Stephen Allwine i Amy Allwine urodzili się w tym samym roku (1974). Poznali się na studiach, coś między nimi zaiskrzyło, no i ożenili się w 1998 roku. Żyło im się nawet nieźle – zamieszkali w Minnesocie, dokładniej mówiąc w miejscowości o nazwie Cottage Grove, po czym adoptowali chłopca imieniem Joseph i wychowywali go (W tym roku będzie miał 19 lat). Amy pracowała jako trenerka psów, a Stephen robił w branży informatycznej jako konsultant do wynajęcia (freelancer). Co więcej, para często uczęszczała do kościoła, ale nie byle jakiego – byli członkami „Zjednoczonego Kościoła Boskiego” (United Church of God). No i jako kościół… No, będę szczery, wbiłem na ich stronę internetową, aby lepiej ich zrozumieć, no i w zasadzie chuja się dowiedziałem od nich samych. Jednak z tego, co mi powiedział ktoś inny, to jeśli chodzi o wierzenia, jest to kościół dosyć rygorystyczny (dla przykładu, nie uznają Świąt Bożego Narodzenia). Jeśli ktoś ma lepszy opis ich działalności, to z radością przeczytam. W każdym razie, jak już zdążyliście się pokapować z tytułu, Stephen udzielał się w tym kościele jako kaznodzieja, wygłaszając kazania, które były wielce poruszające. Jakby tego było mało, prowadził on też poradnictwo dla par w parafii, pomagając innym małżeństwom przechodzić przez problemy. Jednakże właśnie dzięki tym sesjom poradniczym, Stephen dowiedział się o stronie internetowej o nazwie „Ashley Madison”.
Ja pierdole… W dużym skrócie Ashley Madison to strona przeznaczona dla niewiernych małżonków, żeby mogli zdradzać swoje drugie połówki. No i chyba nikogo kurwa nie zdziwię jak powiem, że to przedsięwzięcie jest robione przez Kanadyjczyków i Francuzów. Całe szczęście jednak kilka lat temu był atak hakerów, informacje na temat użytkowników wyciekły, czyli wszystko to, czego zdradzający boją się najbardziej. Aż ciekawi mnie, ile wtedy było awantur w domach… Ale ja nie o tym. Stephen dowiedział się o tej stronie, no i niestety, diabeł wygrał w swym kuszeniu. Stephen znalazł tam jakąś kobietę o imieniu Michelle (szczerze, chyba najbardziej mnie zaskakuje to, że znalazł prawdziwą kobietę na tej stronie). Poszli na kilka randek, no i po pewnym czasie było ruchańsko. Stephen zdecydował, że Michelle podoba mu się bardziej niż Amy. Dlaczego? Sam nigdy tego nie powiedział wprost, zgrywając jedno wielkie niewiniątko aż do końca, więc jedyne co mamy to teorie. Jedna jest taka, że Amy spędzała więcej czasu w robocie, zaniedbując rodzinę. Inna jest taka, że Michelle była troszku niestabilna emocjonalnie (lękliwa w chuj), więc Stephen zdecydował, że „może być tym macho, przy którym będzie się czuła bezpiecznie”. Gdzie prawda? Nie wiem, ale efekt był taki, że Stephen chciał wymienić Amy na inny model. Jak już wspominałem, ich kościół był rygorystyczny, o czym świadczył fakt, że rozwody były zabronione… Niewierność małżeńska z resztą też. Gdyby ktoś wziął i zdradzał małżonka albo wziął rozwód, oznaczało to swoistego rodzaju wygnanie. Stephenowi podobała się jego pozycja w kościele, więc nie chciał jej tracić. Co więcej, podejrzewam, że nie chciał zostać sromotnie wyruchanym w sądzie rozwodowym. Koleś udzielał się jako radca dla par, więc zdecydował się zabłysnąć swoim darem rozwiązywania problemów małżeńskich. Stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem tego problemu będzie… Zatrudnienie płatnego zabójcy i zlecenie morderstwa Amy.
Tutaj też wkracza kolejny powód, dla którego Stephen nie chciał brać rozwodu, przy czym ja jestem zwolennikiem tej teorii – otóż Amy miała polisę na życie, która opiewała na jakieś 700,000 dolców. Jakby z nią wziął rozwód, to hajs poszedłby się jebać, a jakby zmarła, kiedy są jeszcze małżeństwem…
Oczywiście, Stephen nie miał kontaktów z mafią, nie mógł sobie ot tak wynająć po znajomościach, więc musiał szukać. No i zdecydował się na internet, ale nie byle jaki, tylko na dark weba, co samo w sobie jest chyba oczywistością dla każdego… A przynajmniej tak by się wydawało. Jak tak czytam, jak niektórzy ludzie próbują wynająć zabójców przez internet, to mi się płakać chce, ale to temat na inny odcinek. Zanim zaczął szukać, to wpierw polazł na reddita, tworząc konto „DogDayGod”, po czym zadał pytanie na jakimś tam subreddicie odnośnie dark weba, a to pytanie brzmiało „Jak poznać, czy ktoś jest tajniakiem?”. Nie wiem, co mu tam odpowiedzieli, bo cały subreddit poszedł się jebać i został usunięty, ale ewidentnie odpowiedzi wystarczyły mu, po czym już zanurkował na dobre. No i tak szukając odpowiednich stron, trafił na stronę powyżej o nazwie „Besa Mafia”. Ta strona niby oferowała usługi Albańskiej mafii przy zabijaniu, pobiciach, podpaleniach i innych rzeczach. W rzeczywistości ta strona to tak naprawdę jedna gigantyczna bujda na resorach, ale Stephen o tym nie wiedział, bo dał się zrobić w chuja. W każdym razie, nasz zepsuty kaznodzieja stworzył konto na tej stronie, po czym wdał się w kontakt z „obsługą klienta” – kolesiem, który działał pod pseudonimem „Yura”. Ustalali płatności (trzeba było używać bitcoinów), ceny, daty, jak to ma wyglądać, takie tam.
Stephen oczywiście nie chciał podawać motywów na tacy od razu, więc podawał się za kobietę, której małżeństwo poszło się jebać, bo Amy niby spała z jej mężem, więc teraz chce ją za to zabić (ciekawi mnie zdanie psychologa na ten temat, bo to brzmi, jakby chciał aby ich zachowania były zamienione, aby uzasadnić to morderstwo). Jeśli chodzi o płatność, to typ nie chciał też od razu przekazywać pieniędzy, bo jednak bał się, że jest robiony w chuja (o ironio…), ale Yura musiał go zajebiście przekonać, bo dosyć szybko wykonał przelew jakiś 15 Bitcoinów. Jeśli chodzi o Bitcoiny, to ustalono to jako transakcję, bo wszystkim wtedy wydawało się, że to coś jest nie do namierzenia… Oczywiście, mylono się i to sromotnie. W każdym razie początkowym planem było to, że Amy wracała samochodem z lotniska w Illinoich w nocy z 19 na 20 marca 2016 roku, no i ten płatny zabójca miał ją zepchnąć z drogi, pozorując wypadek. W mailu Stephen wspomina, że będzie co prawda ktoś inny w samochodzie, ale nie jest to ktoś, na kim mu zależy, więc ma wyjebane na ofiary postronne. Dzień zabójstwa przychodzi, Stephen skontaktował się z Yurą, ale ten dawał jakieś wymówki, że ich zabójca śledził ją, ale nie jest w stanie znaleźć dobrego miejsca, w którym mógł ją zepchnąć, że nie jest pewien, czy faktycznie zginie w wypadku, takie tam. Skończyło się na tym, że Amy wraca do domu bez szwanku, o niczym nie mówi, ewidentnie nic się nie stało.
Pomimo faktu, że ewidentnie śmierdzi tu chujnią, to Stephen chyba był zbyt zaślepiony rządzą mordu aby myśleć racjonalnie. Yura natomiast chyba pokapował się, że nie gada z babą tylko z facetem, który chce odjebać żonę. Zasugerował, aby zabić Amy w domu, pozorując rabunek. Stephen – dalej upierając się, że jest babą – zgodził się, przy czym sam od siebie dorzucił pomysł, aby podpalić cały cholerny budynek, aby zatrzeć ślady. Co więcej, nawet powiedział, jaki ma adres, gdzie mogą szukać kanistra z benzyną na miejscu, próbując im wmówić, że mężulek ma jakiś traktor, więc benzyna pewnie będzie w garażu… Kurwa, koleś podał swój adres typowi, który przekonał go, że jest członkiem mafii wysyłającym płatnym zabójców. Nawet jeśli był gotów spalić tę budę, to było nadzwyczaj głupie z jego strony. W każdym razie Yura się zgodził, po czym zażądał 10 dodatkowych bitcoinów, a Stephen je wysłał… Pomimo faktu, że już raz zapłacił za to morderstwo. Jakby zapomniał.
Dom miał zostać spalony 24 marca 2016 roku, około południa (12:00-13-00). Nie zdziwię nikogo jak powiem, że nic takiego się nie stało. Yura dawał jakieś wymówki, że ten cały zabójca nie był w stanie dostać się do podanej lokalizacji, więc zapytał się, czy można przesunąć termin zabójstwa na kiedy indziej. Stephen już był trochę wkurwiony, ale dalej szedł w zaparte, starając się być wyrozumiałym.
Do trzech razy sztuka – Stephen dał im kolejną szansę, tym razem, aby zabili Amy i spalili dom w poniedziałek, 28 marca 2016 roku… No i kurwa dalej nic. Tym razem wymówką było to, że zabójcę zgarnęła policja, bo jechał skradzionym autem. Stephen zdecydował się dać im ostatnią szansę – mają czas, aby zabić Amy do 1 maja. Mogą to zrobić jak im się żywnie podoba, bo już był tak zdesperowany aby kobieta poszła do piachu, że nie obchodziły go pozory. No i… No i kurwa już wiecie jak poszło – żaden płatny zabójca nie przyjechał i nie odstrzelił jej. W tym oto momencie Stephen zarządał zwrotu pieniędzy… Tak, zwrot pieniędzy od rzekomej mafii. Zajebiście. Yura oczywiście nie miał zamiaru oddawać bitcoinów, a nawet chciał wydoić więcej. Napisał, że strona została zhakowana, więc potrzebuje więcej bitcoinów, inaczej wyśle wiadomości do policji. To była ostatnia wiadomość, jaką do siebie wysłali, przy czym Stephen nie wysłał żądanych Bitcoinów. Jeśli chodzi o kasę, to łącznie wydoili z niego jakieś 12 tysięcy dolców w Bitcoinach (ja pierdole…). W każdym razie, Stephen, wkurwiony, zastanawiał się co by tu dalej zrobić, aż tu nagle do drzwi pukają… Agent FBI.
Okazało się, że strona faktycznie została zhakowana. Jak już mówiłem, to była bujda na resorach, bo w całym tym przedsięwzięciu brało udział maks 5 osób, przy czym nigdy nie dopuścili się żadnych rozbojów/porwań/morderstw, po prostu doili kasę z ludzi chcących wynająć tego typu usługi. Praktycznie nie było żadnych obaw, bo nawet jakby ktoś się pokapował, to na policję nie mógł pójść – niby co by im powiedział? Że chciał wynająć płatnego zabójcę/hakera/zbira, ale został ojebany z kasy? W każdym razie, po tym ataku hakerskim FBI dostało w swoje ręce wszystkie wiadomości wysyłane na stronę, no i o tyle, co nikogo nigdy nie odjebali, to jednak ktoś tego bardzo chciał. Agent Specjalny Asher Silkey poinformowali Amy o tym, że ktoś chciał ją odstrzelić. Kobieta oczywiście była w szoku, zwłaszcza wtedy, kiedy podali jej powód tego zlecenia – ona nigdy nie wdała się w żaden romans, nie podpierdoliła nikomu biznesu, nic z tych rzeczy. Amy gada z agentami, cała przerażona… Stephen, który był wtedy w pokoju, też był przerażony, ale z innego powodu. Podejrzewam, że przez całą rozmowę sikał w gacie, będąc przekonanym, że go zgarną. Jednak tak się nie stało, bo jednak nie byli w stanie namierzyć klienta. No i federalni… Jak już wiecie z moich starych wrzutek, nie dość, że na federalnych nie ma co liczyć, to pewnie swoją obecnością tylko bardziej wszystko spierdolą. Agenci stwierdzili, że „w obecnej chwili życiu Amy nic nie zagraża” no i poszli sobie w pizdu. No, chociaż tyle, że jej powiedzieli, ale kurwa, nic innego się nie dało zrobić? Serio?
Amy z oczywistych przyczyn dostała paranoi – rzadko kiedy wychodziła z domu, zamontowała mnóstwo kamer w okolicach posesji, no i jeszcze wyrobiła sobie pozwolenie na broń. Paranoja odbiła się na jej zdrowiu, bo dostawała silnych migren. Stephen widząc ją w takim stanie zdecydował się działać. Stworzył konto na Gmailu, dalej podszywał się pod tą nieistniejącą babę, po czym z anonimowego adresu wysyłał do Amy maile, w których groził, że rozpierdoli jej życie. Jego celem tym razem było skłonienie Amy do popełnienia samobójstwa. W mailach wymienił wszystko – to jakim jeździ autem, gdzie mieszkają członkowie jej rodziny, jakie ubrania nosi jej syn danego dnia. Napisał, że równie dobrze sama siebie może odstrzelić, bo jak tylko z nią skończy, odechce jej się żyć. Wymienił nawet kilka sposobów, w jaki może odebrać sobie życie, po tym ją jeszcze zwyzywał itp. Itd. Amy oczywiście była przerażona. Skontaktowała się z agentem, który wcześniej ją odwiedzili, przekazała te wiadomości… No i kurwa na nic się FBI zdało, ponieważ znaleźli adres o nazwie „Jane@Gmail.com”, z którego pochodziły te maile, ale skoro adres nie posiadał IP, to nie mogli dalej szukać. No i znowu zostawili ją samą sobie. Przebadali jakieś urządzenia elektroniczne z domu Amy i Stephena, po czym oddali je po kilku dniach. Jak się okazało, federalni na telefonach i komputerach nie znaleźli niczego, co by mogło pchnąć śledztwo do przodu. Jakby tego mało, agent Silkey stwierdził, że „Próba skłonienia Amy do popełnienia samobójstwa jest deeskalacją, bo już nie próbuje wynająć zabójcy”… Ja pierdole, agent bardzo, ale to bardzo specjalny.
O tyle, co Amy była jeszcze bardziej przerażona, to jednak cały ten plan Stephena poszedł się jebać, bo wcale nie było jej bliżej do samobójstwa. Ba, nawet zdecydowała się pójść o krok dalej… Zapisując się do policyjnej akademii (dokładniej mówiąc, chciała się dostać do jednostki K9, bo miała już doświadczenie w trenowaniu psów). Kiedy zapytano jej się o powód zapisania się, to odpowiedziała, że chciała wiedzieć, jak policja funkcjonuje od środka. Osobiście podejrzewam, że sama chciała coś pokombinować, ale to już bez większego znaczenia. W takich oto warunkach Stephen zdecydował, że jak chce, aby coś było zrobione porządnie, to musi on to zrobić sam.
Stephen wykupił na Deep Webie Skopolaminę (używa się tego jako leku przeciwko mdłościom po operacji, aczkolwiek przy zbyt wysokich dawkach może doprowadzać do dezorientacji, nieprzytomności, czasami padaczki i halucynacji, no i jeszcze można dorzucić problemy z pamięcią). Stephen chciał ją otruć, aby ta była nieprzytomna, po czym upozorowałby samobójstwo poprzez strzał w głowę. 13 listopada, 2016 roku, około 12:00, kiedy rodzina jadła obiad, Amy stwierdziła, że źle się czuje, więc zdecydowała się przeleżeć. Po godzinie, do domu przyjechał ojciec Amy, bo mieli pojechać gdzieś, ale Amy nie była w stanie. Umówili się, że ojciec Amy weźmie ze sobą Josepha, aby się nim na trochę zająć, a Stephen odwiezie Amy do lekarza. No i jak tylko ojciec Amy i Joseph odjechali w okolicach 14:00, los kobiety był już przesądzony.
Stephen odczekał kilka godzin, po czym wziął pistolet, przyłożył go do głowy Amy i zabił ją. Następnie ustawił ciało na podłodze, położył broń obok, po czym wziął się za sprzątanie miejsca zbrodni.
Po morderstwie Stephen zadzwonił do ojca Amy, mówiąc mu, że się trochę spóźni na umówione spotkanie, tłumacząc się, że musi zatankować. Wyszedł z domu, wsiadł do samochodu, po czym przybył do centrum handlowego Kohla około 17:30. Kiedy ojciec Amy zapytał się, jak się ma jego córka, Stephen odpowiedział mu, że poczuła się lepiej, więc ostatecznie nie zabrał jej do lekarza. Stephen odebrał Josepha, zjedli coś, po czym wrócili do domu. Wtedy to Joseph wszedł do pokoju Amy, chcąc z nią porozmawiać… I wiecie doskonale, co dzieciak zobaczył.
Stephen pewnie myślał, że jest geniuszem zbrodni. Prawda jednak wyglądała znacznie inaczej. Jednym z pierwszych funkcjonariuszy na miejscu był sierżant Randy McAllister. Według niego, jak tylko pojawił się na miejscu, natychmiast zauważył dowody świadczące o morderstwie. W piekarniku dalej piekło się ciasto dyniowe, co oznaczało, że musiałaby zabić się zupełnie spontanicznie, nagle. Natomiast umiejscowienie broni było niedorzeczne – rana wlotowa była po prawej stronie głowy, jednak to właśnie w lewej ręce znaleziono pistolet, co oznaczało, że Amy musiałaby ugiąć ramię w dziwny sposób. Co więcej, Amy była praworęczna… Coś, co potwierdził sam Stephen. Czyli nawet samobójstwa porządnie nie mógł upozorować, ja pierdole. Oczywiście, to były tylko poszlaki, ale samo w sobie sprawiło, że śledczy nie rzucili lachy na całą sprawę. Po pewnym czasie FBI się z nimi skontaktowało, po czym poinformowali ich o ich własnym śledztwie, o zleceniu zabójstwa, oraz o mailach z pogróżkami.
Stephen zeznawał na policji, przy czym powiedział, że nie miał bladego pojęcia, dlaczego Amy popełniła samobójstwo. Twierdził, że nie wiedział, jakoby Amy miała jakikolwiek romans… Jednakże przy tych zeznaniach, Stephen przyznał, że on jednak miał romans, coś, o czym do tej pory nikomu nie powiedział, ale chciał się przyznać zawczasu, na wypadek, żeby nie wyglądało to dla niego tragicznie. Ogółem, typ sam sobie kłody rzucał pod nogi, ponieważ w swoich zeznaniach strasznie mącił, ciągle zmieniał wersje wydarzeń, nie wiedział nawet, ile razy wychodził i wchodził do domu. Przez to, śledczy wewnętrznie uznawali go za podejrzanego, aczkolwiek nie chcąc wpędzić się w kozi róg, kilkoro funkcjonariuszy badało też inne możliwości.
Przebadano ręce Amy, po czym wyszło, że nie było na nich żadnych śladów prochu strzelniczego. Co więcej, przy autopsji znaleziono też ślady Skopolaminy (45 razy większa dawka niż zalecana). Przy późniejszym przebadaniu miejsca zbrodni, śledczy zauważyli, że prawie wszędzie w domu jest psia sierść… Z wyjątkiem jednego miejsca. Przed sypialnią, kawałek podłogi był właściwie cały czysty. Popsikali więc miejsce luminolem, użyli lampy UV, znaleziono ślady krwi w wielu pokojach, zakrwawione odciski butów. Cała krew natomiast została zmyta płynem do zmywania. Było to jednoznaczne z tym, że w domu był ktoś jeszcze, po czym ten ktoś próbował zatrzeć ślady.
Śledczy pogrzebali trochę, przepytali parę osób, kilku podejrzanych skreślili z listy, badali też ruchy Stephena, aż tu nagle sierżant McAllister wpadł na genialny pomysł – morderstwa w Cottage Grove są rzadkością, a zlecenia zabójstw są czymś, z czym wcześniej komisariat nie miał styczności. Słowa takie jak „Deep Web” czy „Bitcoin” nie pojawiają się na ich biurkach zbyt często, ale McAllister uznał, że przekuje to na jego korzyść – jeśli faktycznie były w mieście były sprawy dotyczące kryptowalut, to pewnie byłoby ich niewiele, więc można by porównać niektóre rzeczy. No i w końcu w kartotece policyjnej znalazł taką sprawę – jedyną, jaka kiedykolwiek została do nich zgłoszona. W Marcu 2016 roku pewien mężczyzna przyszedł na komisariat, aby złożyć skargę, ponieważ chciał zakupić ekwipunek treningowy za pomocą transakcji Bitcoinów wartej 6000 dolców, aczkolwiek sprzedający (koleś imieniem Mark) nigdy nie uhonorował umowy. Policja uznała to za przekręt, ale nigdy nie byli w stanie znaleźć nic bardziej konkretnego. No i kiedy McAllister zobaczył, kto złożył tę skargę, to już zrozumiał, co się naprawdę stało. Otóż skargę złożył… Stephen Allwine.
To objawienie wystarczyło, aby uzyskać kilka potrzebnych nakazów, ale z takimi rzeczami się trochę czeka. W międzyczasie śledczy przejrzeli te całą rozmowę telefoniczną pod 911, którą Stephen wykonał po tym, jak Joseph znalazł ciało Amy. Kiedy tylko usłyszeli, jak dzieciak pyta się Stephena, czy ożeni się na nowo, wydało im się to nadzwyczajnie dziwne. Czyżby mały Joseph już o czymś wiedział?
Co więcej, przesłuchano na nowo zeznanie Stephena. Powiedział, że ostatni raz widział Amy około 17:00, kiedy ta się modliła. Było to niemożliwe, ponieważ patolog ustalił czas zgonu na 15:15 lub wcześniej. Oznaczało to, że kiedy Amy straciła życie, Stephen był w domu.
Zebrano wszystkie urządzenia elektroniczne z domu Allwine-ów, po czym policja wzięła się za przeglądanie ich. Pierwsza rzecz, jaką ustalili to taka, że Stephen wdał się nie w 1, ale aż 3 romanse. Co więcej, nie znaleziono żadnych maili od żadnego kolesia imieniem Mark. Znaleźli natomiast dane z wyszukiwarki – zanim wydano zlecenie na Amy, na MacBooku Stephena szukano porad jak zainstalować sieć Tor (wymagana do korzystania z Deep Weba) oraz jak zainstalować system TAILS (usuwa z komputera wszelakie ślady po sieci Tor). Znaleziono też sporo dziwnych transakcji i zapytań dotyczących bitcoinów. Gwoździem do trumny była seria liter, jaką Stephen dosłownie na chwilę wpisał do notatnika, po czym usunął po minucie, ale pech chciał, że w międzyczasie zdążyło się to zapisać na chmurze. Otóż ta seria liter była adresem Bitcoinów, jaki DogDayGod wysłał do Yury, aby zapłacić za morderstwo.
Tak oto wszystko się posypało. Stephen został aresztowany, stanął przed sądem, po czym został uznany za winnego morderstwa pierwszego stopnia z premedytacją i skazany na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego.
Stephen oczywiście twierdzi, że jest niewinny, że ktoś go wrabia, klasyka. Złożył 3 apelacje do tej pory, ale wszystkie zostały odrzucone. Jednakże… Warto tutaj wspomnieć, że ostatnio, bo w 2025 roku, coś się w sprawie ruszyło. Okazało się, że jeden z policyjnych informatyków, Mark Lanterman, miał coś nie tak z dyplomem ze studiów, jakiś pierdolnik z tego wyniknął, no i teraz Stephen i jeden inny skazaniec ubiega się o nową rozprawę sądową. Nie wiadomo, czy coś z tego wyjdzie, przy czym nawet jak dostanie tę nową rozprawę, to raczej nic nie wskazuje, aby trafił się nam kolejny Michael Morton, bo oprócz Marka Lanterna nad sprawą pracowało wielu innych śledczych, inni informatycy, oraz było też wiele innych dowodów, mniej lub bardziej silnych, które świadczą o winie Stephena.
Osobiście… Trochę mnie bawi, że zwyczajni mundurowi byli w stanie lepiej namierzyć mordercę, niż federalni. Szczerze, gdyby FBI zgłosiło się do komisariatu z tym, to podejrzewam, że McAllister popisałby się swoim intelektem jeszcze wcześniej, co najprawdopodobniej umożliwiłoby aresztowanie Stephena, zanim Amy straciłaby życie.
No sam koniec wspomnę tylko, że rzekomo po internecie krąży PDF z mailami, jakie Stephen wysłał na stronę Besa Mafia pod aliasem DogDayGod, aczkolwiek nie byłem w stanie znaleźć samego PDF-a. Znalazłem natomiast dokument na scribd o nazwie „Murder On The Dark Web, True Tales From The Dark Side of The Internet” od Eileen Ormsby, przy czym ten dokument ma w sobie zarówno te maile do Besa Mafia, jeszcze jakieś maile, jakie Stephen wysłał do którejś kurewki, no i transkrypcję telefonu alarmowego od Stephena, którą wstawiłem wcześniej do dzidy. Jak ktoś chce to sobie przeczytać, to śmiało, ale ostrzegam – kurwica mnie prawie strzeliła czytając ten dokument, bo scribd co chwilę wywalało jakieś reklamy, blokowało możliwości przeglądania, trzeba było się naklikać, ogółem nie polecam samej strony.