22
łutyt Wyprawa w Karkonosze na 6 dni
Jako że w jednym poście doradzałem komuś wyprawę w góry to postanowiłem podzielić się szerzej sprawdzoną lekką trasą na 6 dni w karkonosze.

1dzień Przyjeżdżasz pociągiem to Janowic Wielkich. I masz krótką trasę zamku bolczów i dalej do schroniska Szwajcarka. Tam nocleg. Po Możesz zostawić plecak i jeszcze iść zwiedzić krzyżne i sokolik, ładne punkty widokowe.

2 dzień. Piechotą w kierunku Jeleniej góry. Warto zobaczyć pałac w wojanowie  od zewnątrz bo był pięknie odnowiony. Jak już będziesz bliżej to podjechać miejskim do miasta gdzie nocleg.

3 dzień Rano do Kowar gdzie naprawdę warto zobaczyć park miniatur, potem do Karpacza gdzie coś zjeść i uzupełnić zapasy, po drodze kościółek wang i koniec trasy schronisko samotnia lub strzecha akademicka.

4 dzień śnieżka a potem długi marsz w kierunku Hali Szrenickiej.

5 dzień z hali zejście do szklarskiej poręby mijając wodospad kamieńczyk. Tam do wynajętego noclegu gdzie zostawić plecak i można jeszcze podjechać miejskim zobaczyć drugi wodospad.

6 Dzień autobusem do jeleniej góry i na zamek Chojnik. I po zobaczeniu na dworzec główny skąd powrót tam skąd jechałeś.

Generalnie lekka trasa gdzie jest tylko jeden dzień (ze śnieżki do hali) gdzie można się zmęczyć. Sporo czasu wolnego, szczególnie w Jeleniej górze gdzie można coś jeszcze porobić.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
10
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Rowerem z Korfu do Polski
Czołem Szanowne Pojeby
Kazdy z nas jest jakimś zjebem, ja jestem na punkcie podrózy rowerowych. W zeszłym roku wrociłem z Nordkapp,a w tym roku odwiedziłem południe Europy. Moja trasa wiodła z Korfu przez Albanie, Macedonię, Serbię, Kosowo, Węgry i Słowację. W sumie przejechałem "tylko" 1800 km w ciągu 21 dni, nocowałem wyłącznie pod namiotem w różnych dziwnych miejscach, taka bieda - przygoda. Pare zdjęc zostawiam.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
27
Pełen zafascynowania wpakowałem się do tego salonu, żeby zobaczyć, na czym to wszystko polega.
Ceny też nie są jakoś specjalnie wygórowane — jak widać powyżej. W sumie powiedziałbym, że w Tokio ceny mieli takie same.
W takich salonach można spotkać każdy możliwy rodzaj człowieka: poczynając od licealistek, przechodząc przez salarymanów (oj, ci są pojebani, ale o tym przy okazji danych sytuacji), normalnych ludzi, czy pojebów, co stoją nad jedną maszyną i wyławiają wszystko, co w niej jest, co grę.
I tak, przechadzając się po piętrze, przyfilowałem typka, co w 12 chwytach wyciągnął 9 miśków — i to takich dość sporawych (jebaniutki).
Pełen zmotywowania stwierdziłem, że muszę spróbować, w szczególności po tym, jak wypatrzyłem figurkę z Hatsune Miku, która wzbudziła we mnie chęć posiadania jej.
I powiem Wam tak:
Oto historia jak stracić 2000 jenów
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Po ujrzeniu tego cacka stwierdziłem, że podejmę się zadania. Jakoś nigdy nie miałem okazji grać w tego typu gry u nas — powiedzmy sobie, że cena 5 PLN za grę zawsze mnie skutecznie odstraszała.
Przysiadłem do tego i zacząłem kombinować, jak to unieść, żeby spadło pomiędzy tymi beleczkami.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Po pierwszym uniesieniu załapałem mniej więcej, jak to złapać. No to lecimy: pierwsze, drugie, trzecie złapanie i myyyk!
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Myślę sobie: kurdebele, ale sztos jestem, prawie w domu! :D
Ja już wtedy widziałem, jak z nią wychodzę i i i i... i co?
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
I wyszło jak zawsze — po przepaleniu 2000 jenów na grę dałem sobie spokój.
Te gry są straszne :<
Zmieszany, ale zadowolony, wyszedłem z budynku i kontynuowałem swoje tułanie się po mieście.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Przechadzając się uroczymi, wąskimi uliczkami, zacząłem zauważać coś, na co wcześniej nie zwracałem uwagi. Idąc ulicą, pojedyncze osoby na mój widok zaczęły przechodzić na drugą stronę drogi, mijały mnie i wracały z powrotem na swoją pierwotną trasę. Było to dziwne uczucie. To był też moment, kiedy uświadomiłem sobie: no tak, to ja tutaj jestem obcy — mają całkowite prawo do takiej reakcji.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
To był też pierwszy raz, kiedy wpadłem na bardzo specyficzną sieciówkę sklepów, która trochę rozbiła mi głowę tym, co oferowała.
Hard-Off to sieć sklepów oferująca rzeczy używane w naprawdę przystępnych cenach. Każdy z tych sklepów jest podobny w ułożeniu, niektóre oferują trochę więcej, np. bazują swój asortyment na książkach, tj. Book-Off, albo na przedmiotach hobbistycznych (figurki, instrumenty muzyczne etc.) Hobby-Off.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Trochę więcej napiszę o tym w rozdziałach z Tokio, jednak wracając — po wejściu zaświeciły się moje żydowskie pięciozłotówki w oczach, sklepy oferują używaną elektronikę w bajecznie śmiesznych cenach.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
I idąc od tak można spotkać naprawdę białe kruki.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Dla małego wyjaśnienia:
 Na czerwono oznaczone są przedmioty w pełni sprawne.
 Na zielono — uszkodzone. Oczywiście, w opisach na metkach jest dokładnie opisane, w jaki sposób dany przedmiot jest uszkodzony.
Genialna sprawa — np. w tym PSX był padnięty dysk. Chciałem go zabrać ze sobą, ale heh... waga, nie tym razem.
Płyty z muzyką są tanie, średnio za płytę w stanie mint płaci się około 300–500 jenów (zebrałem tak całą dyskografię RHCP!!! xd, mogę teraz szpanować japońskimi wydaniami).
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Mając z tyłu głowy, że muszę w końcu zrobić pranie, bo ile można przewracać majty na drugą stronę, ruszyłem do hotelu, zapakowałem wszystko do plecaka i ruszyłem w drogę.

To był moment, w którym znowu doświadczyłem rasizmu ze strony tubylców. Czy jest to negatywne? Może — ja nie mam do nich o to żalu, jestem tam obcy. Jednakże jest to ciekawe — doświadczyć tego, o czym każdy tak u nas płacze na własnej skórze.
Po dojściu na przejście dla pieszych zauważyłem jedną śmieszną rzecz. Stojąc przy pasach, ludzie, którzy zaczęli dochodzić przede mną na miejsce, czekali dosłownie 5 metrów od przejścia, z dala ode mnie. Zapaliło się zielone światło i jak gdyby nigdy nic ruszyli na pasy.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Mimo nocy, idąc słabo oświetlonymi, bocznymi uliczkami do wyspotkowanej pralni na monety (lokalnie nazywanej coin laundry), człowiek nie czuje tego dyskomfortu, jaki np. ma się, idąc nocą między blokami na osiedlu Centrum A na Nowej Hucie w Krakowie XD.
Po dotarciu na miejsce wpakowałem rzeczy do pralki i rozmieściłem się na krzesłach w poczekalni na najbliższą godzinę i trzydzieści minut — tyle zajęło pranie z suszeniem (i tak nie miałem gdzie łazić, bo było już po 23; już tłumaczę — Nagano pod względem społecznym umiera po 22, robi się na ulicy pustooo).
Ceny też nie są jakoś specjalnie wygórowane — za całość prania z suszeniem i detergent nie zapłaciłem więcej niż 800 jenów.
Te ich poczekalnie są mega dobrze wyposażone w gazety, mangi i książki, ja zabrałem się wtedy za czytanie novelki.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
W pewnym momencie dołączył do mnie (chyba) młody Japończyk.
Jakoś to wtedy olałem, ale chłopak usiadł na drugiej ławce, jak najdalej się dało. Przez tę godzinę trzydzieści minut dołączyły do nas jeszcze trzy osoby. W pewnym momencie się skapnąłem, że wszyscy Japończycy siedzieli na jednej ławce, zdala ode mnie.
Heh, trochę mi się smutno zrobiło, ale cóż — życie xd.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
W drodze powrotnej przypomniałem sobie bardzo ważną rzecz, którą kiedyś zasłyszałem: „Że w Japonii po zgubieniu czegoś jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że się to odnajdzie, bo nikt tego nie zabierze.” — w sumie stwierdziłem, że i tak chcę jechać do miejsca, do którego, żeby dojechać, trzeba przez Hakubę przejechać, więc czemu nie — może uda się odzyskać obiektyw.
To jest Plan :D
W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o konbini i kontynuowałem testowanie lokalnych lodów. Kurde, jakbym mógł wybrać jakąś pierdołowatą rzecz, którą chciałbym mieć w Polsce z Japonii, poza automatami, to są właśnie lody.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 2.
To jest pierwszy taki bardziej opisujący lokalne życie post oczami turysty, mam nadzieję, że spełniło to w pewnym stopniu oczekiwania o opisach takich prozaicznych rzeczy, jak to wygląda na miejscu. Będę chciał zacząć wplatać w tekst więcej takich smaczków.

Jeżeli coś zmaściłem — przepraszam, uczę się w sumie na bieżąco szyć tego typu teksty, mam nadzieję, że spełniają wasze oczekiwania. Ponadto, jak pisałem, coś ostatnie kilka dni mam taką siekę w pracy, że ciężko było złapać chwilę, by coś uszyć.
Przepraszam za jakość niektórych zdjęć. Część z nich jest zrobiona telefonem, a inna część aparatem, mam nadzieję, że nie są zbyt tragiczne.
Kłaniam się nisko!

Łooo znów potworka naszyłem XD 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
16
Cześć i czołem,

Jednak bycie dorosłym zajmuje trochę więcej czasu, niż przypuszczałem – szczególnie ostatnio – ale wracam z powrotem do pisania. W sumie sporo tego jeszcze zostało.
Pierwsze wyjście na miasto to było coś. Zaczęło się od zwykłego spaceru po powrocie – ot, poszukać jakichś przecen na sprzęt narciarski ((takie moje zboczenie). Z tego wyjazdu upolowałem zajebiste gogle narciarskie :D)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Niedaleko Hotelu znalazłem mały sklep narciarski, z dość nie małym asortymentem, ale tu pojawił się pewien problem. Już pierwsze próby wejścia do środka sprawiły nie lada wyzwanie. Wiecie, jak to jest:
A: Budynek jest?
B: Jest.
A: Wystawa za szkłem jest?
B: Jest.
A: Drzwi są?
B: Nie ma.
A: Co do kurwy...
I tak łazicie jak głupi wokół budynku.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kto by się spodziewał, że zwykłe wejście do sklepu ze sprzętem narciarskim może sprawić problem? (Od razu naprostuję, że był to po prostu bardzo specyficzny budynek). Okazało się, że wejście znajdowało się z boku, na klatce schodowej — nie wchodziło się prosto na parter, tylko na piętro, a potem... schodziło na dół.
Czasami człowiek czuje się upośledzony, szczególnie gdy lokalsi widzą zaskoczonego białasa, którego przerosło samo wejście do budynku (i jeszcze mu wstyd zapytać, jak tam wejść), zwłaszcza gdy nie ma żadnego oznakowania.

Kolejnym krokiem, po zapoznaniu się z lokalnym asortymentem narciarskim, było poszukiwanie miejsca, w którym można byłoby coś zjeść — i tu padło na poczciwego Maka.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Zanim ktoś napisze: "Buuuuuuu, pojechał do Japonii tylko po to, żeby Maka jeść!" — tak, pojechałem. Zabronisz mi? Człowiek głodny nie ma zamiaru szukać.

Był to w sumie pierwszy fast food, z którym miałem styczność na miejscu.

Po wejściu do lokalu podszedłem złożyć zamówienie. I tutaj przyszedł pierwszy duży szok.
Widzicie to poniżej? (Moje zamówienie — na dwie osoby.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Po usłyszeniu ceny za ten zestawik trochę zgłupiałem — nie wiedziałem, czy sobie żartują, czy to serio tyle wyniosło. Poczułem się mocno zmieszany. Za cztery kanapki, Colę, duże frytki i kawę łącznie wyszło… 33 złote na nasze.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Myślę sobie: grubo. U nas za jeden powiększony zestaw płacisz jak za zboże, a tutaj Mak spełnia funkcję, którą u nas dawno porzucił — tj. syfiaste, ale tanie żarcie.
Fajne jest to, że można tam kupić kanapki, które u nas zostały wycofane (kurczak burger na zawsze w moim sercu — chodzi o tego z czerwonym, ostrym sosem (w Japonii takie mają :D)).
A, i dla uświadomienia — Mak, z tego co widziałem, to jeden z droższych fast foodów u nich.
Po posiłku wyruszyłem z ciekawości w dalsze łowy na miasto.
Automaty z napojami, których jest wszędzie od groma (jak dobrze wiecie), to jeden z najgenialniejszych wynalazków Japończyków ever.
Zapytacie dlaczego:
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Oto w jaki sposób nie uprzykrzać ludziom życia. Automat jaki jest, każdy widzi — ale to nie w jego wyglądzie, a działaniu tkwi cały geniusz tego rozwiązania.
Cena napoju oscyluje w okolicach 130–140 jenów, jak widać na załączonym wyżej zdjęciu.
Na czerwono oznaczone są napoje gorące (tak, automaty wydają tam podgrzewane napoje — i to nie „lekko ciepłe”, tylko należycie gorące).
Na niebiesko — napoje zimne.
Pozostałe kolory oddzielają inne rzeczy, w tym wypadku przekąski.
No i oczywiście — obowiązkowa reklama w dolnej części. 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
I rzecz najważniejsza!
Po wrzuceniu pieniędzy i wybraniu napoju, który chcemy, jest on wydawany błyskawicznie.
Dosłownie — od wciśnięcia przycisku do momentu, gdy puszka ląduje w podajniku, nie mija więcej niż sekunda.
Nie sądziłem nigdy, że taka pierdoła może tak zmienić moje postrzeganie tych maszyn.
Szkoda tylko, że u nas ceny są tak wygórowane. :/
Ogólnie, jeżeli chodzi o ceny jedzenia — Japonia zaskakuje.
Liczyłem sobie przed chwilą moje wydatki z wyjazdu.
Średnio na tydzień, na dwie osoby, wychodziło około 300 zł — i to bez większego oszczędzania się na tym, co się je i gdzie.
Oczywiście, są restauracje, w których można zapłacić krocie, ale tutaj zdradzę Wam pewną moją taktykę na tanie żarcie w miejscu, które odwiedzacie:
W przypadku Japonii jest to bardzo proste — wystarczy wypatrzyć typowego japońskiego salarymana na przerwie.
Myk polega na tym, by zakręcić się w okolicy, w której jest sporo restauracji, i po prostu obserwować lokalsów.
Bardzo często szorują prosto do bardzo dobrych i przystępnych miejsc, gdzie można zasmakować lokalnych specjałów w uczciwych cenach.
(Nie żeby to było jakoś specjalnie trudne w Japonii, ale taka metoda pomaga bardziej niż oceny na Google, które często są przesadzone przez turystów.), a i porada, szukajcie resteuracji pisząc w ich języku np przez tłumacza zamiast wpisać w mapy Ramen to piszemy ラーメン i odrazu jest dużo więcej wyników.
W Nagano i Tokio w ten sposób wypolowałem masę świetnych lokali.
(To, co widzicie na zdjęciu poniżej, wyszło koło 35 zł na głowę.)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Ogólnie Japonia zaskakuje rozwinięciem kultury jedzenia w lokalach — jest ich masa, dosłownie wszędzie zawsze coś się znajdzie i są bardzo konkurencyjni. A nie to co u nas, golonko na rynku w Krakowie za 120 złotych, xd.
A wracając do automatów — żeby was matka boska broniła brać ice tea, jeśli kiedykolwiek będziecie w Japonii. Tak, lubię ice tea. To był pierwszy napój, który kupiłem, i po pierwszym łyku prawie się cofnąłem.
Nie wiem dlaczego, ale wszystko, co jest ice tea po tamtej stronie świata, smakuje jak woda spod kawy. UGHHHHHHH. Dalej mnie mdli na myśl o tamtym smaku, tfu.
Dobra, bo odbiegłem trochę od tego, co pisałem.
Po wyjściu na miasto poszedłem zobaczyć jakąś galerię i tutaj też było duże zaskoczenie. Japończycy naprawdę potrafią wszystko skompresować — nawet dużą, kilkupiętrową galerię zmieszczą Ci na główce od zapałki.
Bardzo często i licznie w budynkach klatki schodowe są budowane tak, by zajmowały jak najmniej miejsca. Są przez to wąskie, ale za to jakie zyski skubańce na metrażu mają! :X
(Wybaczcie, że nie ma za dużo zdjęć z galerii — po prostu nie robię ich w takich miejscach. Za to pokażę wam, co mi się rzuciło w oczy podczas spaceru. Szczerze, na widok tego wylewu dostałem...)
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Widać: u siebie rób jak u siebie, a u obcego na odpierdol — to nie tylko nasza domena narodowa. XD 
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Nagano tylko z początku wydawało się duże — ma kilka wysokich budynków, ale w gruncie rzeczy to małe miasto. Tylko wydaje się duże. W kolejnych postach będzie więcej zdjęć za dnia :>
W trakcie mojej wieczornej eskapady napatoczyłem się na salon z grami w chwytak. Oj, powiem tak: wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale to jest rzecz w Japonii. Tego typu salony znajdziecie tam wszędzie — od pluszaków, figurek, gier, po elektronikę i... XD „zabawki”.
(W Tokio wlazłem przez przypadek na takie piętro, gdzie były zabawki erotyczne do wyłowienia XDDD).
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Wpis 5 – Prowincja ciąg dalszy, Miasto, żarcie, automaty i pierwsze pranie. Cz 1.
Kontynuacja w części 2.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
16
Cześć i czołem,
Po krótkiej przerwie wracam do pisania, o wszystkim i o niczym. Pod koniec tego wpisu zarzucę temat mojej eskapady z ostatniego weekendu — jakby to powiedzieć, było grubo. Poznałem świat bliższy nam, niż się wydaje. Jestem ciekaw, czy też by Was to zainteresowało.

Pierwszy poranek w Nagano wzbudził we mnie bardziej zdziwienie i zakłopotanie niż radość. Jako narciarz z krwi i kości oczekiwałem chociaż krztyny śniegu. A tutaj, nie no, kierowniku — tyle to nie, najwyżej może być -8 stopni na zewnątrz.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Rano, po zejściu na śniadanie, przekonałem się, że to, co widziałem w lobby — zastanawiając się, gdzie jest stołówka — jest stołówką (zdjęcie poniżej). Ciasna, ale spełniała swoje zadanie, w jakimś stopniu.
Po nałożeniu sobie jedzenia na talerz przystąpiłem do znalezienia wolnego miejsca.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Usiadłem przy długim blacie ze szklaną ścianą pośrodku. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, było to, że po tym, jak moi współlokatorzy po bokach skończyli jeść i odeszli z miejsc, nikt — w sumie do końca mojego pobytu w stołówce — się nie dosiadł :X
Po ukończonym posiłku zaczęła się przygoda z ruchem ulicznym. Na Hokkaido, ruch — jak wspominałem w poprzednich postach — nie był zbyt intensywny, toteż nie sprawiał zbyt wielu problemów.
Na Honshu. Heh. To zupełnie inna sprawa.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Po wyjechaniu w miasto człowiek od razu złapał zupełnie inny vaib prowadzenia — tutaj wymagało to dużo więcej skupienia. Jednym z moich głównych postanowień było zobaczenie jak największej liczby miejsc i rzeczy, których nie byłbym w stanie doświadczyć, kierując się po najszybszych szlakach.
Przy okazji mój umysł zjeba wpadł na pomysł, by zahaczyć o miejsca, które widziałem w telewizji czy internecie (jak wspominałem: filmy z YT, telewizja, czy nawet anime — ale o tym ostatnim to przy okazji).

Pierwszym kierunkiem obranym był ośrodek narciarski Happo One w dolinie Hakuby. Trasa przebiegała wzdłuż rzeki Sai, przez stary szlak górski — była to jedna z bardziej malowniczych dróg, jakie widziałem.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Jeżeli myślicie, że w trakcie tej drogi się nic nie odjebało XD, to jesteście w błędzie. Człowiek przyzwyczajony od samego początku swojej kariery drogowej do ruchu prawostronnego niektóre rzeczy wykonuje autonomicznie — patrz: wrzucanie kierunkowskazu lewą ręką samoczynnie, automatycznie, bez myślenia.

W aucie z kierą po prawej stronie kierunkowskaz też jest z prawej strony, stąd w pierwszych dniach bardzo często zamiast włączyć kierunkowskaz, włączałem wycieraczki (potem, po powrocie do Polski, miałem z tym problem w drugą stronę XD).

Tak więc, szczęśliwy ja, jadąc, stanąłem na światłach robót drogowych. Po zapaleniu się zielonego światła ruszyłem na przeciwległy pas ruchu, odbyłem lekki slalom, przeskakując z pasa na pas i... na sam koniec robót drogowych, jak gdyby nigdy nic, wróciłem na prawy pas.

Zadowolony, tak przejechałem ponad 500 metrów, gdy skapnąłem się, że na moście wszystkie znaki skierowane są w przeciwną stronę XDDD. Nawet nie wiecie, jakiego stresu człowiek wtedy nałapał.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Po minięciu sporej ilości małych górskich miejscowości i zjechaniu z górskiego szlaku do doliny Hakuby trafiliśmy na małą lokalną świątynię. Był to pierwszy mój kontakt z tego rodzaju budowlami, na Hokkaido nie miałem za bardzo jak odwiedzić tego typu miejsc (wszystko było za daleko).
Bardzo urocze miejsce, jedno z wielu tego typu, które miałem okazję zobaczyć i odwiedzić (postaram się większość z nich powrzucać do postów, bo były po prostu przeurocze).
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Po zobaczeniu i zwiedzeniu świątyni wyruszyliśmy na stok. Od tego momentu ten dzień okazał się jednym z moich gorszych dni, chętnie opowiem wam teraz o tym, jak bardzo odjebałem.
Ośrodek narciarski od świątyni znajdował się 25 km. Zapytacie więc (oczywiście, że nie zapytacie, sam wam to napiszę), jak bardzo może różnić się w takiej odległości pokrywa śniegu?
Dużo, mało? W naszych regionach powiedziałbym, że jeden chuj. W Japonii, w jednej dolinie, na tej samej wysokości? To już inny temat (odpowiedź na zdjęciu).
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy jest bardzo duża liczba skoczni narciarskich w całym kraju. Są w każdym większym ośrodku narciarskim (dosłownie ich tam jak mrówek).
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Po otwarciu bagażnika zauważyłem, że mądry ja zostawiłem swój kask, gogle i rękawiczki narciarskie w hotelu (tak zazwyczaj wszystkie te rzeczy mam w jednej torbie). 
(╯°□°)╯︵ ┻━┻

Nie będę oszukiwać, bardzo się wkurzyłem. Człowiek przejechał pół świata i co? I taką rzecz odwalił. Najgorsze, że to nie był pierwszy problem tego dnia.

Ruszyłem od razu w poszukiwaniu wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Znalazłem trzy — w pierwszych dwóch dowiedziałem się na miejscu, że wszystko zostało już wypożyczone. W trzeciej natomiast dostałem tylko kask. Było to już pół sukcesu (co ciekawe, wypożyczenie kasku na cały dzień kosztowało mniej niż 15 PLN).
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Zadowolony ja ruszyłem do kasy po karnet, wytrzasnąłem okulary przeciwsłoneczne i rękawiczki wełniane, które miałem w kurtce jako ocieplacze do rąk.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
No i tutaj zaczęła się kolejna część mojego "złego dnia". Czy macie tak czasami, że macie dni, w których dosłownie wszystko, za co się bierzecie, nie wychodzi? Z godziny na godzinę robi się coraz większa chujnia, etc.? Tak? No to był jeden z tych dni.
Po wjechaniu na pierwszy wyciąg i przesiadce na gondolę, podczas rozmowy z bardzo miłą Australijką, ja debil zgubiłem w wagoniku karnet narciarski, dosłownie 20 minut po zakupie...
(╯°□°)╯︵ ┻━┻

Kurwa mać. Dalej mnie nosi, jak o tym pomyślę, ale to jeszcze nie jest wisienka na torcie.
Po wyjściu z gondoli i przesiadce na następny wyciąg, skapnąłem się, że nie mam karnetu. Bardzo, bardzo wściekły opuściłem swojego współtowarzysza i zjechałem z powrotem do samochodu. Podjąłem decyzję, że jak siły wyższe nie chcą, żebym dzisiaj jeździł na nartach, to przynajmniej przejdę się po mieście i porobię zdjęcia.

Wróciłem do auta, przebrałem się, poszedłem oddać kask (starszy pan był bardzo zdziwiony, jak szybko zakończyłem dzień narciarski).
Ruszyłem w kierunku miasta, zachaczając tu i ówdzie o ciekawe uliczki.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Niektóre z budynków były budowane w stylu mocno europejskim, głównie hotele, oczywiście.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Na pograniczu wioski znalazłem betonową bramę torii, która prowadziła do bardzo uroczej świątyni. Była umieszczona na zboczu góry i wyglądała bajecznie. To był też pierwszy raz, gdy widziałem sekwoje na własne oczy.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Zafascynowany tym miejscem, obszedłem je wzdłuż i wszerz, i zgadnijcie co XD – to był trzeci raz (wtedy to jeszcze tego nie wiedziałem), kiedy los mi dojebał.
Ogólnie wspomniałem o aparacie (fotki wykonywane były na obiektywie 50 mm – moja ulubiona zabawka, btw.), ale no tak, w torbie miałem jeszcze dwa obiektywy.
Schodząc ze zbocza, na którym znajdowała się świątynia, stwierdziłem, że zajebistym pomysłem będzie zjazd na tyłku, jak za dzieciaka. Pomysł świetny! Na odchodne zrobiłem jeszcze zdjęcie, na którym dopiero w hotelu zobaczyłem, gdzie tak naprawdę zgubiłem obiektyw (nie muszę mówić, jak wściekły byłem na samego siebie). No cóż, życie – trzeba to czasem zaakceptować, nic z tym nie zrobimy.

 (╯°□°)╯︵ ┻━┻
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Po powrocie do auta i spotkaniu się z moim druhem, wyruszyliśmy w drogę powrotną. Odbyło się też pierwsze tankowanie na typowej stacji (nie takiej przy wypożyczalni). Pierwszą rzeczą, którą się robi po ustawieniu do dystrybutora, jest wpłata gotówki. Następnie wybieramy rodzaj paliwa i tankujemy, w akompaniamencie reklam.
Po zatankowaniu dostajemy paragon z kodem kreskowym. Nadmiar gotówki jest wypłacany przez automat zwracający resztę, najczęściej znajdujący się przy dystrybutorze.
Ciekawostka: na stacjach benzynowych w Japonii nie widziałem w ogóle sklepów, w sensie takich, jak u nas w Europie czy Stanach. Na stacji kupisz tylko paliwo i tyle :X (zazdroszczę im ceny paliwa).
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Spacerując po mieście, przyglądałem się samochodom. Mają mega dużo aut, które dla nas wyglądają dziwnie, a już nie mówię o nazwach XD.

Na fotkach: 
Suzuki Alto Works 4WD Turbo (chcę takiego!!!!),
Nissan Lafesta,
Toyota ISIS (XD tutaj kisnę dalej z nazwy xdd).

W późniejszych postach więcej na ten temat, muszę zrobić oddzielnego posta na temat jedzenia i motoryzacji, bo to jest dość srogi temat.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Wpis 4 – Prowincja, drogi, dziwne samochody i znów masaaaaaa śniegu.
Mimo wszystkich niefartownych rzeczy, które się przytrafiły, dzień mimo wszystko mogę uznać za udany. Możliwość obcowania i poznawania obcej kultury to coś, co mega zawsze doceniam.
Następny dzień to kontynuacja tej karuzeli spierdolenia XD, więc będę kontynuować to w następnym wpisie.

Ps. Postarałem się teraz bardziej dbać o gramatykę, by oczy nie bolały. Mam nadzieję, że się nie wywróciłem tym razem.
Ad 2. Niefart tamtego dnia dalej mnie trzyma i od trzech dni próbuję wrzucić ten wpis (ciągle sypie mi błędy, żebym skontaktował się z administracją -.-)
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
12
Cześć i czołem,

Jak wspominałem w poprzednich postach, mój pobyt na Hokkaido odbywał się w miejscach mocno nastawionych na turystykę. Stąd wzieło sie pojęcie innej Japonii. Niseko i okolice jest to idealne miejsce na urlop, ale beznadziejne do poznania tego jak wygląda i działa kultura tego kraju, będącego równocześnie bardzo podobnym, jak i zupełnie innym w stosunku do Polski.

(ponad 90 % aut w tym rejonie nosiło znaki na tablicach rejestracyjnych れ i わ, świadczące o przeznaczeniu tych aut na wynajem, polecam artykuł na wikipedi, całkiem dobrze opisuje to na jakiej zasadzie działają u nich tablice rejestracyjne)
Wpis 3 - koniec przedszkola
Ostatniego dnia na stokach Annapuri padła decyzja, by zaplanować wyjazd z Kutaczana conajmniej na 4-5 godzin przed lotem z Chitose, mając z tyłu głowy jak wyglądała droga na początku naszej przygody. Droga miała przebiegać przez przełęcz obok jeziora Shikotsu tj drogą krajową 453. Ruszyliśmy z rana o 6:00, by przynajmniej mieć zapas w razie jakichkolwiek niespodzianek (lot był o 12:30). 
Wpis 3 - koniec przedszkola
Wpis 3 - koniec przedszkola
Podziwianie brzasku słońca, w tak malowniczej krainie to jest zupełnie inne doznanie. Lecz niestety na naszą korzyść, nie trafiliśmy tym razem na śnierzycę. Chciałbym przyzauważyć, że Japończycy nie korzystają z sypania solą po drodze, jedyne na czym skupiają się to na odśnierzaniu drogi, zwróćcie uwagę jak suchy asfalt jest na drogach przez to, błoto pośniegowe praktycznie nie istnieje, bo jedziesz albo po asfalcie, albo po lodzie.
Wpis 3 - koniec przedszkola
Wpis 3 - koniec przedszkola
Dotarcie nad jezioro zajeło uwaga uwaga, całe 50 minut.
Na zdjęciu góra Eniwa, skąpana w blasku porannego słońca.
Wpis 3 - koniec przedszkola
Do wypożyczalni dotarliśmy na pół godziny przed jej otwarciem. Co najlepsze mimo zamkniętego sklepu, obecny na miejscu pracownik wpuścił nas bezproblemu do środka byśmy  nie marznęli na zimnie. Zdanie auta po otwarciu nie trwało nawet 5 minut, na szczęście tym razem zaoferowali podwózkę na lotnisko (zwycięstwo), więc omineła mnie podróż z całym szpejem przez miasto na pociąg :D

Największe lotnisko w Polsce jest to lotnisko Chopina w warszawie, dla porównania malutkie lotnisko w Chitose jest jakieś 3-4 razy większe. Po dotarciu na miejsce poszła prosto rura, by nadać bagaże i zjeść coś przed odlotem. Ustawiłem się w kolejce i gdzieś po 40 minutach stania podeszła do mnie stewardessa z takim, alo alo prze Pana, tutaj są loty krajowe, wypierdzielaj Pan na między narodowe. usłyszała u mnie zwrotnie Alles Daijoubu, Tokio ni iku - Alles wporządku, jadę do Tokio. (Tak jakoś zacząłem kiedyś dla beki łaczyć niemiecki z japońskim i nie dość że brzmi to śmiesznie, to jeszcze mindfakuje lokalsow xdd) nastała chwila konfundacji, kazała mi pokazać bilet i dała spokój. (Co za dziwna sytuacja białas leci do Tokio zamiast do domu, i w sumie nie dziwie jej się reakcji bo w samolocie powrotnym do stolicy kraju kwitnącej wiśni były tylko dwie białe kruszynki, ja i mój współtowarzysz w podróży xd. ( to by wyjaśniało ich reakcje na nas w kolejce). 

Po nadaniu bagaży, i wleceniu na strefe bezcłową, udaliśmy się do resteuracji i pierwszy większy zonk, ceny jedzenia były normalne, w sensie za śniadanie w postaci jajecznicy, z kiełbaskami, ryżem i tempurą zapłaciłem nie całe 20 złotych, 750 yenów. Bardzo miłe zaskoczenie, nie spodziewałem się czegoś takiego na lotnisku.

Lot powrotny trwał niecałe dwie godziny, po wyjściu z terminala na Hanedzie (lotnisko w Tokio), zaczął się cyrk odbioru samochodu, bo czekała na nas jeszcze 4 godzinna podróż do Nagano. 

Wg. wiecie że auta z wypożyczalni mają w standardzie telewizję (nie wyczaiłem tego w poprzednim aucie) ?
Smiać mi się chciało, bo miałem podkast puszczony, gdzie coś pierdolili, że będą chcieli zrobić, by auta w europie miały reklamy w trakcie jazdy, ja takie spojrzenie na to i myśl "pathetic" paczta na to xd
Wg zajebistą mają te telewizje każdy znajdzie coś dla siebie informacje, anime, j-dramy, móje wóje dzikie węże, a właśnie wspominałem już o anime?.
Pierwszy kontakt z Tokio to były zajebiste korki i podziwianie tego rozległego miasta ( sam wyjazd z metropolii zajął 3 godziny)
Wpis 3 - koniec przedszkola
Wpis 3 - koniec przedszkola
Wpis 3 - koniec przedszkola
Wpis 3 - koniec przedszkola
Z postojami droga do hotelu zajeła 5 godzin, (zgadnijcie który debil cebulak miał zaznaczone w nawigacji by unikać opłat i tego nie zauważył xd)
Na hokkaido nie robiło to żadnej różnicy, bo zbyt wielu dróg z opłatami tam nie było, jednak Metropolia Tokijska i okolice to zupełnie inna kwestia. Po ogarnięciu tematu nawigacji (po ponad dwóch godzinach ciskania się kurwa po kątach miasta (wyszło to wsumie inplus, lubię tego rodzaju zwiedzanie)) wskoczyliśmy na drogę szybkiego ruchu. W wypożyczalni na Hokkaido zrobili mi szybkie szkolenie ze znaków i krótkie wprowadzenie do ograniczeń prędkości (ogólnie na hokkaido to nie było się gdzie rozpędzać xd), ale mniejsza o to, wiedza ta mega sprzydała się na Honshuu. 

Dla nie wtajemniczenia:

Ograniczenie w mieście 50 km/h
Za miastem 60 km/h
Autostrada 100 km/h

Chyba że znaki inaczej pokazują, dlatego w mieście głównie jedziesz 30 km/h xd

Czy moge na to nażekać?  Wręcz przeciwnie, nie ironicznie, przez kulturę jazdy Japończycków  jest to naprawde dobre rozwiązanie. Korki nie stoją, tylko płyną więc nie sa tak upierdliwe jak te u nas, nie ma debili poganiających długimii światłami, a  fotoradary na autostradzie to norma tam (i nie, nie są tak ładnie oznakowane tak jak nasze :X)

Inna sprawa że głupio łamać przepisy jak zwykła stłuczka może zostać klasyfikowana jako przestępstwo i  skończyć się wizytą na komisariacie i w więzieniu. (do ruchu drogowego i aut na drogach wróce przy okazji wyjazdu z Nagano i wizyty w Tokio te drogi są niesamowite)

Do Hotelu dotarliśmy na chwilę przed 22, poleciałe zrobić szybki check in, i zaczął się pierdolony dramat parkingowy. Rozmiarami nie tylko kuźki mają małe, ale samochody, drogi i miejsca parkingowe też.  Z jednej strony zajebiście że Parking był przy hotelu, ale  z drugiej strony auto zmieściło się na styk wagowo w parkingu 1550 kg (przy dopuszczalnych 1600kg). 50 kg niby nie robi różnicy, tutaj to była kwestia płacenia lub nie płacenia za parking xd. (widzicie też jak auto na styk tam wchodzi):
A tak się czułem za każdym razem patrząc na to przez najbliższy tydzień:
W tym hotelu też dowiedziałem się jak oznaczane są piętra w Japonii (nie mają parteru jako zero, tylko liczą odrazu od pierwszego piętra)
Wpis 3 - koniec przedszkola
Z końcem tego dnia, ukończony został przeze mnie tutorial Japonii, od dnia następnego miała zacząć się jedna z największych przepraw kulturowo-językowych w moim życiu, naszczęście w tedy nie byłem jeszcze tego w pełni świadom. 

Zdjęcie z okna hotelowego:
Wpis 3 - koniec przedszkola
Po ujżeniu tego, jak wygląda miasto Nagano na wieczór, poczułem sie jeszcze bardziej obco, niż było to w wypadku Hokkaido. Coś zaczeło mi świecić z tyłu głowy że to zaczyna być to po co tutaj tak naprawde przyjechałem, żeby spróbować doświadczyć tego na ile będzie to dla mnie możliwe.

Pozwolę sobie zakończyć ten wpis tutaj (Nagano i Tokio to bardzo ciekawe przypadki w tej podróży). 

Wieś w Japonii (tak Nagano i okolice to jest bardziej wieś niż miasto), pokazuje bardzo dużo na temat kraju i jego problemów. Planuje to skrupulatnie wam opisac w kolejnych wpisach.

Wrócę do szycia wpisów w przyszły poniedziałek (Będę zbierać przez najbliższe dni materiał na kolejne wpisy tego typu :X)

Dziękuję wszystkim za poświęcanie swojego wolnego czasu na moje wypociny i mam nadzieję że spełnia to jakieś standardy xd

Do usłyszenia wkrótce (postaram się wrzucić jakąś przebitke z aktualnego wyjazdu :X)

Kłaniam się nisko!.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.090898990631104