53
Witam 
Siedzę tak i chyba muszę gdzieś to z siebie wyrzucić, bo kurwa nie wyrobię jak moglem spierdolić życie... 

Poznałem dziewczynę i byliśmy ze sobą dwa lata, kiedy wpadliśmy. Kochalismy sie, więc nie widzieliśmy problemu, bywa. Jednak musieliśmy zamieszkać u moich rodziców. Kurwa...
Sym sie urodził i byłem wniebowzięty. Niestety moi rodzice zaczęli być nachalność już od pierwszego dnia po powrocie żony z synem. Co chwilę jakieś rady, checi pomocy, pytania, prośby. Żona w pewnym momencie zaczęła sie bać, jak mały płakał, żeby babcia nie wparowała do pokoju. Doszły niestety problemy jelitowe u syna i płakał prawie non stop. Po dłuższym czasie okazało sie, zento nietolerancja laktozy, ale rodzina zrobiła swoje... "ojoj, znowu głodny", "no mama, nakarm go porzadnie", itp. Niby nic wielkiego, ale nie dla matki z depresją. Niestety bylo coraz gorzej, bobpracowalem na nocki i nie mogłem jej pomóc, a żem ja sie wyspał, to ona musiała z synem siedzieć w salonie z babcią. W pewnym momencie przestała sie interesować synem, bo depresją ją przykuła do łóżka.  A moja matka za pomoc wzięła sobie zajęcie sie wnukiem, ale tak aż do przesady. Niestety narobiło to większych szkód i sie wyprowadziliśmy. Pojechaliśmy za granicę na kilkanaście miesięcy i wróciliśmy, bo żona w drugiej ciąży.  Wynajęliśmy mieszkanie, ale doszły oczywiscie problemy, bo urodził sie chory i poszło kupa pieniędzy na leczenie, co znowu dobiło żonę. Co gorsza, za jakiś czas musielismy sie przenieść znowu do rodziców na pół roku i wtedy jeszcze sie pogorszyło, bo dziadkowie rozpieścili mi starszego syna. Ten dodatkowo odbiegał od normy, ale dwoch psychologów określili sprzeczne wersję.
W końcu osiedliliśmy sie w jednym miejscu i bylo dobrze, bo miala sie nam urodzić córka. Niedlugo pozniej mialem okazje zalatwic mieszkanie. Pożyczka z banku, materialy pokupowane, a oczywiscie kurwa koszty okazaly sie pójść w górę 2x i musialem odpaść. Pieniędzy nie zwróciłem, bo minął dłuższy czas, a do tego ze stsrszym synem musialem jezdzic po specjalistach, plus kompletnie padlo auto... 
Po narodzinach córki starszy syn nie mógł spać I potrafił nawet pół nocy siedzieć u nas. Wszyscy byli wykonczeni, to syna dawałem by spał u dziadkow, bo sie wszyscy wykończą... kurwa mać...
Dziadkowie go rozpieszczali i ten nie chciał do nas wracać, a jak wracał to robił awantury. Trwało do długo, dziadkowie nie pomagali, żona sie kłóciła. Syn robił ciągle awantury i bardzo poważne problemy. Jakoś to ciągnęliśmy, ale ledwo co. W zeszłym roku padła diagnoza - autyzm, ale wysokofunkcjonujący, w pełni rozumny i inteligentny, ale nie rozumie konsekwencji i emocji. Cóż "jaki ojciec, taki syn" sie okazało...
Niestety to nie pomaga przy problemach z dziadkami i jak tęskni za nimi to robi nam piekło. 
W tym momencie jestem na skraju wszystkiego, bo żona już od dłuższego czasu sie ode mnie odsuwała. 
Pękłem...
Dzisiaj stwierdziła, że nie widzi dla nas już przyszłości...
Pękłem...
A ja pękłem... jakiś czas temu dopiero pękłem i zrozumiałem to wszystko, co zjebałem. Dopiero teraz. Od 2 tygodni staram sie zacząć pracować nad synem i są pewne postępy, choć słabe. Dziś nawet sie przytulił do żony. Potrzebna jest ciężka praca i zacząłem dawać z siebie 120%, czasami nawet jedząc połowę tego co normalnie, bo czuje do siebie odrazę (echem... jestem na lekach - nerwica). Nagle z nerwicowanego, wkurzającego sie na wszystko i wszystkich (nikogo nie byłem, tym bardziej dzieci) szajbusa, zmieniłem sie w stonowanego i intensywnie myślącego "ojca, który spierdolił życie sobie i swoim bliskim" (Krwawy Baron, W3). Chcę udowodnić żonie, ze jeszcze nie wszystko stracone i naprawie to. Naprawie to kurwa, choćbym miał już zyc z tym pierdolonym poczuciem winy do końca życia, bo dopiero teraz uświadomiłem sobie co znaczy dla mnie moja rodzina i jak bardzo kocham żonę i dzieciaki. Nie chcę ich tracić i nie chce, by żona była smutna. Chce być przy niej i ja wspierać. Chce by w końcu mogła pójść na studia i spełnić swoje marzenie, bo ma skubana smykałkę i na pewno sie wybije po tym. Chce by w końcu nie żałowała, że zdecydowała sie być z takim ciemniakiem, którego w końcu oświeciło. 


Teraz siedzę na skraju łóżka, gdzie 4letnia córeczka leży po operacji przepukliny. Żona spi na materacu na podłodze, zas syn zadowolony poszedł u nas spać. Przyjaciele sie ode mnie odwrócili, bo za dużo problemów mam. Z moja rodzina nie chce rozmawiać, a jedyną osoba, która mnie wsparła, to moja teściowa- godzina szczerej rozmowy robi naprawdę ciepło na sercu...

Siedzę i myślę, czy to jeszcze faktycznie możliwe. Chce wierzyć i chce to zrobić. Chce nadal mieć nasze wspólne zdjęcie na ścianie... Siedzę w ciemności o 2:17, zerkam na twarz śpiącej żony i wsłuchuje sie w piosenkę o wdzięcznym tytule "Never to late". 

Nie spierdolcie swojego życia i kochajcie swoich najbliższych sercu. Kochajcie szczerze i walczcie o nich...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.077553987503052