10
18 maja 2026 roku przypada 82. rocznica jednego z najważniejszych i najbardziej symbolicznych zwycięstw polskiego oręża w II wojnie światowej - zdobycia klasztoru na Monte Cassino przez żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Bitwa, stanowiąca kulminację wielomiesięcznych zmagań alianckich we Włoszech, nie tylko otworzyła drogę do Rzymu, lecz także stała się trwałym symbolem odwagi i poświęcenia polskich żołnierzy. Jej znaczenie upamiętniono m.in. na tablicach Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Polski atak rozpoczął się 11 maja 1944 roku o godzinie 23:00 w ramach operacji „Diadem". Polacy mieli zdobyć wzgórza 593 i 569 oraz sam klasztor. Walki toczyły się w skrajnie trudnym terenie, pod intensywnym ostrzałem niemieckim. Pierwsze dni przyniosły wysokie straty 
- 12 Pułk Ułanów Podolskich i 3 Dywizja Strzelców Karpackich nie zdołały przełamać niemieckiej obrony.

Przełom nastąpił 17 maja, kiedy udało się opanować wzgórze 593. Rankiem 18 maja patrol 12 Pułku Ułanów wszedł do ruin klasztoru i zawiesił nad nimi biało-czerwoną flagę. W południe kapral Emil Czech odegrał hejnał mariacki, ogłaszając światu polskie zwycięstwo.

Zdobycie Monte Cassino przez Polaków otworzyło aliantom drogę do Rzymu, do którego wkroczyli 4 czerwca. Z wojskowego punktu widzenia była to operacja o dużym znaczeniu operacyjnym, jednak dla Polaków miała przede wszystkim wymiar moralny i symboliczny -stanowiła dowód ich zaangażowania w walkę z hitlerowskimi Niemcami. Ten fakt został jednak przemilczany podczas konferencji jałtańskiej, gdzie decydowano o przyszłości Europy.

Zwycięstwo przypłacono ogromnymi stratami: 2. Korpus Polski stracił ponad 900 poległych i ok. 3 000 rannych. Na Polskim Cmentarzu Wojennym u stóp klasztoru spoczywa 1 072 żołnierzy. W 1970 roku pochowano tam również generała Andersa, zgodnie z jego ostatnią wolą. 
Na jednej z płyt wyryto słowa: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie".
Monte Casino
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
7
Na teutatesa
1012 lat temu miała miejsce jedna z moich ulubionych bitew w historii, a więc bitwa pod Clontarf, jedna z najważniejszych w historii Irlandii, w której zginął Arcykról Irlandii Brian Śmiały.

Była to bitwa o dominacje nad Irlandią, a wyzwanie Leinster i Dublin rzuclili Brianowi, jedynemu władcy którego tytułowano "Imperator Scottorum" czyli "Cesarzem Galów". W bitwie stocoznej w 1014 roku brało udział okolo 12 000 ludzi, polec zaś mogło niemal 10 000. Zwyciężyły wojska Briana, jednak poległ on, jego syn i wnuk, a także król Leinsteru Máel Mórda, król Déisi Muman Mothla, król Uí Maine Tadhg Mór Ua Cellaigh, król Ui Fiachrach Aidhne Mael Ruanaidh czy jarl Orkadów Sigurd Hlodvirsson.
Nigdy później żaden z irlandzkich władców nie zdobył takiej władzy jak Brian.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
Na początku XX wieku świat patrzył na starcie dwóch imperiów z mieszanką ciekawości i niedowierzania. Z jednej strony ogromne, pewne swojej potęgi Imperium Rosyjskie, z drugiej dynamicznie rozwijająca się Japonia, która dopiero co zaczęła zaznaczać swoją obecność na arenie międzynarodowej. Konflikt był tylko kwestią czasu. I kiedy wreszcie wybuchł, szybko okazało się, że będzie to wojna, która brutalnie zweryfikuje złudzenia, ambicje i kompetencje obu stron.

To na tyle zabawna historyjka, że aż szkoda się nie podzielić - szczególnie jeśli ktoś z Was jej nie zna.
Wysłali flotę na drugi koniec świata i zrobili katastrofę stulecia
Wszystko zaczęło się od rywalizacji o wpływy w Azji Wschodniej. Rosja miała tam swoje strategiczne punkty, przede wszystkim Port Artur i Władywostok. Ten pierwszy był absolutnie kluczowy - jako niezamarzający port stanowił bazę rosyjskiej floty na Pacyfiku. Próby dyplomatycznego rozwiązania sporu z Japonią zakończyły się fiaskiem. Rosja nie traktowała przeciwnika poważnie, a car Mikołaj II był przekonany, że ewentualna wojna zakończy się szybkim i łatwym zwycięstwem.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała te założenia. W lutym 1904 roku Japonia zerwała stosunki dyplomatyczne, a chwilę później - bez formalnego wypowiedzenia wojny - zaatakowała Port Artur. Rosjanie zostali zaskoczeni, a Japończycy błyskawicznie przejęli inicjatywę. Oblężenie twierdzy stało się symbolem rosyjskiej bezradności.

W odpowiedzi car podjął decyzję, która do dziś uchodzi za jedną z najbardziej absurdalnych operacji wojskowych w historii. Z Bałtyku wyruszyła flota, która miała opłynąć pół świata i uratować sytuację na Dalekim Wschodzie. Tak rozpoczęła się podróż drugiej eskadry Pacyfiku pod dowództwem admirała Zinowija Rożestwieńskiego - człowieka znanego równie dobrze ze swoich kompetencji, co z wybuchowego charakteru.

Już od pierwszych dni było jasne, że coś tu nie gra. Statki wpadały na mielizny, zderzały się ze sobą, gubiły sprzęt. Załogi w dużej mierze składały się z niedoświadczonych rekrutów, którzy często pierwszy raz w życiu znaleźli się na morzu. Do tego dochodziła atmosfera paranoi - marynarze byli przekonani, że na każdym kroku czają się japońskie okręty.

Efekt? Rosyjska flota zaczęła strzelać do wszystkiego, co pojawiło się na horyzoncie.

Kulminacją tej paniki był incydent na Morzu Północnym, kiedy Rosjanie ostrzelali brytyjskie kutry rybackie, biorąc je za japońskie torpedowce. Chaos był tak ogromny, że strzelano nawet do własnych jednostek. Mimo setek wystrzelonych pocisków efekty były żałosne. Zginęło kilku rybaków, a Rosja omal nie wywołała wojny z Wielką Brytanią. 

A to był dopiero początek...

Podróż przez oceany zamieniła się w logistyczny koszmar. Brak baz zaopatrzeniowych zmuszał flotę do improwizacji. Węgiel ładowano gdzie się da – nawet na pokłady, gdzie zalegał w upale i wilgoci, zamieniając życie marynarzy w piekło. Choroby, zmęczenie i fatalne warunki zbierały śmiertelne żniwo.

Na Madagaskarze sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Dyscyplina praktycznie przestała istnieć. Na statkach pojawiły się egzotyczne zwierzęta, narkotyki, a nawet... poczucie nadciągającego końca świata. Podczas jednego z pogrzebów przypadkowo ostrzelano własny okręt. 

W trakcie ćwiczeń strzeleckich nie trafiano w cele a jeśli już, to przez pomyłkę w swoje jednostki. W międzyczasie przyszła wiadomość, która podcięła morale do reszty: Port Artur upadł. Misja, dla której flota wyruszyła, przestała istnieć. Mimo to wyprawa trwała dalej.
Wysłali flotę na drugi koniec świata i zrobili katastrofę stulecia
Admirał Rożestwieński (na zdjęciu), świadomy fatalnego stanu swojej floty, obrał najprostszą trasę do Władywostoku. Wiedział, że spotkanie z Japończykami jest nieuniknione. I rzeczywiście - w maju 1905 roku, w pobliżu wyspy Cuszima, doszło do decydującego starcia.

Bitwa pod Cuszimą była rzezią.

Japończycy, świetnie przygotowani i dowodzeni przez admirała Tōgō, rozbili rosyjską flotę niemal bez strat własnych. Po półrocznej, wyczerpującej podróży rosyjskie okręty zostały zniszczone w ciągu kilkudziesięciu godzin. Admirał Rożestwieński trafił do niewoli, a jego eskadra przestała istnieć.

To była jedna z największych klęsk morskich w historii.
Dla Rosji skutki były katastrofalne. Upokorzenie na arenie międzynarodowej, utrata prestiżu i rosnące niezadowolenie społeczne doprowadziły wkrótce do wybuchu rewolucji. Wojna z Japonią pokazała, że imperium, które na papierze wyglądało na potęgę, w rzeczywistości było niewydolne, źle zarządzane i nieprzygotowane na nowoczesny konflikt.

A sama wyprawa floty bałtyckiej? Do dziś pozostaje jednym z najbardziej absurdalnych, tragicznych i jednocześnie fascynujących epizodów w historii wojen – opowieścią o ambicji, chaosie i spektakularnej porażce, której można było uniknąć na każdym etapie.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.073486089706421