1
„Kiedy europejscy misjonarze przybyli do Afryki Zachodniej, znaleźli w Asanbosam gotowego diabła. Dla Akanów był on jednak przede wszystkim częścią lokalnego porządku rzeczy.” 

- w perspektywie wierzeń ludów Afryki Zachodniej
Asanbosam jest jednym z najbardziej charakterystycznych demonów w wierzeniach ludów Akan, zwłaszcza Aszantów z terenów dzisiejszej Ghany. W europejskich kategoriach najłatwiej opisać go jako leśnego wampira albo ogra-potwora z buszu. Jednak w lokalnym kontekście to przede wszystkim istota głęboko związana z lasem, tabu i porządkiem świata. Pojawia się w opowieściach myśliwych, w legendach o zakazanych dniach polowania i w historiach ostrzegających przed lekceważeniem świętych miejsc natury.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
W tradycyjnych relacjach Asanbosam przedstawiany jest jako stworzenie o ludzkim, lecz zniekształconym ciele. Ma długie, wychudzone nogi, silne ramiona, bywa porośnięty włosiem, a jego oczy określa się jako duże i przekrwione. Najbardziej niepokojące są jednak szczegóły: żelazne, ostre jak brzytwa zęby oraz stopy zakończone hakami albo zakrzywionymi pazurami. To właśnie nimi wiesza się wysoko na gałęziach drzew i chwyta swoje ofiary. We współczesnych przetworzeniach legendy dodaje mu się czasem cechy jeszcze bardziej potworne. Nietoperzową głowę, błoniaste skrzydła, ogon niczym wąż, zdolność stapiania się z cieniem lasu.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Bez wątpienia jawi się jako stworzenie lasu. Mieszka w najgłębszych, gęstych partiach puszczy z dala od wsi i uczęszczanych dróg. Według opowieści przesiaduje wysoko w koronach potężnych drzew. Pozwalając, by jego długie nogi zwisały z gałęzi. Kiedy pod takim drzewem przechodzi myśliwy albo zagubiony podróżny, demon cicho opuszcza się i chwyta ofiarę hakowatymi pazurami. Wciąga w górę gryząc w szyję, wysysając krew i pożerając ciało. W niektórych wersjach nie atakuje od razu. Bawi się ofiarą, dotyka jej, przeskakuje z drzewa na drzewo, wywołując narastającą panikę, zanim zada ostateczny cios. W tej krwiożerczej, drapieżnej roli bardzo łatwo skojarzyć go z wampirem. Choć nie jest to umarły powstający z grobu, lecz potężna istota nadnaturalna.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Z biegiem czasu, wraz z napływem misjonarzy i religii chrześcijańskiej, postać Asanbosam została na nowo zinterpretowana. Dawny leśny strażnik tabu zaczął być przedstawiany jako uosobienie czystego zła. Prawie gotowy odpowiednik diabła, przykład „pogańskiego demona”, którym straszono przed powrotem do dawnych praktyk. Zatarły się bardziej złożone funkcje tej istoty. Zaś na pierwszy plan wysunął się obraz krwiopijcy i ludożercy, którego jedyną rolą jest polować na ludzi.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Historia Asanbosam nie kończy się jednak na Afryce Zachodniej. Razem z ludźmi Akan trafił do diaspor w obu Amerykach. Na Jamajce pojawiają się opowieści o potworze mieszkającym w wielkim drzewie bawełnianym, łączonym z praktykami obeah. Choć krajobraz się zmienił, rdzeń motywu pozostał ten sam. W ten sposób Asanbosam stał się jednym z tych duchów, które przekroczyły ocean i osiadły w nowych mitologiach.
Kompendium strachu: „Cień w koronach drzew”, Asanbosam, vol. 42
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
27
Sarmatyzm to rak toczący Polskę od XV wieku  do dziś
W historiografii polskiej wciąż żywy jest mit I Rzeczpospolitej jako mocarstwa kultury, tolerancji i szlacheckiej wolności. Tymczasem rzeczywistość społeczno-gospodarcza tego państwa – szczególnie od XVI wieku – ujawnia obraz zaskakująco podobny do mechanizmów znanych z epoki kolonializmu. Polska była peryferią europejskiego systemu-świata – gospodarką podporządkowaną zewnętrznemu popytowi, opartą na rabunkowej eksploatacji lokalnych zasobów i utrwalającej strukturalną zależność od centrum.

1. Gospodarka peryferyjna: eksport surowców, import luksusu

Jak zauważa Witold Kula, już w XVI wieku Rzeczpospolita wchodziła w coraz silniejszy związek z gospodarką zachodnioeuropejską – nie jako równorzędny partner, lecz jako dostarczyciel surowca rolnego na potrzeby Zachodu. Zboże, drewno, konopie, len czy potaż płynęły w ogromnych ilościach przez Gdańsk do Amsterdamu i Londynu. Struktura eksportu była niemal identyczna jak w koloniach afrykańskich dwa wieki później: surowce wywożone masowo i tanio, dobra luksusowe – sprowadzane dla elit.

2. Brak reinwestycji i pasożytniczy charakter elit

Jak wykazał Antoni Mączak, szlachta konsumowała zyski z eksportu, nie inwestując ich w modernizację gospodarki. Nie powstawał przemysł, nie rozwijano infrastruktury, nie wzmacniano kapitału ludzkiego. Zyski były przejadane: na luksusowe życie, klientelizm, importowane dobra i utrzymywanie wielkopańskich dworów. To klasyczny mechanizm opisywany przez Waltera Rodney’a w odniesieniu do kolonialnej Afryki – gospodarka funkcjonująca nie dla lokalnej społeczności, lecz dla interesu zewnętrznego i pasożytniczej elity.

3. Eksploatacja siły roboczej: pańszczyzna jako forma niewoli

Jak pokazuje Marian Małowist, intensyfikacja gospodarki folwarcznej doprowadziła do skrajnej formy wyzysku: wzrostu pańszczyzny z 1 dnia tygodniowo w XVI wieku do nawet 5–6 dni w XVIII. Chłop nie tylko nie uczestniczył w zyskach z eksportu – był ich ofiarą. Gdy Holandia się bogaciła, chłop polski przymierał głodem. Jak ironicznie zauważa Janusz Tazbir, szlachta cieszyła się wolnością – na koszt niewolnego chłopa.

4. Polska i Afryka: wspólne cechy systemu zależności

Immanuel Wallerstein w teorii systemu-świata podkreśla, że centrum rozwija się kosztem peryferii, które są źródłem taniej pracy i surowców. Polska, podobnie jak kolonie afrykańskie, spełniała dokładnie tę funkcję. W obu przypadkach:

lokalne elity były współuczestnikami wyzysku,

dochody nie wracały do kraju jako inwestycje,

model rozwoju był strukturalnie niestabilny i prowadził do stagnacji.

Zakończenie

I Rzeczpospolita nie była „kolonią” w sensie formalnym, lecz była nią w sensie funkcjonalnym. Jej gospodarka działała na korzyść zewnętrznych ośrodków, jej społeczeństwo było spolaryzowane do granic biologicznego przetrwania, a jej elity – krótkowzroczne, pazernie konsumujące narodowy potencjał. Polska nie przegrała z Rosją czy Prusami – przegrała z własnym systemem społecznym, który uczynił ją peryferią Zachodu, zanim jeszcze zniknęła z mapy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.076706886291504