Na topie jest drenowanie systemu sluzby zdrowia przez lekarzy. Nie trzeba chyba pisać o co chodzi wiec przejdę do rzeczy - a co jesli to nie jedyna gałąź polskich instytucji rządowych gdzie po cichu można jebać 30 etatów na państwówce i poki temat nie wyplynie, ktos nie połączy kropek i tego nie upubliczni, to karuzela się kreci?
I tak pomyślałem o zawodzie nauczyciela.
Niby marne zarobki. Kazdy nauczyciel narzeka. Oświata leży i kwiczy podobnie jak NFZ.
A co jesli na podobnej zasadzie zatrudniają sie nauczyciele? Doslownie w 10, 20, 30 placowkach na etacie, jakichś kontraktach itd ale czesto mają "zastepstwo" czyli ludzi ledwo po szkole, prowadzacych zajęcia, klasy, lekcje itd przez 99% czasu ale w papierach, PAPIERACH KTORE SA GENERALNIE RZĄDOWE bo podlegaja pod MEN... Czesc nauczycieli jest pozatrudniana w 20 szkolach jednocześnie i raz na pol roku tylko wpadają zobaczyc jak idzie ich "klasa" po czym jada do drugiej placowki. Albo nie. Przeciez MEN musi zapewnić przydzial zastepstwa pod nieobecnosc nauczyciela, choćby jakims absolwentem ledwo po pedagogice...ktory tyra wlasnie te 99% czasu jako zastępstwo. Ale nikt nic nie mowi, nie podejrzewa, przeciez wytyczne ida z gory i magister ma tyrać jak dyrektor karze. Tam moze zwyczajnie nikt nie zadawać pytań, rodzice najczęściej maja w dupie kto na jakich warunkach, umowach, uczy dzieci. Widzą taka przyslowiowa Panią Magdę od Matematyki przez ostatnie 4 lata to pewnie kazdy zalozy, zr jest to ich glowna nauczycielka. Nikt nie zadaje pytan. A co jesli w papierach ona robi wlasnie 99% zastepstwa?
Moze mam foliowa czapeczke w tej chwili ale jakos bym sie nie zdziwil, jakby istnialo kilku nauczycieli, oczywiscie partyjniakow po calosci, ktorzy mogli znalezc lukę podobną do lekarzy.
Po prostu kurwa nie ufam temu systemowi.
Tak to tylko zostawie i wypierdalam