20
Pomijając dyskusje o samym sensie powstania (ja uważam że było to zbiorowe samobójstwo rękami Niemców) oraz jego dzisiejszym użyciu społeczno-politycznym (ja uważam że kult klęsk tworzy naród przegranych), czy was też cholernie wkurwia jedna rzecz?

Syreny alarmowe. Kilka dni temu spadła na Polskę rakieta, za naszą wschodnią granicą trwa wojna i ciągle z obu stron latają różne wojskowe obiekty. W takiej sytuacji nasz system alarmowania o zagrożeniu powinien być w gotowości i być używany gdy zajdzie taka realna potrzeba. W obecnej sytuacji to jak rzeczywiście zacznie się jakiś atak to ludzie zamiast uciekać do piwnic będą się zastanawiać jakiego którego powstania jest dziś rocznica. A jeśli już się uparli że ten kretynizm jest potrzebny by łechtać czyjeś ego, to alert RCB powinien przychodzić kilka godzin wcześniej i informować o użyciu syren.

Jest to kolejny z wielu przykładów jak dla szopki medialnej naraża się bezpieczeństwo publiczne, i jak obrona cywilna, system alarmowania i świadomość społeczna zagrożeń leży i kwiczy.
To o tyle smutne że jedną decyzją i zerowymi kosztami można by to naprawić.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
16
Punkt 17:00 – rocznica Powstania Warszawskiego. Syreny wyją, ludzie stoją w ciszy, Oleśniccy Patrioci jak co roku rozwijają baner na jezdni. Symbolicznie. Z szacunkiem.

I wtedy wjeżdżają oni – nasi dzielni obrońcy porządku, żeby rozgonić uczestników, bo „blokują ruch”. Tak, serio. W Godzinę „W”. Bo 60 sekund hołdu to dla nich zbyt duży zamach na święte prawo do przejazdu passatem w TDI.🤡

Szkoda tych pojedynczych, normalnych policjantów, co jeszcze mają rozum i sumienie — ale co z tego, skoro cała formacja pracuje ciężko na to, żeby potem ludzie mówili CHWDP i JP na 100%.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
22
Dziś mija 80. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, jednej z największych błędów dowództwa AK, które zinfiltrowane przez sowieckich agentów jak Leopold Okulicki, zdecydowało się na z góry przegraną walkę. W jej efekcie życie stracił kwiat stołecznej młodzieży oraz około 150 tysięcy niewinnych mieszkańców Warszawy. Bezpowrotnie utracone zostały również stołeczne zabytki, perły architektury i dzieła sztuki. Obłąkane założenia dowództwa, jak przywitanie sowietów w roli gospodarza Warszawy okazały się mrzonką i po dwóch miesiącach rzezi, Powstańcy skapitulowali. Jedynym efektem Powstania było znienawidzenie AK wśród ludności cywilnej za poniesione straty, co ułatwiło zadanie sowietom we wprowadzeniu swoich porządków.
Ofiary Powstania Warszawskiego zasługują na wieczną pamięć i szacunek, odpowiedzialni za hekatombę miasta - na potępienie.
Pamięci Ofiar
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
Polak wygrywa kłótnię z żołnierzem Wehrmachtu

Czy Polak mógł wygrać kłótnię z żołnierzem Wehrmachtu podczas okupacji? Okazuje się, że tak – wystarczyło posiadanie odpowiednich papierów oraz dobra znajomość języka niemieckiego. Kazimierz Leski – należący do konspiracji Armii Krajowej – wgrał pewnego razu sprzeczkę z wartownikiem z Wehrmachtu, w dodatku w nasilonym okresie represji po upadku Powstania Warszawskiego z 1944 roku. Nawet więcej – kłótnia polegała głównie na tym, że Leski okrzyczał Niemca a ten ostatecznie przyznał mu rację. Takie „zwycięstwo” było możliwe z dwóch powodów: Leski posiadał idealnie podrobione papiery Reichsdeutscha (Niemca z terenu Rzeszy) oraz biegle władał językiem niemieckim. Tak pisał o tym wydarzeniu w swoich wspomnieniach „Życie niewłaściwie urozmaicone. Tom 2”:

„W związku z naszymi poszukiwaniami ludzi [walczących wcześniej w Powstaniu] wędrowaliśmy któregoś dnia z ‘Krzesławem’ gdzieś w terenie pomiędzy Podkową Leśną Wschodnią a Komorowem. Oczywiście piechotą, bo dojazdu nie było tam żadnego. Choć jesień, ale we wczesnych godzinach popołudniowych widoczność doskonała, pole otwarte, żadnej osłony. I tak idąc natknęliśmy się na roboty przy budowie zapór i rowów przeciwczołgowych, prowadzone przez Wehrmacht przy pomocy Polaków zagnanych tam prawdopodobnie w łapance. Gdyśmy to spostrzegli, za późno już było na wycofanie się. Szliśmy więc naprzód. 

Nadzorujący roboty Niemiec zatrzymał nas i zażądał dokumentów. ‘Krzesław’ pokazał mu swoje, a Niemiec od razu chwycił je i zabrał. Moich dokumentów Reichsdeutscha zabrać nie mógł, a ja od razu zacząłem ostrym tonem wymyślać mu, jakim prawem nas zatrzymuje. On znów starał się atakować tezą, że przecież to jest strefa przyfrontowa, w której poruszać się nie wolno. Wymiana zdań była dość ostra, ale stopniowo podnosiłem głos i starałem się go odpowiednio ‘ustawić’. […] I darłem się dalej coraz ostrzej. Niemiec wyraźnie się speszył. Korzystając z sytuacji, ‘Krzesław’ wyjął mu, rzeczywiście chyba trochę oszołomionemu, swoje dokumenty z ręki i powoli zaczął się wycofywać. Mieszanie z błotem Niemca kontynuowałem, dopóki ‘Krzesław’ nie zniknął z pola widzenia i coś nakrzyczawszy na zakończenie poszedłem w swoją stronę. Jak zauważyłem, korzystając z naszej ‘wymiany zdań’, z robót tych ulotniło się jeszcze sporo ludzi.”

Fotografia: żołnierze z 10 pułku SS Totenkopf (ubrani w kożuchy) podczas zmiany warty przy wejściu na Zamek Królewski w Krakowie w latach 1940-41. Spotkania z niemieckimi wartownikami – zarówno z Wehrmachtu jak i SS – nigdy nie były przyjemne dla Polaków, niemniej jednak sprawnie działająca konspiracja potrafiła zapewniać dokumenty tak dobre, że pozwalały przejść przez prawie każdą kontrolę prowadzoną przez niemieckich okupantów. Źródło: NAC.
Super historię znalazłem
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.066863059997559