21
I dzwonię do adwokata. W głosie radość taka, jakbym właśnie wygrał Passata TDI w loterii parafialnej.
— Panie Hubercie, mamy to! Podpisuję umowę deweloperską!
— Super, panie Piwniczny, ale jest jedno ale...
Już wtedy powinienem był się rozłączyć. W życiu jeszcze nigdy po słowach „jest jedno ale” nie wydarzyło się nic dobrego.
— Dzisiaj wygasa decyzja wstępna kredytowa z Alior Banku na stałej stopie procentowej. Umowę musimy podpisać dziś.
Myślę sobie: no zajebiście.
Ale mamy XXI wiek. Co prawda sto lat za Murzynami i dwadzieścia za Niemcami, ale przynajmniej nie trzeba używać faksu.
— Da się zrobić.
Presja czasu większa niż parcie na stolec po kubełku KFC.
Deweloper postawił kadry na nogi. Chwilę po 15 siedzimy z adwokatem i czekamy na cyfrową wersję umowy deweloperskiej. Emocje sięgają zenitu. Pośrednik otwarty do 17, deweloper do 16.
15:45. Wpada umowa.
Szybkie czytanie, bo bez czytania niczego się nie podpisuje. Choćby miało kosztować utratę mieszkania, nerki albo duszy.
I wtedy okazuje się, że deweloper zapomniał podać numer konta, na który należy uiścić 1% wartości nieruchomości.
16:40.
Przychodzi poprawiona wersja. Podpisuję. Wychodzę.
Mam dość emocji na jeden dzień.
Godzina 20:00. Leżę w wannie.
Nagle mail.
Pełnomocnik podpisał umowę.
Udało się. Niby.
Oczywiście jest jeszcze jedno ale.
Zawsze jest jakieś jebane ale.
Bank potrzebuje komplet dokumentów. Wśród nich tajemniczy skrót, który zapamiętałem do dziś:
OIZ.
Oświadczenie Inwestora Zastępczego.
Dokument tak ważny, że bez niego bank nie chce nawet spojrzeć na twój wniosek. TL;DR: nie dostałem go przez następny tydzień.
Całe to bieganie, podpisywanie na czas, walka z zegarem i organizowanie wszystkiego na ostatnią chwilę poszło psu w dupę.
A wraz z tym poszła się walić atrakcyjna oferta kredytowa na stałej stopie procentowej. Zniknęła. Rozpłynęła się. Wyparowała.
I wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że kupowanie mieszkania nie przypomina programu „Dom nie do poznania”.
Bardziej przypomina survival, w którym kolejne instytucje rzucają ci pod nogi nowe przeszkody, a ty tylko próbujesz nie umrzeć psychicznie przed odbiorem kluczy.
No ale życie toczy się dalej.
Wracamy praktycznie do punktu wyjścia. Z tą drobną różnicą, że zaliczka wpłacona, umowa deweloperska podpisana, a na szali leży 3,5 tysiąca złotych polskich nowych, ciężko wypracowanych.
Czyli sytuacja wygląda następująco: albo biorę się w garść albo 3500 zł idzie się jeb**ć szybciej niż pieniądze wydawane na ex.
Wracam więc do biura adwokata. Siadamy. Rozprawiamy, co dalej.
Bo przecież świat nie kończy się na jednej atrakcyjnej ofercie kredytowej. Banków jest dużo.
I wtedy pan Hubert rzuca:
— A wie pan, co to jest RKM?
Myślę chwilę.
— Ręczny Karabin Maszynowy?
— Nie.
— To nie wiem.
— Rodzinny Kredyt Mieszkaniowy.
Przyznam, że początkowo byłem mocno skonfundowany.
Bo jedyna rodzina, jaką wtedy miałem pod ręką, to rodzice mieszkający w rodzinnej Pipidówie Dolnej, a do zakładania własnej rodziny było mi mniej więcej tak daleko jak do zostania astronautą Projekt Hail Mary.mov
Ale okazuje się, że „rodzinny” to w tym przypadku bardziej chwyt marketingowy niż wymóg formalny.
Bo program przysługuje również singlom.
I wtedy po raz pierwszy od dłuższego czasu w mojej głowie pojawiła się myśl:
— O...
— Czyli jednak da się.
Po tygodniach słuchania „nie”, „brakuje dokumentu”, „decyzja wygasła”, „proszę czekać”, „wrócimy z informacją”, nagle pojawiła się opcja, która nie zaczynała się od problemu.
Long story short.
RKM, czyli Rodzinny Kredyt Mieszkaniowy. Program, który dla wielu ludzi brzmi jak kolejna rządowa inicjatywa o nazwie tak długiej i skomplikowanej, że po przeczytaniu człowiek nadal nie wie, o co chodzi.
A szkoda, bo w moim przypadku był to moment, w którym po raz pierwszy od kilku tygodni przestałem patrzeć na zakup mieszkania jak na próbę zdobycia Mount Everestu w klapkach Kubota.
RKM pozwala bowiem wziąć kredyt bez wkładu własnego.
cdn...

Wypier.
Dom w Slupsku cz.3
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
9
Cześć, pamiętajcie czytać umowy przed podpisaniem. Wczoraj podpisywałem umowę na światłowód w różowej sieci i jak gościu procesował moją umowę to miałem trochę czasu więc przejrzałem umowę i trafiłem na fajny zapis w zgodach marketingowych:
Czytajcie umowy
Jeśli nie chcecie żeby Wasz operator wiedział jak często odwiedzacie stronki dla dorosłych albo co oglądacie to się nie zgadzajcie na to. Wtedy tracicie rabat na całe 10zł/miesiąc. Te zgody można też wycofać po kontakcie z infolinią w trakcie trwania umowy. Dobrze wiedzieć że informacje o Nas są warte całe 10zł/miesiąc.
Nie wiem jak to jest w innych sieciach ale też polecam przejrzeć umowy bo poprzedni operator (pomarańczowy) także dawał rabat za zgody marketingowe
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
42
Witam szybkie pytanie chce się upewnić. Mam drugie auto z wujasem jesteśmy we dwóch właścicielami auta (OC na mnie) i czy wujas ma prawo auto mi zabrać albo "ograniczyć mi dostęp"?. Na umowie kupna jestem podpisany 
Ale większość kasy on wywalił na zakup ja tylko się dołożyłem. Chciałem mieć auto dodatkowe gdy moje prywatnie jest w naprawie i jak chciałem go użyczyć to kazał mi spoerdalac bo wkoncu on zapłacił a ze jestem na umowie to chuja warte. Zastanawiam się czy już się jakoś wpierdalac w urząd czy za chwilę. Place w odznakach i wypierdalam. 

(Nie róbcie żadnych interesów z rodziną)
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.076740980148315