9
**„Bananowy lot”** 

Gdyby w ogrodzie Hesperyd zamiast jabłek złotych 
rosły banany – owoce o skórze jak płomienie, 
może Dedal ostrzegłby syna: „Nie sięgaj po nie, 
bo sok ich pali jak słońce, co skrzydła topi w szkodzie”. 

Lecz Hindenburg, kolos dumny, pruł nieba błękit, 
w kadłubie – wodór, w sercach – pycha bez miary. 
A na pokładzie? Bagaż: marzenia, nektary... 
i skrzynia bananów – niby zwykły ładunek. 

Nikt nie słyszał szepczących mitów echem: 
że bogowie, gdy śmiertelnik sięga po zbyt wiele, 
mieszają w owocach słodycz z niebios zielem – 
i każdy kęs to przestroga przed ludzkim grzechem. 

Ikar spadł. Sterowiec stał się pochodnią na piasku. 
Dym niósł zapach spalonej stali, piany i... bananowej masy. 
A historyk napisze: „To wodór!”. Lecz poeta doda: 
„To hybris – co w ogniu ginie, choć rodzi się ze słodkich owoców lata”. 

**\*\*** 
*Morzeł? Nie. Tylko metafora –* 
*że czasem postęp, co w niebo się wzbija,* 
*ma smak bananów: słodki, aż do momentu,* 
*gdy ogień z nieba przypomni o porządku świata.*
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
23
Podejrzewam, że braci dzidowskiej krytyki nie uniese, ale chuj tam. Podzielę się z Wami moimi "wymiotami" poetyckimi. Piszę od jakiegoś czasu, jak macie kontakt do jakiejś gwiazdy, która szuka chujowego tekściarza - jestem!

A kiedy jutro wstanie dzień
Słońce muśnie moją twarz
W pustkę wleje żar. 
W ruch tchnie wyższy plan. 

Kiedy jutro wstanie dzień
Zmieni mi paletę barw
Flaute skończy wiatr
Nadmie żagli płat

Kiedy jutro wstanie dzień
Otworzy się, jak kwiat
I nie zblednie jego zew
Bo to już jest nowy świat. 

Kiedy jutro wstanie dzień
Zdmuchnę z oczu sen 
Zrzucę z siebie pled
I pójdę tam, gdzie tylko chce. 
Kiedy jutro wstanie dzień
Będę wiedział co jest złe
Chcę i potrzebuję 
jednym słowem stanie się. 
Kiedy jutro wstanie dzień
To będzie pierwszy dzień
Jakby nic nie było wcześniej
Jakbyś wdychał pierwszy tlen
Kiedy jutro wstanie dzień
To będzie inny dzień
Wszystkich zmieni światło
I nadejdzie złoty wiek.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.07617712020874