3
„Czasem przybierała swoją właściwą postać i raz czy dwa zdarzyło się, że z dala od osad samotny myśliwy dostrzegł starą kobietę o dziwnie wyglądającej dłoni, idącą przez las i cicho podśpiewującą do siebie:

Uwe'la na'tsïkû'. Su' sä' sai',
Wątrobę, zjadam ją. Su' sa' sai.

Była to nawet całkiem ładna piosenka, ale ścinała krew w żyłach, bo wiedział, że śpiewa ją pożeraczka wątrób, więc odchodził szybko i bezszelestnie, zanim mogła go zauważyć.”

- James Mooney, Myths of the Cherokee, 1900 rok. 
Spearfinger (po czirokesku Uʻtlũʻta, wym. ut-lun-ta) należy do najbardziej niepokojących postaci w tradycyjnych opowieściach Cherokee. W klasycznym zapisie Jamesa Mooneya przedstawiana jest jako kobieta-potwór żywiąca się ludzkimi wątrobami. W swojej prawdziwej postaci przypomina starą kobietę, lecz całe jej ciało pokrywa skóra twarda jak kamień. Na prawej dłoni ma długi, kamienny palec wskazujący, ostry niczym szydło albo grot włóczni. To właśnie od niego pochodzi jej imię, Spearfinger, czyli „Włóczniopalca”. Mooney odnotowuje także drugie określenie, Nûñ’yunu’ï (wym. nun-ju-nu-i), tłumaczone jako „Kamienna suknia” lub „Kamienny strój”.
Kompendium strachu: „Pożeraczka wątroby z indiańskich legend ”, Spearfinger , vol. 64
Spearfinger jest niebezpieczna przede wszystkim dlatego, że potrafi przybierać różne postacie. W opowieściach może podejść do dzieci jak zwyczajna starsza kobieta, zwabić je czułym głosem, a dopiero potem użyć ukrytego palca jako broni. W jednej z najbardziej znanych scen, zapisanej przez Mooneya, dziecko zasypia jej na kolanach, a wtedy potwór wbija kamienny palec w kark lub serce, wyjmuje wątrobę i zjada ją. W innych wariantach wchodzi do domu, przybierając postać członka rodziny, który na chwilę wyszedł, i atakuje z zaskoczenia. Ofiara początkowo nawet nie wie, że została ugodzona. Człowiek po prostu słabnie, zaczyna marnieć i w końcu umiera, ponieważ Spearfinger zabrała mu wątrobę.
Kompendium strachu: „Pożeraczka wątroby z indiańskich legend ”, Spearfinger , vol. 64
Pochodzenie tej postaci sięga starszej warstwy tradycji Cherokee, utrwalonej najpierw w opowieściach przekazywanych ustnie. Następnie zapisanej pod koniec XIX wieku przez Jamesa Mooneya w Myths of the Cherokee, opublikowanych w 1900 roku. To właśnie ten zbiór pozostaje podstawowym źródłem klasycznej wersji opowieści o Spearfinger. Warto jednak pamiętać, że tradycja opowiadania historii wśród Cherokee nie zatrzymała się na Mooneyu. Współczesne opracowania podkreślają, że opowieści Cherokee nadal żyją, zmieniają się i są przekazywane w rodzinach oraz społecznościach. Zbiory takie jak Living Stories of the Cherokee ukazują zaś ciągłość samej tradycji narracyjnej.
Kompendium strachu: „Pożeraczka wątroby z indiańskich legend ”, Spearfinger , vol. 64
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„W Salgótarján zejście do piwnicy po tokaja brzmi niewinnie, lecz według ludowych wyobrażeń, jest to plan zaskakująco ryzykowny.”

- zaczerpnięte z węgierskiego folkloru
Rézfaszú bagoly (wym. rezfasu bagoj) należy do tych postaci węgierskiego folkloru, które budzą większy niepokój, niż mogłoby to wynikać z ich pochodzenia. Nie istnieje jedna wielka legenda wyjaśniająca genezę tej postaci. Zamiast tego funkcjonuje ona jako silny, lokalny straszak, wykorzystywany przede wszystkim do dyscyplinowania dzieci. W artykule Gézy Balázsa z 2015 roku, opartym na wcześniejszych relacjach i opracowaniach, czytamy, że w folklorze węgierskim był to mało znany upiór. Pełnił funkcję straszaka, który miał zniechęcać dzieci do samotnego zapuszczania się do ciemnych pomieszczeń, takich jak strychy czy piwnice. Później podobne świadectwa odnotowano również w Kisvárdzie i Zali [1], co pozwala uznać tę istotę za związaną z ciemnymi, zakazanymi miejscami w obrębie domu.

[1] Kisvárda miasto na północnym wschodzie Węgier.
Zala region (historyczny komitat) w południowo-zachodniej części kraju.
Kompendium strachu: „Demoniczna sowa z miedzianym atrybutem”, Rézfaszú bagoly, vol. 62
Najbardziej uderzająca jest oczywiście sama nazwa. Dosłownie oznacza ona „sowę o miedzianym penisie” i to właśnie ten szczegół sprawił, że postać przetrwała w pamięci językowej dłużej niż wiele bardziej „poważnych” demonów. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że pochodzenie tego motywu nie jest pewne. W artykule Balázsa pojawiają się dwa główne tropy. Pierwszy wiąże tę postać z dawnymi znaleziskami ugrofińskimi. Wspomina się tam o małych miedzianych figurkach sowy z ludzką twarzą na piersi, odnajdywanych na ugorskich cmentarzach. Mogłoby to wskazywać na bardzo odległe, totemiczne lub szamańskie tło. Choć sam związek pozostaje raczej hipotezą niż dowodem. Drugi trop ma charakter językoznawczy i jest ostrożniejszy. Późniejsze opracowanie sugeruje, że pierwotnie mogło chodzić o formę rézfarkú bagoly, czyli „sowę o miedzianym ogonie”. Dopiero z czasem miało dojść do wymiany słowa farkú na faszú, ponieważ w języku węgierskim fark bywało również używane jako określenie penisa.
Kompendium strachu: „Demoniczna sowa z miedzianym atrybutem”, Rézfaszú bagoly, vol. 62
Rézfaszú bagoly sytuowałby się blisko innych węgierskich postaci o metalicznych cechach ciała, zwłaszcza vasorrú báby („żelazonosej baby”). W folklorze tego rodzaju metalowe atrybuty nie tylko odczłowieczają postać, lecz także czynią ją twardszą, bardziej nienaturalną, zimną i nieporuszoną. „Miedziany” w nazwie może więc działać podwójnie. Jako ślad dawnej symboliki metalu, a zarazem jako przejaw brutalności ludowego języka. W efekcie otrzymujemy istotę, która jest jednocześnie śmieszna i niepokojąca, obsceniczna i straszna. To jeden z tych przypadków, w których folklor nie potrzebuje rozbudowanej fabuły, ponieważ sama nazwa wystarcza, by uruchomić wyobraźnię.
Kompendium strachu: „Demoniczna sowa z miedzianym atrybutem”, Rézfaszú bagoly, vol. 62
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Huldra, o dłoniach białych jak śnieg i płomiennych zarazem,
plotła ciemne włosy, spływające ku złotopalczastym stopom.
[…]
A potem przed chłopcem usiadła z wolna
i położyła na kolanach tysiącstrunowy langspel. [1]”

- Andreas Faye, Norske Folke-Sagn, „Huldra eller Hulla”, Christiania 1844.

[1] Norweski ludowy instrument strunowy z długim, wąskim pudłem rezonansowym, zaliczany do cytr.
Huldra (norw. hulder/huldra) to postać północnego folkloru, która działa jak pułapka na samotnego człowieka w lesie. Wygląda jak piękna kobieta, lecz ma cechę zdradzającą jej nieludzką naturę. Najczęściej jest to krowi ogon, a w wielu przekazach także pusty, wydrążony grzbiet, przypominający spróchniałe drzewo. W opowieściach spotyka się ją w miejscach „bez świadków”, na górskich ścieżkach, przy polanach, w borze, tam, gdzie człowiek czuje się bezpiecznie. Huldra ma być silniejsza od ludzkich kobiet, a zarazem, można powiedzieć, bardziej „idealna” z przodu, co jest istotne dla mechaniki tej legendy. Kiedy ktoś dostrzeże ogon albo „pustkę pleców”, jest już za późno.
Kompendium strachu: „Uwodzicielka z głębi lasu ”, Huldra , vol. 61
Jej najgroźniejszą zdolnością jest bergta, czyli „zabrać w górę”, to znaczy zwabić człowieka do siebie i przetrzymać go tak, że znika z oczu ludzi, czasem na zawsze. Huldra nie musi atakować siłą, wystarczy, że człowiek pójdzie za jej głosem. Motyw spotkania bywa zwykle prosty. Samotny drwal, węglarz albo myśliwy słyszy śpiew, widzi kobietę, która zachowuje się jak ktoś z okolicy. Dostaje więc propozycję towarzystwa lub pomocy. W norweskich podaniach i zapisach huldra bywa raz nagrodą, a raz karą. Jednak zawsze działa na zasadzie transakcji. Jeśli okazujesz jej respekt, możesz wyjść cało. Jeśli ją znieważysz albo spróbujesz wykorzystać, kończy się to zaginięciem, upadkiem, chorobą albo utratą zmysłów.
Kompendium strachu: „Uwodzicielka z głębi lasu ”, Huldra , vol. 61
Folklor zna też warianty „oswojenia” huldry poprzez obrzędy religijne. W części podań pojawia się motyw, że jeśli mężczyzna doprowadzi do ślubu w kościele, huldra traci swoje cechy charakterystyczne, na przykład ogon, i staje się zwyczajną kobietą. Jakby religijny rytuał odcinał ją od świata przyrody. Ten typ wątku jest charakterystyczny dla historii, w których dawne wierzenia zostają wchłonięte przez chrześcijański porządek. Motyw ten jest szeroko znany w skandynawskich opowieściach o huldrze jako istocie kuszącej i niebezpiecznej.
Kompendium strachu: „Uwodzicielka z głębi lasu ”, Huldra , vol. 61
W Norwegii dobrze znany jest nurt literacki zwany huldreeventyr. Związany jest z tradycją zbierania i publikowania podań, w których pojawiają się huldry i underjordiske jako realne zagrożenie dla ludzi lasu. Widać to choćby w klasycznych publikacjach i ich późniejszych edycjach, w których huldra funkcjonuje jako element opowieści mówionej przeniesionej do druku. Ikonograficznie motyw ten utrwaliły także ilustracje do literatury huldreeventyr, na przykład rysunki związane z wydaniami Asbjørnsena.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„W buszu są dwa złe pomysły. Zgubić drogę i usiąść pod drzewem, na którym już ktoś czeka.”

- parafraza inspirowana aborygeńską legendą
Yara-ma-yha-who (wym. jara ma jaja hu) to jedna z najbardziej niepokojących istot australijskiego folkloru aborygeńskiego. Znana dziś przede wszystkim z zapisu Davida Unaipona. Jego siła tkwi w wyglądzie, który na pierwszy rzut oka wydaje się groteskowy. W opisie utrwalonym przez Unaipona i późniejszą tradycję jawi się jako mały, czerwony stwór o ogromnej głowie, szerokich, bezzębnych ustach oraz przyssawkach na palcach rąk i nóg. Nie poluje jak drapieżnik ścigający ofiarę w biegu. Czeka na drzewie, aż człowiek usiądzie pod nim, zmęczony upałem lub wędrówką. Wtedy spada z góry, przylega do ciała ofiary i wysysa z niej krew.
Kompendium strachu: „W Australii cień drzewa też bywa śmiertelny”, Yara-ma-yha-who, vol. 60
Najdziwniejszy, a zarazem najbardziej makabryczny element tej legendy pojawia się później. Yara-ma-yha-who nie poprzestaje na osłabieniu człowieka. Po wypiciu krwi połyka ofiarę w całości, po czym zapada w sen. Gdy się budzi, wypluwa człowieka z powrotem. Ocalony nie wraca jednak bez zmian. Staje się mniejszy, słabszy i bardziej czerwony. Jeśli ten cykl powtórzy się kilka razy, ofiara sama przemienia się w istotę tego samego rodzaju. To właśnie ten motyw sprawia, że Yara-ma-yha-who bywa porównywany do wampira. Choć jego sposób działania nie ma nic wspólnego z europejskim wyobrażeniem nocnego drapieżnika.
Kompendium strachu: „W Australii cień drzewa też bywa śmiertelny”, Yara-ma-yha-who, vol. 60
Pochodzenie tej postaci jest trudniejsze do uchwycenia niż w przypadku legend dobrze opisanych przez dawnych europejskich folklorystów. Yara-ma-yha-who funkcjonuje przede wszystkim jako istota znana z tradycji ustnej. Zaś najważniejszym nowoczesnym świadectwem literackim pozostaje tekst Unaipona z lat 1924-1925. Tekst ten został opublikowany ponownie w 1930 roku przez W. Ramsaya Smitha w tomie Myths & Legends of the Australian Aboriginals. O dziwo bez uznania autorstwa Unaipona, a dopiero późniejsze wydania przywróciły mu należne miejsce jako autorowi i zbieraczowi legend rdzennej ludności Australii.
Kompendium strachu: „W Australii cień drzewa też bywa śmiertelny”, Yara-ma-yha-who, vol. 60
W samej legendzie istota ta pełni wyraźną funkcję ostrzegawczą. Cały mechanizm opowieści zdaje się mówić, by nie siadać bezmyślnie pod drzewem i nie lekceważyć miejsca, w którym się przebywa. Yara-ma-yha-who nie atakuje ludzi uzbrojonych i gotowych do walki, lecz tych, którzy choć na chwilę tracą czujność. Dlatego działa jak doskonały demon krajobrazu. Jego groza bierze się z prostoty sytuacji. Wystarczy usiąść w niewłaściwym miejscu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Kiedy wynurza się nad powierzchnię, wydaje się wyspą. Ludziom zdawało się nawet, że rośnie na nim wrzos, i stąd właśnie wzięła się jego nazwa”

- fragment opisu Lyngbakra z Wikiheimild
Lyngbakr (wym. ling-bakr) to morski potwór ze staronordyckiej tradycji, przedstawiany jako olbrzymi wieloryb tak wielki, że z daleka wygląda jak wyspa. Sama nazwa jest zwykle objaśniana jako wrzosowy grzbiet albo grzbiet porośnięty wrzosem. Islandzki zapis folklorystyczny z XIX wieku podaje wprost, że kiedy stworzenie wynurza się nad wodę, ludziom zdaje się, iż widzą wyspę, na której rośnie lyng, czyli wrzos.
Kompendium strachu: „Fałszywa wyspa z Morza Grenlandzkiego ”, Lyngbakr, vol. 59
Lyngbakr jest tak interesujący, ponieważ sytuuje się na styku sagi, folkloru i starszej tradycji bestiariuszowej. Jón Árnason, najważniejszy XIX-wieczny zbieracz islandzkich podań, pisał, że Lyngbakur jest znanym wielorybem z dawnych sag i że w jego czasach wciąż krążyły o nim opowieści ustne. To ważne, gdyż pokazuje, że nie jest to postać obecna wyłącznie w jednym tekście.  Z drugiej strony badania nad nordycką tradycją morską wiążą pokrewny motyw żywej wyspy z bardzo starym wzorcem aspidochelone [1], znanym z Physiologusa [2] i średniowiecznych bestiariów. Pozwala to ostrożnie przyjąć, że Lyngbakr jest północnoatlantycką odmianą szerzej rozpowszechnionej opowieści o potworze, który udaje ląd.

[1] Mityczne stworzenie morskie znane z tradycji Physiologusa i średniowiecznych bestiariów, przedstawiane jako olbrzymi wieloryb lub żółw, który udaje wyspę.

[2] Grecki utwór dydaktyczno-symboliczny z II w. n.e., który wywarł duży wpływ na średniowieczne bestiariusze i tradycję alegorycznych opisów zwierząt realnych oraz fantastycznych.
Kompendium strachu: „Fałszywa wyspa z Morza Grenlandzkiego ”, Lyngbakr, vol. 59
Najpełniejszy znany obraz Lyngbakra przynosi Örvar-Odds saga (wym. orwar-ods). Oddr i jego ludzie płyną przez Morze Grenlandzkie, widzą dwie skały wystające z morza, a następnie wielką wyspę. Oddr chce na niej stanąć i wysyła pięciu ludzi po wodę. Po krótkiej chwili wyspa tonie, a cała piątka ginie. Wtedy Vignir wyjaśnia, że nie były to ani skały, ani wyspa, lecz dwa potwory morskie- hafgufa i lyngbakr. Lyngbakr zostaje w sadze nazwany największym ze wszystkich wielorybów na świecie, a wyspa okazuje się jego grzbietem.
Kompendium strachu: „Fałszywa wyspa z Morza Grenlandzkiego ”, Lyngbakr, vol. 59
Jeśli chodzi o źródła, Lyngbakr należy przede wszystkim do literatury staronordyckiej oraz do późniejszych zapisów morskich podań. Örvar-Odds saga nadaje mu nazwę i opisuje scenę śmierci ludzi, którzy wchodzą na jego grzbiet. Z kolei Konungs skuggsjá (tłum. Lustro królów, wym. konungs skugg-sja) opisuje pokrewne wyobrażenie ogromnej istoty morskiej. Która wydaje się bardziej wyspą niż rybą, poluje zwabiając ofiary do własnej paszczy. Współczesne badania traktują ten materiał jako część tego samego północnego zespołu wierzeń o potwornych wyspach. Późniejszy folklor islandzki zachował Lyngbakra raczej jako znaną figurę z dawnych sag, nadal obecną w opowieściach ustnych, ale wyraźnie zależną od starszej tradycji pisanej.
Kompendium strachu: „Fałszywa wyspa z Morza Grenlandzkiego ”, Lyngbakr, vol. 59
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Nie każdy śmiech jest oznaką radości. Czasem bywa ostatnim dźwiękiem, jaki słyszy człowiek.”

- epigraf inspirowany inuickimi opowieściami
Mahaha (zapisywany także jako Mahahaa) to postać z tradycyjnych opowieści Inuitów, zaliczana do groźnych duchów lądu, przed którymi ostrzega się dzieci i młodych myśliwych. We współcześnie spisywanych wersjach motyw ten osadzany jest w kanadyjskiej Arktyce. Jedna z adaptacji wprost wskazuje, że historia została opracowana na podstawie tradycyjnych opowieści Inuitów z regionu North Baffin [1]. Mahaha jest przede wszystkim istotą, która poluje z ukrycia; nie ściga swoich ofiar na długim dystansie. Ma zaskakiwać na lodzie i tundrze, gdy człowiek zostaje sam, idzie po wodę lub ryby albo wraca do obozu. W literacko opracowanej wersji porusza się nienaturalnie szybko, potrafi biec nisko, na czterech kończynach, i w jednej chwili przewrócić człowieka na lód.

[1] Region w północnej części Wyspy Baffina w kanadyjskim Nunavucie.
Kompendium strachu: „Śmiech, który zabija szybciej niż mróz ”, Mahaha, vol. 58
Najbardziej charakterystyczny jest jednak sposób, w jaki zabija. Mahaha nie musi gryźć ani dźgać, choć bywa opisywany jako istota o długich paznokciach, którymi rozrywa ubranie i rani skórę. Jego prawdziwą metodą jest łaskotanie doprowadzone do bólu, paniki i utraty kontroli. Ofiara śmieje się wbrew sobie, aż śmiech przechodzi w krzyk, a ciało słabnie i nie jest już w stanie przerwać panicznego śmiechu. W niektórych wersjach prowadzi to do omdlenia, w innych zaś do śmierci.Mahaha znany jest z tego, że łaskocze swoje ofiary na śmierć. W opowieściach działa on jak przypomnienie podstawowych zasad przetrwania na Północy. W adaptacji wydawnictwa Inhabit Media ojciec powtarza dziecku, że „są rzeczy na tej ziemi, które mogłyby wyrządzić krzywdę”. Sam motyw Mahahy pełni więc funkcję ostrzegawczą, osadzoną w realnym doświadczeniu zimna, samotności i kruchości człowieka na lodzie.
Kompendium strachu: „Śmiech, który zabija szybciej niż mróz ”, Mahaha, vol. 58
W spisanej wersji legenda koncentruje się na dziecku o imieniu Aulaja, które na krótko zostaje samo. Kluczowym elementem obrony jest obecność psa, ponieważ to on reaguje pierwszy i podejmuje walkę z napastnikiem. Taki szczegół jest typowy dla opowieści przekazywanych w społecznościach łowieckich, gdzie zwierzę nie jest jedynie domowym pupilem, lecz realnym obrońcą. W literaturze Mahaha funkcjonuje dziś w dwóch obiegach. Pierwszy to obieg ustny i tradycyjny, w którym pojawia się jako jeden z groźnych bytów opowiadanych ku przestrodze i jako element lokalnej wiedzy. Drugi to obieg spisywany i adaptowany, w którym postać Mahahy trafia do książek dla młodszych i starszych czytelników jako mroczna opowieść z Arktyki.
Kompendium strachu: „Śmiech, który zabija szybciej niż mróz ”, Mahaha, vol. 58
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.083080053329468