Od roku 1990 w praktykach Nestle niewiele się zmieniło, oprócz tego, że bardziej kryli się z dotychczasowymi działaniami w zakresie mleka dla dzieci. Według moich osobistych przypuszczeń, nie dokarmiali dodatkowo dzieci w wieku 9-12 lat, których pracę na plantacjach kakao na Wybrzeżu Kości Słoniowej opisał w 1995 roku raport Fondation de France. Dzieci były najczęściej sprzedawane z sąsiednich krajów przez ubogie rodziny, a Nestle powiedziało, że nic o tym nie wiedzą – to niezależny dostawca surowców, itp. W zasadzie w każdej takiej sytuacji mieli ten sam schemat działania: 1. Zaprzeczenie, 2. Przerzucanie odpowiedzialności („to wina biedy, korupcji, złych rządów”), 3. Obietnice bez pokrycia i udział w długotrwałych, mało konkretnych dialogach.
W 1997 roku brytyjski Channel 4 opublikował raport "Slavery: A Global Investigation" z tego samego kraju, pokazujący dzieci pracujące w kajdanach. To był pierwszy tak silny dowód wizualny. Po nim Nestle zaczęło mówić o "współpracy z władzami", ale nie podjęto żadnych konkretnych działań. W 1998 roku ukazał się raport UNICEF we współpracy z Międzynarodową Organizacją Pracy z Afryki Zachodniej, w którym określono liczbę pracujących dzieci na kilkaset tysięcy, pracę w niebezpiecznych warunkach oraz transgraniczny handel dziećmi. Dopiero wtedy Nestle oraz inne korporacje zaczęły brać udział w rozmowach z rządami, co doprowadziło do podpisania w 2001 roku protokołu Harkina-Engela, mającego na celu wyeliminowanie najgorszych form pracy dzieci w przemyśle kakaowym. Termin jego wykonania ustalono na 2005 rok. A potem na 2008. A potem… jakoś tak przestano zadawać pytania na ten temat.
W 2000 roku malijscy mężczyźni pozwali Nestlé (oraz Cargill i Archer Daniels Midland), twierdząc, że jako dzieci byli sprzedani w niewolę na plantacje kakao na Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdzie pracowali po 14 godzin dziennie za miskę ryżu, byli bici i przetrzymywani. Pozew opierał się na Alien Tort Statute, starym prawie z 1789 roku, które pozwala obcokrajowcom pozywać w USA za naruszenie prawa międzynarodowego. Główna linia obrony polegała na tym, że owo prawo stosuje się do osób fizycznych, a nie korporacji. Ostatnia wzmianka o nim, którą znalazłem, jest z 2021 roku – Sąd Apelacyjny dla Dystryktu Kolumbii przywrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia.
W roku 1995 zaczęła powoli wypływać afera dotycząca podwójnych standardów jakości w Europie Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce). Nie dotyczyło to tylko Nestle, ale było ono jednym z głównych przykładów. W Czechach przeprowadzono badania czekolady KitKat i kakao Nesquik, w których wykryto dodawanie tłuszczu roślinnego kosztem masła kakaowego i wyższą zawartość cukru niż w produktach dostępnych w Austrii czy Niemczech. I teraz się trzymajcie: Nestle tłumaczyło to dostosowaniem do lokalnych preferencji smakowych i – oczywiście – współpracą z lokalnymi firmami. Sytuacja nie chciała się uspokoić, więc w oficjalnym komunikacie stwierdzili, że prawnie wszystkie normy zostały spełnione i to zamyka temat. Dopiero w 2018 roku wprowadzono unijną dyrektywę, w której taka sytuacja może być uznana za nieuczciwą praktykę handlową. Jest tu pole do szerszej analizy, ale nie na tę chwilę. Jeszcze wspomnę, że badano także lody i desery mleczne oraz wyroby cukiernicze, gdzie stosowano tłuszcze roślinne zamiast mlecznych i syrop glukozowo-fruktozowy zamiast cukru oraz tańsze barwniki. Dodatkowo ceny produktów w różnych krajach były takie same lub zbliżone.
Żeby chwilowo zakończyć temat słodyczy, warto wspomnieć o zmowie cenowej w Kanadzie, która zakończyła się grzywną 23 mln CAD w 1995 roku, i w USA – w 1997 roku grzywna 12 mln USD za zmowę cenową na rynku jogurtów. Wspomnę jeszcze w skrócie o GMO. Używano głównie soi, kukurydzy i olejów roślinnych wszędzie tam, gdzie nie było obowiązku informowania o tym fakcie. Po 1996 roku społeczeństwo stało się bardziej świadome, a dodatkowo Greenpeace ujawnił użycie GMO w produktach dla niemowląt w Azji. Zaczęły się niepokoje wśród konsumentów, a także bojkot produktów w krajach zachodnich. W Polsce ustawa o GMO weszła w życie w 2001 roku, więc na pytanie, jak to wcześniej wyglądało u nas, odpowiem: "nie wiem, choć się domyślam".
Nadeszła ta długo wyczekiwana chwila i zaczniemy poruszać temat wody... Zaczniemy nietypowo, bo od Pakistanu. Krótko nadmienię, że Pakistan jest krajem o skrajnym deficycie wody. Rolnictwo, zależne od nawadniania, zużywa ponad 90% zasobów, a dostęp do czystej wody pitnej jest ograniczony.
W latach 90. rząd zachęcał do inwestycji zagranicznych, co stworzyło podatny grunt dla Nestle. Uruchomiono fabrykę butelkowania wody Pure Life. Była bardzo wydajna, a produkt targetował raczej klientów klasy średniej z miast. Problemem okazała się skala, miejsca poboru wody i skutki. Bardzo głębokie studnie umieszczano na obszarach rolnych lub w ich okolicach, pompowano miliony litrów wody dziennie z tej samej, ograniczonej warstwy wodonośnej, z której korzystali rolnicy swymi płytkimi studniami. Intensywny pobór wody przez Nestlé obniżał poziom wód gruntowych. Dla rolników oznaczało to, że ich studnie wysychały lub wymagały drogiego pogłębiania (nawet o 30-50 metrów), by znów sięgnąć do wody. Wystąpiły problemy w sektorze rolniczym, co doprowadziło do protestów przed zakładami Nestle. Ich odpowiedź na to była krótka: działalność jest legalna, pobierają wodę z głębszych, odizolowanych warstw, tworzą miejsca pracy i inwestują w lokalną gospodarkę. Przeprowadzili badania, które wykazały, że wszystko jest w porządku, a że innych, niezależnych nie było – sprawa zamknięta.
W latach 90. dopiero zaczęły się pojawiać pierwsze kontrowersje na rynkach wody w krajach takich jak Indie, Brazylia, Francja czy Meksyk. W roku 1999 w Polsce powstał kartel cenowy, za który UOKiK nałożył rekordową karę dla wszystkich uczestników – łącznie 195 milionów złotych.
Temat wody jest szeroki jak rzeka, ale idąc przynajmniej trochę chronologicznie, skupimy się jeszcze na USA. Spółek i miejsc pompowania wody było sporo, ale weźmy na tapet „Poland Spring” (nie ma ona żadnych związków z Polską, nazwa pochodzi od miejscowości w stanie Maine). Oczywiście firma miała koncesję w pełni legalną za opłatą od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów rocznie (brak precyzyjnych danych). Protesty zainicjowały środowiska rolnicze, które zgłaszały wysychające strumienie. Nestle prawnie było nie do ruszenia, więc spróbowano w inny sposób. Złożono pozew, który zarzucał, że woda nie pochodzi z "krystalicznie czystych, górskich źródeł", jak obiecywało opakowanie i reklamy. Woda Poland Spring jest pompowana ze zwykłych studni głębinowych, często zlokalizowanych w pobliżu terenów rolniczych, osiedli mieszkaniowych lub składowisk odpadów, a nie z odizolowanych, górskich źródeł. Według nich była to zwykła woda gruntowa, a marketing firmy wprowadzał w błąd.