Tarum lub Citarum (Indonezja) – lider spuszczania fast fashion drogą wodną
To, co widzicie na zdjęciu, to nie jest droga z uklepanymi śmieciami dla jej „wzmocnienia”. Najstarsi mieszkańcy twierdzą, że gdzieś pod spodem znajduje się rzeka, ale lokalne fabryki tekstyliów tak bardzo postanowiły ten fakt ukryć, że od dziesięcioleci zasypują ją plastikiem i innymi odpadami, a także dokładają wszelkich starań, by lokalna fauna i flora miała pod dostatkiem związków ołowiu, rtęci, arsenu i innego toksycznego gówna. Ok. 2000 zakładów przemysłowych dba o ten stan rzeczy z wielkim wysiłkiem, co zresztą widać.
Podobno od 2011 r. trwa program rewitalizacji rzeki, ale prawda jest taka, że jedynym rozwiązaniem problemu jest oddanie regionu pod polski zarząd powierniczy, a następnie wprowadzenie systemu kaucyjnego i skolonizowanie Indonezji polskimi osadnikami-zbieraczami. Szacuje się, że w ciągu roku problem plastiku zostałby całkowicie rozwiązany. Inna sprawa, że całe to zamieszanie z plastikowo-tekstylnym syfem unoszącym się na powierzchni rzeki został wyowałny przez świat łaknący szybkiej mody wyprodukowanej za tzw. psi chuj. Indonezyjski Janusz doskonale wie, jak kręci się kokosy w tym biznesie i szybko ogarnął, że są obszary gdzie można przyciąć - jak widać skutecznie.
---
Buriganga (Bangladesz) – nr 1 w kategorii Wykurwiście Martwy Ściek
Jeśli Bangladesz z czymś się nie kojarzy, to na pewno z troską o zasoby naturalne. Rzeka Buriganga jest tego niezłym dowodem, bo ten ściek płynący przez Dhakę ma za sobą prawdziwy gangbang ze śmieci, toksyn, srania i odpadów medycznych, serwowany zarówno przez mieszkańców, jak i przemysł i lokalne szpitale. I to te ostatnie są najciekawsze...
Buriganga jest jak deptak w dowolnej fentanylowej dzielni w USA. Strzykawki, igły, zużyte skalpele, potłuczone szkło po ampułkach, skażone biologicznie opatrunki, opróżnione worki na krew, odpady anatomiczne i rozpuszczone w wodzie leki oraz chemia z laboratoriów. Szpitale mają w trąbie jakieś tam rygorystyczne procedury i zamiast za to płacić, biorą sobie biedotę, często dzieci, żeby robiły wywóz i zrzut do rzeki. Jeszcze bardziej pojebany jest fakt, że to nie tylko o wywalenie śmieci do wody chodzi. Dzieciaki segregują i wybierają rzeczy (strzykawki, rurki cewnikowe itp.), które da się „umyć” (hehe) i sprzedać ponownie na rynku wtórnym. W całym swoim bangladeskim spierdoleniu rzeka Buriganga skapitulowała i umarła – na najbardziej zanieczyszczonych odcinkach poziom tlenu jest minimalny, a woda jest po prostu czarną, cuchnącą, gęstą breją skolonizowaną przez superwirusy i bakterie.
---
Ganges (Indie) – Laur Konsumenta w kategorii „Całego gówna świata nie wylejesz do rzeki, ale trzeba próbować”
Wyobraź sobie – jest piękny, słoneczny dzień. Ty, lvl 8, słyszysz od tate, że idziecie dzisiaj nad rzekę. Będzie super! Mimo wczesnej pory nad rzeką są już tłumy. Razem z tate nie chcecie być gorsi i wskakujecie do wody. Chwilę szukacie się, bo wpadliście akurat w pływającą hałdę śmieci, ale po chwili jesteście już obok siebie. Niestety zapomniałeś swojej ulubionej plastikowej butelki, ale wtedy tate przychodzi z ratunkiem i pyta, czy chcesz pobawić się łodzią podwodną. Umysł lvl 8 – heavy breathing. Tate robi skupioną minę i po chwili obok niego na powierzchnię wypływa brązowy u-boot, na którym zaraz siadają muchy-marynarze. Za Twoimi plecami przepłynął dziadek kolegi, relaksująco dryfując z prądem, i w sumie trochę to dziwne, bo wczoraj byłeś na jego pogrzebie... Nie ma czasu na dalsze zastanawianie, słychać wrzawę wśród dzieci. Na brzeg właśnie podjechała szambiarka, a lokalny pan sąsiad rozpoczął zrzut ku uciesze wszystkich. To wspaniały dzień w Indiach, po południu będziesz z kumplami opowiadał historyjki o kupie. Życie jest dobre i mame nie woła na obiad (bo zmarła w połogu z powodu zakażenia).
Dobra, koniec tych marzeń o życiu w Indiach. Ganges to zajebisty paradoks – wg wierzeń to święta rzeka-matka, która jest nieskalana, a ponieważ jest aż taka wyjątkowa, to należy do niej srać i wypierdalać wszystko, co syfne i toksyczne. Logiczne, nie? A skoro to świętość, to przecież nic złego nie może się stać, jeśli będziemy z niej brali wodę pitną. Bon appétit! Poziom skażenia bakteriami kałowymi jest taki, że gdy Hindus spróbowałby wody z Wisły zaraz po zrzucie z Czajki, to powiedziałby, że mamy strasznie słabe szejki czekoladowe i w ogóle co to ma być, że czuć w nich wodę. Biorąc pod uwagę, że mówimy o populacji rzędu 400 milionów ludzi uzależnionych od Gangesu, która po równo sra do rzeki i z niej pije, to mówimy tutaj o totalnie odrealnionej skali. Co ciekawe, Ganges jest faktycznie wyjątkowym ekosystemem, bo przy całym tym potoku gówna i śmieci komunalnych, odpadów przemysłowych (kwas siarkowy, chrom, kadm i arsen), martwych zwierząt oraz szczątków ludzkich po rytualnych pochówkach (czasem całych zwłok, bo tradycja zakazuje spalania dzieci, kobiet w ciąży i świętojebliwych mężów), ta rzeka trzyma się zaskakująco dzielnie. Tam, gdzie Buriganga powiedziała, że jej już wystarczy, tam Ganges walczy ze względu na nietypową florę bakteriofagów, która pożera bakterie, dzięki czemu rzeka, o dziwo, utrzymuje jako taki poziom natlenienia i jeszcze nie wymarła. To po części dzięki tym fagom Hindusi dotąd nie wyginęli i mogą kręcić filmiki, jak robią lemoniadę z gangesową bazą na lokalnym deptaku.