońską legendę.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Clap for the Wolfman to piosenka, którą niektórzy mogą pamiętać z lat siedemdziesiątych. Była swego rodzaju muzycznym hołdem dla słynnego, brodatego prezentera radiowego znanego jako Wolfman Jack. Tymczasem mieszkańcy wiejskich okolic Elkhorn mają dziś do czynienia z zupełnie innym człowiekiem-wilkiem, stworzeniem, które ich zdaniem przypomina prawdziwego wilkołaka i z pewnością nie zajmuje się puszczaniem płyt.

Plotki krążyły po miasteczku od mniej więcej dwóch lat, zanim po raz pierwszy o nich usłyszałam. Opowiadano o wilkopodobnym stworzeniu widywanym w pobliżu Bray Road, które miało biegać na dwóch nogach, porywać kurczaki, pożerać zwierzęta potrącone przez samochody i śmiertelnie przerażać miejscowych. Niektórzy z nich, czasem dosłownie, ratowali się ucieczką.”


- fragment z artykułu Tracking down ‘The Beast of Bray Road’, aut. Linda Godfrey.
Bestia z Bray Road, zwana również „wilkołakiem z Wisconsin”, jest bohaterką jednej z najbardziej znanych amerykańskich legend miejskich o istocie przypominającej wilkołaka. Centrum tej opowieści stanowi Bray Road, wiejska droga położona w pobliżu miasteczka Elkhorn, w hrabstwie Walworth. Stan Wisconsin w żaden sposób nie kojarzy się z gotycką scenerią, jakiej można byłoby oczekiwać po opowieściach o wilkołakach. Rozległe pola kukurydzy, farmy i oddalone od siebie o wiele kilometrów gospodarstwa tworzą typowy krajobraz amerykańskiej prowincji. Te zwyczajne okoliczności czynią legendę tak niepokojącą. Potwór nie wyłania się ze starego zamku, czy cmentarza a z miejsc, które za dnia wyglądają całkiem zwyczajnie.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
W przeciwieństwie do wilkołaków znanych z dawnych europejskich podań Bestia z Bray Road nie jest związana z klątwą, pełnią księżyca ani przemianą człowieka w wilka. To istota, której legenda narodziła się z lokalnych plotek, relacji kierowców, urzędowych notatek, artykułu prasowego oraz późniejszej pracy dziennikarki Lindy S. Godfrey. Sama Godfrey pisała, że pierwsze osoby, które publicznie opowiedziały o swoich spotkaniach ze stworzeniem, widziały je na Bray Road lub w jej pobliżu. Z tego powodu nazwała je „The Beast of Bray Road”.
Najbardziej klasyczne opisy przedstawiają stworzenie przypominające wilka, lecz nie do końca zwierzęce. Świadkowie wspominali o istocie pokrytej brązową lub szarą sierścią, mającej długi pysk, spiczaste uszy, świecące oczy i potężne pazury. Relacje dotyczące sposobu jej poruszania się były niejednoznaczne. Według niektórych świadków biegała na czterech łapach, według innych chodziła na dwóch nogach. W pierwszym artykule Godfrey z 1991 roku świadek występująca pod imieniem „Barbara” opisywała postać klęczącą przy drodze i pożerającą padlinę. Jej łokcie miały być uniesione, a pazury skierowane na zewnątrz. Kobieta wspominała również o brunatnoszarej sierści, kłach, spiczastych uszach oraz rozmiarach zbliżonych do przeciętnego człowieka.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Autorką drugiej ważnej relacji przytoczonej w pierwotnym artykule była uczennica liceum, której nadano pseudonim „Pat”. Dziewczyna twierdziła, że w mglisty wieczór Halloween potrąciła samochodem nieznane stworzenie. Gdy wysiadła, aby sprawdzić, co się stało, zobaczyła dużą, owłosioną istotę biegnącą w jej kierunku. Według jej relacji stworzenie poruszało się w sposób przypominający bieg na dwóch nogach, ciężko uderzało o ziemię, a następnie chwyciło samochód i pazurami zarysowało tył pojazdu. Dziewczyna nie chciała nazywać go wilkołakiem, określiła je jednak jako „freak of nature” (pol. wybryk natury).
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
W pierwotnym materiale opublikowanym w „The Week” w dniu 29 grudnia 1991 roku legenda nie występowała jeszcze w postaci w pełni ukształtowanego mitu. Godfrey pisała, że pogłoski krążyły po mieście od około dwóch lat. W okolicach Bray Road opowiadano o wilkopodobnym stworzeniu, które biegało na dwóch nogach, kradło kurczaki, pożerało zwierzęta potrącone przez samochody i straszyło mieszkańców. W tym samym tekście pojawia się również istotny szczegół. Miejscowy humane officer (pol. inspektor ochrony zwierząt) Jon Fredrickson, miał przechowywać w swoich aktach teczkę zatytułowaną „Werewolf”. Zawierała ona notatki dotyczące sześciu lub siedmiu obserwacji, w tym doniesienia o odnalezionych śladach, stworzeniu ze spiczastymi uszami oraz włochatej istocie ścigającej jelenia na dwóch nogach.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Początki legendy o Bestii bywają przesuwane aż do 1936 roku i wiązane z historią Marka Shacklemana, nocnego stróża w St. Coletta School niedaleko Jefferson. Według opublikowanego później opracowania „Milwaukee Magazine” Shackleman miał zobaczyć nocą potężną, wilczą postać kopiącą w starym kopcu. Stworzenie miało następnie stanąć na dwóch nogach, odsłonić kły i wydać dźwięk przypominający coś pomiędzy ludzką mową a warczeniem. Wątek ten ma charakter legendarny i został powiązany z Bestią dopiero z perspektywy czasu. Dobrze jednak pokazuje, w jaki sposób współczesna historia z Elkhorn połączyła się ze znacznie starszym motywem.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Pochodzenie stworzenia pozostaje niewyjaśnione. W rzetelnym ujęciu popularnonaukowym należy jednak wyraźnie rozdzielić dwie warstwy tej historii: legendę oraz możliwe, naturalne wyjaśnienia relacjonowanych zdarzeń. Już w pierwszym artykule Fredrickson sugerował, że tajemnicza bestia mogła być kojotem albo wilkiem. Zauważał również, że wilk lub kojot podczas skoku może sprawiać wrażenie, jakby przez chwilę stał albo poruszał się na dwóch nogach. Wisconsin Department of Natural Resources podaje, że zgłaszane przez mieszkańców obserwacje wilków, także poza obszarami uznawanymi za stale przez nie zamieszkane pomagają biologom identyfikować nowe rejony ich występowania. Monitoring dużych drapieżników opiera się między innymi na analizie tropów, bezpośrednich obserwacjach oraz zgłoszeniach dotyczących konfliktów między zwierzętami a ludźmi.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Wiara w ludzi, którzy potrafili przemieniać się w wilki, była bardzo rozpowszechnionym przesądem  nie tylko w średniowieczu, lecz utrzymywała się jeszcze w znacznie późniejszych czasach i stanowiła część wierzeń związanych z czarownictwem. Można by zebrać wiele opowieści podobnych do tej, którą przytacza Giraldus. W Anglii, gdzie wilki dawno już wyginęły, czarownice późniejszych czasów przemieniały się w zające.”

- cytat z The Historical Works of Giraldus Cambrensis, tłum. Thomas Forester, red. Thomas Wright, Londyn 1894. 
Wilkołaki z Ossory należą do najstarszych europejskich opowieści o całej grupie przeklętych ludzi przemieniających się w krwiożercze bestie. Był to klan pochodzący z dawnego irlandzkiego królestwa Osraige/Ossory, obejmującego w przybliżeniu obszary dzisiejszych hrabstw Kilkenny i Laois. Już w średniowiecznych przekazach irlandzkich, angielskich i nordyckich pojawia się motyw ludzi z Ossory, którzy mogli przybierać postać wilków lub byli do tego zmuszani przez klątwę. W wielu opisach wyglądali po prostu jak wilki, ale zachowywali ludzką pamięć, mowę, rozum i duszę. To właśnie czyni ich tak niepokojącymi. Świadomość, że pod wilczą skórą może znajdować się człowiek, sąsiad, krewny albo chrześcijanin domagający się sakramentu.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Najstarsza warstwa tej tradycji prowadzi do irlandzkiego tekstu Cóir Anmann (pol. Stosowności imion), zachowanego w średnioirlandzkiej tradycji uczonej i genealogicznej. Cyfrowa edycja CELT podaje, że tekst powstał w irlandzkich środowiskach monastycznych mniej więcej między 1050 a 1200 rokiem, a jego zachowane rękopisy obejmują m.in. Księgę z Lecan i Księgę z Ballymote. W Cóir Anmann pojawia się postać Laighnech Faeladh, wyjaśniana jako człowiek, który przybierał „wilcze kształty”, kiedy tylko chciał. Po nim podobną zdolność mieli dziedziczyć jego potomkowie, którzy według tekstu zabijali bydło „na obyczaj wilków”. To bardzo ważny ślad, bo pokazuje wersję starszą i bardziej wojowniczą. Wilkołactwo nie jest tu jeszcze wyłącznie karą za grzechy, lecz dziedziczną mocą rodu związanego z wilkiem, krwią, napadem i dziką siłą.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Najbardziej znaną opowieść o wilkołakach z Ossory zapisał jednak Gerald z Walii w Topographia Hibernica, dziele ukończonym pod koniec XII wieku po jego pobycie w Irlandii. W jego wersji ksiądz podróżujący z Ulsteru ku Meath nocuje w lesie przy ogniu, gdy z ciemności wychodzi wilk i przemawia do niego ludzkim głosem, zapewniając, że nie ma powodu do strachu. Wilk wyznaje kapłanowi, że jest mężczyzną z Ossory i że jest ich dwoje: on oraz kobieta, jego towarzyszka. Według tej wersji, wskutek klątwy świętego Natalisa, co siedem lat para ludzi z Ossory musi porzucić ludzką postać, opuścić siedziby ludzi i żyć jako wilki. Po siedmiu latach, jeśli przeżyją, wracają do dawnego kształtu, a ich miejsce zajmuje kolejna para.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Istnieje też inna, bardziej mroczna wersja wierzenia, znana z irlandzkiej tradycji o „man-wolves”, którą opisał Patrick Weston Joyce w The Wonders of Ireland z 1911 roku. Przedstawia ona przekonanie, że ludzie z Ossory mogli zmieniać się w wilki, a ich własne ludzkie ciało pozostawało w domu jak martwe. Jeśli ciało poruszono, człowiek nie mógł już wrócić do dawnej postaci i pozostawał wilkiem na zawsze. Ten wariant jest bardziej drapieżny niż opowieść Geralda. Człowiek w wilczej postaci miał napadać na owczarnie, pożerać bydło i zachowywać się jak zwykły, krwiożerczy wilk. Gdy został zraniony jako zwierzę, rana pojawiała się później na odpowiedniej części jego ludzkiego ciała. Z kolei ślady uczty, takie jak krew i kawałki surowego mięsa, zdradzały go po powrocie do ludzkiej formy.
Kompendium strachu: „Przeklęty klan z Irlandii”, Wilkołaki z Ossory, vol. 76
Literacko legenda funkcjonuje na kilku poziomach. W irlandzkiej tradycji genealogicznej Laighnech Faeladh łączy wilczość z rodowodem i królewską przeszłością Ossory. U Geralda z Walii opowieść zostaje przekształcona w cud, problem teologiczny, a zarazem komentarz do Irlandii oglądanej oczami anglo-normańskiego duchownego. Współczesna badaczka Julia van Rosmalen podkreśla, że wilkołaki z Topographia Hibernica nie są po prostu „Innym” ani zwykłymi potworami. Przekraczają granicę między człowiekiem a zwierzęciem, ale nie tracą ludzkiej natury.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Kiedy tarcza księżyca ciemnieje, ludzie pytają astronomów o zaćmienie, a starzy opowiadają o Vârcolacu, który znów dobrał się do nieba.”

- synteza motywów z dawnych wierzeń ludowych Rumunii
Vârcolac (wym. wyrkolak ) to istota u której dobrze widoczne jest dynamizm ludowego folkloru. Dziś w rumuńszczyźnie słowo to bywa używane jako określenie wilkołaka, ale w starszych wierzeniach był czymś znacznie dziwniejszym. Nie tylko człowiekiem-wilkiem, lecz przede wszystkim demonem. Potrafił on bowiem wspiąć się na niebo i pożerać słońce albo księżyc, wywołując zaćmienia i krwawe pełnie. Gdy na niebie robiło się nagle ciemno albo tarcza księżyca przybierała czerwony kolor, mówiono, że właśnie Vârcolac „gryzie światło”.
Kompendium strachu: „Pożeracz słońca i księżyca”, Vârcolac, vol. 35
Sama nazwa ma korzenie słowiańskie i jest spokrewniona z formami typu vukodlak czy vărkolak, co oznacza dosłownie wilcza sierść, wilkołak. W rumuńskim i bałkańskim kręgu kulturowym termin ten z czasem zaczął obejmować wilkołaki, jak i pewien typ wampirycznego rewenanta. Jednocześnie zachował swoją kosmiczną funkcję. W wielu opowieściach Vârcolac jest tym, który napada na ciała niebieskie. Dlatego przy zaćmieniach robiono hałas, dzwoniono, tłuczono w garnki, żeby „odgonić potwora” i zmusić go do puszczenia słońca lub księżyca.
Kompendium strachu: „Pożeracz słońca i księżyca”, Vârcolac, vol. 35
Wygląd Vârcolaca nigdy nie był ustalony raz na zawsze. W jednych opowieściach przybiera postać wilka albo wielkiego psa, w innych  smoka, wężowego potwora czy bliżej nieokreślonej bestii o wielu paszczach. Bywa też opisywany zupełnie niematerialnie, jako duch, który wspina się do nieba po niewidzialnej nici. Ta nić bywa łączona z przędzą. Mówi się, że demon zaczepia się o nitkę, którą nocą przy świetle snuje tajemnicza kobieta. Dopóki nić istnieje, Vârcolac może pożerać światło. Kiedy ktoś przerwie przędzenie, zrobi hałas albo zabije dzwonami, nić pęka, a potwór spada.
Kompendium strachu: „Pożeracz słońca i księżyca”, Vârcolac, vol. 35
W innych wariantach Vârcolac jest człowiekiem-wilkołakiem, którego dusza podczas zaćmienia opuszcza ciało. Zwierzęca, drapieżna część wychodzi z uśpionego człowieka, unosi się ku niebu i zaczyna pożerać tarczę słońca lub księżyca. Ciało zostaje na ziemi jakoby martwe. Jeśli ktoś je poruszy, zanim dusza zdąży wrócić, Vârcolac ginie lub zostaje na zawsze „zawieszony” między światami. Stąd przestrogi, by nie zbliżać się do niektórych śpiących, nawet jeśli budzą lęk.

Ludowe wyjaśnienia są bardzo charakterystyczne dla regionu. Vârcolacem może stać się dusza nieochrzczonego dziecka albo dziecka z nieprawego łoża. Także osoba obciążona ciężkim grzechem na przykład bratobójstwem albo ktoś, kto w powtarzalny sposób łamie tabu i obyczaj. Z każdego poważnego naruszenia normy może narodzić się po śmierci drapieżny duch, wilkołak, czy wampir. 
Kompendium strachu: „Pożeracz słońca i księżyca”, Vârcolac, vol. 35
Dziś, czytając dawne opowieści o Vârcolacu, można zobaczyć w nim nie tylko dziwnego potwora, lecz także metaforę ludzkiego lęku. To lęk przed tym, że pojedynczy grzech, błąd albo naruszenie porządku może zachwiać całym światem. Na chwilę zgasić słońce, splamić księżyc, sprowadzić ciemność w środku dnia. Vârcolac stoi dokładnie na przecięciu trzech światów wilkołaczego, wampirycznego i kosmicznego, dlatego pozostaje jedną z najciekawszych, najbardziej „rozciągliwych” postaci rumuńskiego folkloru.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
12
„Bestia sroga, nieznana w naszych stronach, pojawia się nagle… Wszędzie, gdzie się zjawi, zostawia krwawe ślady swojej okrutności”

- Mandament biskupa Mende, 31 XII 1764 (La Bête du Gévaudan, źródła z epoki).
La Bête du Gévaudan [1] to zjawisko z pogranicza historii, legend i żywej pamięci. Między 1764 a 1767 rokiem odległa, górzysta kraina Margeride (dzisiejsza Lozère i część Haute-Loire) żyła w strachu przed tajemniczym napastnikiem (lub napastnikami), który miał na sumieniu dziesiątki, a według wielu relacji około setki ofiar. Wieść o bête féroce [2] szybko wyszła poza lokalne kroniki i kazalnice. Stała się jedną z pierwszych międzynarodowych sensacji prasowych epoki. Opisy i karykaturalne ryciny ukazywały się od Paryża po Niemcy. Bestię rysowano raz jak przerośniętego wilka, raz jak hybrydę o długim ogonie i skoczności jak u kangura.
Kompendium strachu: „Kiedy kraj nawiedzi duch i mrok”, Bestia z Gévaudan, vol. 19
W przekazach ustnych z Gévaudan [3] do dziś powracają sceny zasadzki na ścieżce, modlitwy odmawiane w trwodze, opowieści o ocalałych dzieciach, o ubraniach znalezionych w krzakach. Pielgrzymki błagalne, procesje i publiczne obietnice pokuty splatały się z praktyką dnia codziennego. Kobiety nosiły noże przy pasie, mężczyźni tworzyli warty. Właśnie te ludowe opowieści nadały sprawie ton grozy i cudu. To z nich wyrosła słynna legenda, że Jean Chastel, wiejski myśliwy, miał zastrzelić Bestię kulą odlaną ze srebra. Historycy widzą tu przede wszystkim późniejszą romantyzację, sam motyw srebrnej kuli wszedł zaś na stałe do europejskiego imaginarium wilkołaczych polowań.
Kompendium strachu: „Kiedy kraj nawiedzi duch i mrok”, Bestia z Gévaudan, vol. 19
Warstwa twardych faktów miesza się z mitami. W 1765 r. królewski porte-arquebusier [4] François Antoine (często nazywany też de Beauterne [5]) zabił ogromnego wilka w Chazes i ogłosił sprawę zakończoną, co na krótko uspokoiło sytuację. Jednak ataki wróciły, aż w czerwcu 1767 r. Jean Chastel z La Besseyre-Saint-Mary ustrzelił w Sogne d’Auvers drugie zwierzę, po czym seria zabójstw ustała. Wokół tych dwóch „zwycięskich strzałów” narosła gęsta sieć sprzecznych relacji. Jedni mówili o wilkach niezwykłych rozmiarów, inni o mieszańcu wilka z psem, o hienach z menażerii, a nawet o człowieku prowadzącym tresowane zwierzę. To, co o Bestii wiemy z epoki, pochodzi z meldunków władz świeckich i kościelnych, z prasy oraz zebranych po latach świadectw. Monumentalnym zbiorem jest klasyczna praca proboszcza Pierre’a Pourchera: Histoire de la Bête du Gévaudan, véritable fléau de Dieu (1889). Oparta na dokumentach i przekazach lokalnych, a zarazem utrwalająca wiele legend w kanonicznej formie. W XX i XXI w. temat wraca w badaniach historyków i etnografów (np. Jean-Marc Moriceau), którzy na nowo porządkują dane o wilczych atakach i osadzają Gévaudan w szerszej historii konfliktu człowieka z drapieżnikiem bez rozstrzygania wszystkich zagadek.
Kompendium strachu: „Kiedy kraj nawiedzi duch i mrok”, Bestia z Gévaudan, vol. 19
Równolegle żyje „długa pamięć” regionu: gawędy o śladach większych niż dłoń dorosłego mężczyzny, o smole przy sierści, o zapachu, który „wiał od zwierza jak od garbarni”, o dzieciach ocalonych przez pastuchów i świętych patronów. Właśnie ta pamięć sprawiła, że Bestia stała się figurą wielu lęków naraz. Przed dziczą gór i lasów, przed bezsilnością władz na rubieżach Królestwa, przed nowoczesnością. Wreszcie przed samym opowiadaniem, które potrafi powiększyć cień do rozmiarów potwora. Nieprzypadkowo to wydarzenie z czasów Oświecenia przerodziło się z biegiem dekad w nowożytny mit. Od gazet i rycin, przez XIX-wieczne kompilacje, po współczesne książki, filmy i reportaże, w których Bestia bywa wilkiem, hieną, spiskiem lub przestrogą, że nie wszystko da się „zamknąć w raporcie”.
Kompendium strachu: „Kiedy kraj nawiedzi duch i mrok”, Bestia z Gévaudan, vol. 19
[1] „Bestia z Gévaudan”, fonetycznie po polsku czytamy: la BET dy żewodĄ/żewodã.
[2] Sroga/okrutna bestia, dzikie zwierzę, fonetycznie po polsku czytamy: bet feROS.
[3] Historyczna kraina we Francji, onetycznie po polsku czytamy: żewodĄ/żewodã.
[4] Dosł. nosiciel/strażnik arkebuza (króla), tytuł dworski królewskiego rusznikarza/strzelca-myśliwego, fonetycznie po polsku czytamy: port arkebuzJE (dy RŁA).
[5] Pzydomek/toponimiczny dodatek do nazwiska, fonetycznie po polsku czytamy: dy bo-TERN.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.088424921035767