84
Mit historyczny
Mit historyczny
Jeden z największych mitów historycznych. Wiele osób twierdzi, że Napoleon został pokonany w Rosji przez zimę. Jest to najzwyklejsze kłamstwo. Blisko 3/4 sił Wielkiej Armii zostało rozbite w letniej ofensywie (końcówka czerwca - wrzesień). Główne przyczyny to nie bitwy ale choroby, głód, upał i dezercja. W półtora miesiąca od rozpoczęcia inwazji Napoleon utracił blisko 50% stanu siły ofensywnej. Wcześniejsze mrozy i śnieg sięgły Wielką Armię podczad ODWROTU. Sam odwrót rozpoczął się 19 października, a zakończył się 14 grudnia kiedy to ostatnie oddziały tylnej straży wkroczyły na teren Księstwa Warszawskiego. Było to daleko od astronomicznej zimy. W tym okresie rozpoczęcia odwrotu kampania już była dawno przegrana i zima nie miała nic z tym wspólnego. Samo zdobycie Moskwy też nie było nigdy założeniem początkowym. Napoleon chciał rozbić armie rosyjskie na terenie dzisiejszej Białorusi. Rosjanie przyjęli taktykę spalonej ziemii i wycofywali się w głąb terytorium.  Napoleon który często lekceważyl wrogów zagalopował się i mógł odwołać kampanię już pod Smoleńskiem. Niestey dla niego do końca wierzył, że rozbije Rosjan w walnej bitwie i oni zaoferuja pokój. Do tego nigdy nie doszło, a jeden z najbardziej niesławnych odwrótów w historii osłabił całkowicie Grande Armee.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
7
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter to jeden z tych momentów historii, w których ktoś najwyraźniej pomylił kartki scenariusza, a wojna postanowiła zakończyć się kompletnym absurdem. Jest 5 maja 1945 roku. III Rzesza praktycznie nie istnieje, Hitler nie żyje, fronty się rozsypują, a mimo to w austriackich Alpach dochodzi do bitwy, w której amerykańscy żołnierze, żołnierze Wehrmachtu oraz francuscy jeńcy walczą ramię w ramię przeciwko oddziałowi Waffen-SS.

Zamek Itter pełnił funkcję więzienia dla bardzo nietypowych osadzonych. Przetrzymywano tam francuską elitę polityczno-wojskową: byłych premierów, generałów, wysokich urzędników państwowych, a nawet słynnego tenisistę Jeana Borotrę, mistrza Wimbledonu. Warunki były stosunkowo komfortowe, ale w ostatnich dniach wojny ochrona SS po prostu uciekła, pozostawiając więźniów samych sobie i z bardzo realnym problemem — w okolicy krążyły oddziały Waffen-SS, które wcale nie miały zamiaru się poddać.

Pomoc przyszła z najbardziej nieoczywistej strony. Major Josef Gangl, oficer Wehrmachtu, który otwarcie sprzeciwiał się nazistom, połączył siły z amerykańskim porucznikiem Johnem C. Lee. Razem z garstką żołnierzy, jednym czołgiem Sherman i uzbrojonymi jak popadnie francuskimi więźniami postanowili bronić zamku przed atakiem SS. W normalnych warunkach taka koalicja byłaby niemożliwa, ale w maju 1945 roku logika wojny była już wyraźnie zmęczona samą sobą.

Jedyny amerykański czołg, nazwany „Besotten Jenny”, został szybko zniszczony, jednak spełnił swoje zadanie, wiążąc atakujących i dając obrońcom czas. W trakcie walk Jean Borotra, zamiast czekać na rozwój wydarzeń, przeskoczył przez mury zamku i przedarł się przez pozycje wroga, by sprowadzić posiłki. Kilka godzin później na miejsce dotarły amerykańskie oddziały, które ostatecznie rozbiły siły SS i zakończyły starcie.

Major Gangl zginął podczas obrony, trafiony przez snajpera, gdy osłaniał jednego z francuskich polityków. Po wojnie został uznany w Austrii za bohatera, a jego nazwiskiem nazwano ulicę w Wörgl. Zamek Itter natomiast przeszedł do historii jako miejsce prawdopodobnie najbardziej nieprawdopodobnej bitwy II wojny światowej — jedynej, w której Amerykanie i żołnierze Wehrmachtu walczyli wspólnie, a sportowiec z rakietą tenisową w życiorysie odegrał rolę kuriera bojowego.
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Szturm na zamek Itter
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Wiosną 1942 r., dowodzona przez Friedricha Paulusa 6. Armia była jednym z najsilniejszych związków operacyjnych na froncie wschodnim. W ramach letniej ofensywy 1942 r. poprowadzono ją na Stalingrad. Od końca sierpnia walki w mieście zamieniły się w wyniszczającą bitwę na dystans bagnetu. Takie miejsca jak fabryki Krasnyj Oktiabr i Barrikady, wzgórze Mammajew Kurgan, czy Dom Pawłowa stały się symbolami niezwykle krwawych starć. 19 listopada Armia Czerwona uderzyła na skrzydła armii niemieckiej i jej sojuszników, ostatecznie zamykając 6. Armię w kotle. Nieudany most powietrzny i spóźniona próba odsieczy przesądziły o losie okrążonych. 2 lutego 1943 r. upadły ostatnie ogniska oporu. Skala zniszczeń oraz liczba ofiar sprawiły, że Stalingrad stał się nie tylko miejscem pamięci, lecz także ogniskiem lokalnych opowieści o obecnościach."

- krótki rys hisotryczny bitwy pod Stalingradem
To właśnie w tym pejzażu wybrzmiewa jedna z częściej przytaczanych historii, krążąca po mieście od lat 90 XX wieku. Opowiada się o nocnym strażniku na Mammajewym Kurganie, który podczas jesiennej nocy obchodził teren między kurhanem a schodami wiodącymi ku Wołdze. W pewnym momencie usłyszał miarowe stukanie, jakby czyjeś kroki w twardych butach i krótki, urwany rozkaz po niemiecku. Z mgły wyłoniła się sylwetka żołnierza w podniszczonym feldgrau, z bandażem pod kołnierzem. Zjawa miała tylko zwrócić głowę w stronę zbocza i półgłosem, nieporadnie po rosyjsku, poprosić o wodę. Strażnik  jak głosi  miejska opowieść odruchowo uniósł latarkę w stronę postaci. Światło trafiło w pustkę. Kroki ucichły, słowa jakby wsiąkły w wiatr, a w trawie kołysała się jedynie stara manierka bez korka. 
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Rano, poruszony zajściem, miał podobno zadzwonić do lokalnych poiskowików [1], którzy w sezonie przeczesywali wzgórze. Według tej samej opowieści, tuż poniżej wskazanego miejsca natrafiono potem na niewielkie skupisko łusek i fragment zniszczonego hełmu. Ktoś dopowiedział, że odkopano też drobne kości dłoni, inni twierdzą, że znaleziono tylko sprzączkę od pasa. Ta historia dla jednych to autosugestia i akustyka wiatru na otwartej przestrzeni, dla innych echo tysięcy przerwanych żyć.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
W kwartale dawnych zakładów i na stromych zjazdach ku rzece krążą upiorne anegdoty, które powracają zwłaszcza jesienią, gdy znad wody podnosi się mgła. Kierowcy ciężarówek opowiadają, że w snopie świateł nagle przebiega im przez jezdnię szereg sylwetek jakby pochylonych ludzi w długich płaszczach. Po czym obraz rozsypuje się w kłębach pary, a czujnik ruchu na skrzyżowaniu nie rejestruje nikogo. Inni wspominają o nagłym wrażeniu, że ktoś „przykleja się” do tylnej burty samochodu na zjeździe, jakby wciąż próbowano zbiec ku rzece pod ogniem.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Nocne „krzyki po niemiecku” mają ponoć swoją stałą dramaturgię. Najpierw pojedyncze, urywane słowa odmierzane rytmem kroków, potem chór krótkich komend, które po chwili rozciągają się w długi, metaliczny pogłos. Miejscowi tłumaczą to akustyką: echo odbija się od ścian hal i betonowych nasypów, miesza z hukiem wagonów i przeciągłym gwizdem barek. Przy inwersji temperatury dźwięk niesie się nienaturalnie daleko. Jednak dla tych, którzy to słyszeli, wyjaśnienie fizyczne rzadko wystarcza. Zwłaszcza kiedy w tej samej chwili z ciemności wybija się stukot jakby podkutych butów na metalowej kładce. Zaś z wysokiego brzegu odpowiada mu suchy trzask, jak z zaciętego zamka karabinu.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Srażnicy obiektów mówią jeszcze o jednej rzeczy: o „cichych godzinach” między trzecią a czwartą nad ranem. Gdy na nabrzeżu nie jedzie już żaden pociąg, a mimo to w stalowym szkielecie jednej z hal zaczyna „pracować” wiatr. Wtedy w pustym wnętrzu słychać coś, co przypomina krótkie liczenie raz po rosyjsku, raz po niemiecku i szuranie skrzynek po betonie. Jedni przysięgają, że to tylko luźne blachy i przeciąg z rzeki. Inni wolą wtedy nie patrzeć w stronę ramp przeładunkowych, gdzie zardzewiałe haki kołyszą się bez wiatru i znikąd nie wiadomo, skąd bierze się w powietrzu zapach zimnej, wilgotnej cegły.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Ogólnie przedstawione opowieści są mieszanką ciężkiej, wojennej historii, specyficznej topografii i fizyki dźwięku jak i psychologii nocnego miasta oraz samopodtrzymującej się legendy. Jednak czy na pewno wszystko można tak wytłumaczyć?

[1] wolontariusze z rosyjskich i białoruskich oddziałów poszukiwawczych, którzy przeszukują dawne pola bitew, żeby odnajdywać szczątki poległych żołnierzy, identyfikować ich (np. po nieśmiertelnikach) i organizować godne pochówki. Zbierają też fragmenty uzbrojenia, dokumentują miejsca walk i przekazują znaleziska do muzeów.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.080558061599731